Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Nawigacja Nawigacja

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Im dalej w las, tym mniej drzew – konsekwencje wylesiania Ziemi

Im dalej w las, tym mniej drzew – konsekwencje wylesiania Ziemi

Znane polskie przysłowie mówi: "Nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las". Niestety, w obliczu globalnego problemu związanego z dramatycznym i niezwykle szybkim procesem wylesiania, straciło ono na ważności. Jeżeli ludzkość nie powstrzyma degradacji terenów leśnych, wówczas najpierw znikną lasy, a potem Homo sapiens. Jak poważna jest skala tego problemu i w jaki sposób można go (jeszcze) rozwiązać?

Na początku trzeba zadać sobie z pozoru błahe pytanie: czym właściwie jest las? Niestety, zazwyczaj udzielana odpowiedź, że jest to po prostu większa grupa drzew, rosnących w konkretnym zagęszczeniu na określonym areale, jest błędna. Co więcej, prowadzi ona do niezmiernie szkodliwego i zgubnego wyobrażenia na temat zastanej rzeczywistości. Las naturalny to złożony ekosystem ogromnej liczby organizmów wzajemnie na siebie wpływających i od siebie zależnych. Drzewa to tylko jeden z elementów lasu, kojarzony z nim ze względu na swoją wielkogabarytowość. Ten system tworzą również liczne mikroorganizmy, rośliny, zwierzęta, podłoże geologiczne, gleba, czy też pula nasion „zamkniętych” w niej i czekających na wykiełkowanie. Nie można więc postawić znaku równości pomiędzy Puszczą Białowieską, a plantacją sosen hodowanych na drewno. Nie można zasadzić lasu niczym pola uprawnego. Tym bardziej nie można go ot tak, ludzką ręką odtworzyć. Ekosystemów, które trwały setki tysięcy lat nie da się zastąpić ani w ciągu jednej dekady, ani w ciągu jednego wieku. A to zmienia postać rzeczy.

W oparciu o artykuł przedstawiony przez prof. Paulinę Kramarz z Instytutu Nauk o Środowisku Uniwersytetu Jagiellońskiego opublikowany na portalu ruchu naukowców z wydziałów przyrodniczych Nauka dla Przyrody (pierwotnie w Krytyce Politycznej) przyjrzyjmy się bliżej problemowi drastycznie zmniejszającej się powierzchni ziemskich lasów. 

Bez lasu nie ma szałasu

Czym właściwie był las dla człowieka i co pozostało z tej symbiozy? Pierwotnie stanowił on przede wszystkim źródło pożywienia dla
Karpaty. Drzewostan w lesie reglowym odnawiający się po gradacji kornika. Fot. K. Kujawa
ludzkiej społeczności. Jednak wraz z nastaniem rewolucji agrarnej i epoki rolnictwa (ok. 10000 lat temu), zaczął jej nieco przeszkadzać. Człowiek, poszukujący miejsc nadających się do produkcji żywności rozpoczął więc wycinkę lasów pod pola uprawne i hodowlę zwierząt. Pozostawał jednak jeden dosyć istotny szczegół. Otóż, drzewa nieustannie, bez względu na zmianę nawyków żywieniowych, stanowiły podstawowy budulec ludzkich potrzeb materialnych. Dostarczały materiału w postaci drewna do budowy domów, środków transportu i mebli. Zapoczątkowano więc sadzenie drzew na szeroką skalę, tworząc tzw. lasy gospodarcze złożone z gatunków najkorzystniejszych ekonomicznie, traktowane jako źródło surowców. Te naturalne, których jeszcze nie wykarczowano, zaczęto przecinać drogami dojazdowymi, parcelując kilkusetletnie biosfery na mniejsze części, jednocześnie nadal pozyskując z nich drewno.

Dramat na pięć palców jednej ręki

Jak to więc wygląda dzisiaj? Oto kilka faktów. Po pierwsze, powszechne dzielenie siedlisk naturalnych na fragmenty poprzez rozbudowę sieci dróg przecinających ekosystemy leśne. W wyniku takiego zabiegu grupy organizmów zostają sztucznie odseparowane od siebie, nie zawsze przystosowując się do nowych, trudnych warunków. Rezultat – obumierający las. 

W tym momencie nie ma takiej liczby drzew, która byłaby w stanie „przerobić” nieustannie uwalniany do atmosfery dwutlenek węgla (...)

Po drugie, wymieranie plantacji drzew, które miały być nowymi „zalesionymi” terenami. Nagminne sadzenie osobników jednowiekowych i mało zróżnicowanych genetycznie i przez to nieodpornych na susze, fale upałów, wichury, nawałnice i późniejsze ich sztuczne dzielenie, skutkuje tym, że samo-unicestwienie pozostaje dla nich jedyną formą „radzenia sobie”.

Po trzecie, postępujące wylesianie. Rocznie z Ziemi znika obszar lasów o wielkości Wielkiej Brytanii. Im mniej lasów, tym wyższa temperatura, więcej susz, następuje też degradacja gleb. Widoczne w Polsce od paru lat wysychanie terenów rolnych prowadzące do znacznych strat w uprawach, to właśnie efekt m.in. wylesiania.

Po czwarte, wtórne zalesianie wypalonych terenów. Zubożona gleba, nierzadko tak słabej jakości, że nawet na uprawy i pastwiska nadaje się jedynie na kilka lat, nie jest już w stanie podźwignąć wielkich, leśnych środowisk.

Po piąte, modyfikacja składu gatunkowego lasu poprzez zachodzące zmiany klimatyczne. Z terenów Polski znikają m.in. sosny i świerki, dla których już zaczyna być za gorąco i za sucho.

 

Wstrzymany oddech

Dlaczego właściwie wylesianie jest dla nas tak niebezpieczne? Wbrew utartej opinii, nie chodzi tu o odcinanie się od źródeł tlenu. Gdybyśmy spalili absolutnie wszystkie lasy, to ilość tlenu w atmosferze ziemskiej i tak nie uległaby zmianie. W tym przypadku chodzi przede wszystkim o to, co wdychają „zielone płuca Ziemi”, a nie co wydychają. Czyli o gazy cieplarniane. Pozbawiając lasów tak silnego wdechu, atmosfera ziemi zaczęłaby po prostu tonąć w nadprogramowych megatonach dwutlenku węgla. Dalszy scenariusz dzisiaj już raczej wszyscy znają.

Typowy las gospodarczy z rębniami zupełnymi. Fot. K. Kujawa

Oczywiście, to tylko jeden aspekt. Kolejną kwestią byłby zaburzony globalny cykl hydrologiczny. Las, zatrzymujący ogromne ilości wody, również po gwałtownych ulewach, działa trochę jak hamulec – dzięki niemu woda nie spływa gwałtownie do rzek, a później do mórz i oceanów. Bez tego stopniowanego zatrzymywania wody, regularne masowe powodzie stałyby się chlebem powszednim.

Zrodziłby się jeszcze jeden problem, równie poważny jak globalne ocieplenie. Lasy, to siedliska wielu gatunków. Niszcząc je, niszczy się również bioróżnorodność. A nawet tak mało spektakularna jej składowa, jak owady zbliża nas do niechybnego unicestwienia gatunku ludzkiego. W jaki sposób? Rośliny, również hodowane na pokarm, zapylane przez owady, bez nich, giną. Zwierzęta, dla których są one pokarmem – giną. Bez owadów, z nieba znikną jerzyki i jaskółki. Żaby, ropuchy, rzekotki, jaszczurki, jeże, nietoperze i krety. Na nic nie pomogą hodowlane pszczoły – miliony lat ko-ewolucji roślin i owadów doprowadziły do niezmiernie częstej specyficznej budowy kwiatów, które są w stanie zapylić tylko konkretne gatunki owadów. Następne wyginą też i większe zwierzęta, dla których pożywieniem były albo te rośliny, albo mniejsze osobniki. Na końcu listy jest człowiek.

Ludzkość „w lesie”

Wiele się teraz mówi o licznych inicjatywach w stylu „sadzimy miliard drzew dla Ziemi”. Czy można je traktować jako remedium na klimatyczno-ekologiczny kryzys? Nie. W tym momencie nie ma takiej liczby drzew, która byłaby w stanie „przerobić” nieustannie uwalniany do atmosfery dwutlenek węgla, również ten, emitowany na skutek wylesiania. Bez względu na to, czy będzie ich pięć, pięćdziesiąt, czy pięć miliardów – bez znaczenia. Tym bardziej, że wiekowe naturalne lasy, ze względu na swoją bioróżnorodność, są zdecydowanie lepszymi pochłaniaczami dwutlenku węgla. Czy jest więc jakakolwiek nadzieja na przetrwanie? Jest – drastyczne zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych oraz znakomite ograniczenie niszczenia przyrody, w tym lasów. Tylko tyle i aż tyle. To bardzo trudne zadanie, zwłaszcza, że termin jego ogłoszenia minął jakieś 30 lat temu. Temperatura będzie rosnąć, ale ciągle możemy ten wzrost zahamować. Musimy też rozpocząć proces adaptacji do istniejących i przyszłych zmian klimatu, a bez naturalnych lasów jest to niemożliwe.

 

-----------

Dr hab. Paulina Kramarz z Instytutu Nauk o Środowisku Uniwersytetu Jagiellońskiego jest współautorką 43 publikacji dotyczących ekologii bezkręgowców lądowych, z czego duża część dotyczy ekotoksykologii oraz upraw GMO oraz jest współautorką Narodowej Strategii Ochrony Owadów Zapylających. Obecnie zajmuje się przede wszystkim aspektami ewolucyjnymi i ekologicznymi fizjologii owadów. Jej naukowym hobby jest ochrona biologiczna upraw oraz agroekologia.

 

-----------

Ciekawe? Przeczytaj także:

Polecamy również
Czy czeka nas kryzys żywnościowy?
Alicja po drugiej stronie lustra
Rośliny (nie)przyjazne pszczołom
Trudne powroty wędrujących ptaków [Q&A]