Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Nawigacja Nawigacja

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Czy czeka nas kryzys żywnościowy?

Czy czeka nas kryzys żywnościowy?

Liczba ludności Ziemi, szacowana obecnie na 7,6 miliardów stale wzrasta, co oznacza konieczność wyprodukowania dla nich wystarczającej ilości pożywienia. Jest to temat niezmiernie ważny, ale i nader kontrowersyjny, także ze względu na zagrożenie dla środowiska naturalnego związane z produkcją żywności. Czy w obliczu dynamicznie postępujących zmian grozi nam kryzys żywnościowy?

Od 1960 roku liczba ludności na świecie wzrosła dwukrotnie. Pozornie nie widać w tym nic przerażającego – wszak postępujący rozwój nauk medycznych i polepszające się warunki życia bez wątpienia przyczyniły się do tej dynamizacji. Skąd jednak wziąć żywność dla tak ogromnej i przecież wciąż ekspansywnie rosnącej populacji ludzi? Czy dalsza intensyfikacja jej produkcji to dobre rozwiązanie?

Opierając się na analizie przedstawionej przez prof. Paulinę Kramarz z Instytutu Nauk o Środowisku Uniwersytetu Jagiellońskiego opublikowanego na portalu ruchu naukowców z wydziałów przyrodniczych "Nauka dla Przyrody" zarysowaliśmy główne aspekty niebezpiecznie rosnącego globalnego kryzysu. 

Rewolucyjna pszenica

Aby odpowiednio pojąć istotę problemu, trzeba cofnąć się w czasie o pół wieku. Narastająca w latach 60-tych potrzeba zlikwidowania zjawiska głodu na Ziemi, szczególnie w krajach Trzeciego Świata zaczyna stopniowo poruszać państwa i organizacje Globalnej Północy. Za prawdziwy sukces, będący jednocześnie głównym czynnikiem inicjującym szeroko zakrojone działania uznaje się pomyślną próbę wyhodowania odpornych na choroby i łatwych do upraw odmian pszenicy (tzw. półkarłowych). Wskutek opracowania tak znaczącej innowacji, poprzez racjonalne zwiększenie produktywności, przystępuje się do realizacji programów rozwoju rolnictwa w skali przemysłowej. Działania te nazwane zostają "Zieloną Rewolucją".

Opracowanie nowych, znacznie wydajniejszych odmian upraw oraz rozwinięcie produkcji syntetycznych pestycydów i nawozów sztucznych przyczynia się do natychmiastowego rozwoju nowej gałęzi rynku - rolnictwa przemysłowego. Dając początek licznym koncernom specjalizującym się w chemii rolnej i wytwarzaniu nasion oraz antybiotyków dla zwierząt, wkrótce staje się ona jednym z najbardziej dochodowych interesów na świecie. Od tego momentu, pierwszy raz w historii produkcja żywności zaczyna być traktowana jako globalny pandemiczny kombinat, wytwarzający dużo, tanio i bezwzględnie. Bezpośrednim efektem tych zmian jest ocalenie ponad 1 miliarda ludzi od głodu. Pośrednim zaś, dynamiczny wzrost tempa przyrostu populacji ludzkiej, dla której żywność zaczęła stawać się łatwo dostępnym środkiem umożliwiającym "przeżywalność".

Zieleń w monochromie

Szybko okazało się jednak, że „Zielona Rewolucja”, niewiele wspólnego ma z kolorem, jakim nią nazwano. Korporacyjna polityka nowopowstałych zakładów i przedsiębiorstw, nastawionych przede wszystkim na szybki zysk, zignorowała jej negatywny wpływ na środowisko. "Zielona Rewolucja" poza zamierzonymi skutkami, przyczyniła się do znacznego spadku bioróżnorodności obszarów objętych nowymi, wielkimi terenami rolnymi. Nowo stosowane pestycydy oraz intensyfikacja rozwoju innych gałęzi przemysłu związanych z produkcją rolną spowodowały znaczący wzrost zanieczyszczenia gleby, wód i powietrza. Do tej pory nikt nie oszacował, jak wiele osób umarło, i wciąż umiera z powodu zakażenia środowiska substancjami syntetycznymi oraz używania zbyt dużej ilości nawozów sztucznych.

Obecny przemysł rolniczy nieustająco oferuje kolejne możliwości zastosowania nowoczesnych syntetycznych pestycydów oraz hodowli innowacyjnych odmian upraw, wspomagających intensyfikację produkcji żywności. W celu poparcia swoich postulatów, bardzo często jako przykład podaje on właśnie "Zieloną Rewolucję" i jej pozytywne zmiany. Szkody wyrządzone przez nią środowisku i społeczeństwom, są pomijane.

Miska fasoli vs. kurczak z marketu

Jak dzisiaj, po upływie ponad pięciu dekad od inicjacji pierwszych działań uprzemysławiających rolnictwo, wygląda produkcja żywności na świecie? Aby poprawnie odpowiedzieć na to pytanie, należy przyjrzeć się kilku faktom. Obecnie tereny upraw rolnych zajmują aż połowę wszystkich obszarów możliwych do zamieszkania (51 mln km2). Ponad trzy czwarte z tych upraw przeznaczane jest na hodowlę zwierząt (40 mln km2). Globalne zapotrzebowanie energetyczne wszystkich ludzi na Ziemi jest jednak tylko w 17% zaspokajane przez mięso i nabiał, w znakomitej części (83%) pochodzi zaś z produktów roślinnych. Przeważają one również w przypadku zapotrzebowania na białko, które wypełniają w dwóch trzecich (66%). Wyprodukowanie tego niezbędnego składnika naszej diety w przypadku upraw roślinnych wymaga jedynie jednego procenta tej powierzchni rolnej, z której pochodzi białko odzwierzęce.

Widoczna dysproporcja pomiędzy nadmierną produkcją mięsa, zajmującą znaczną większość upraw rolnych na świecie, a zaspakajaniem przez nią potrzeb żywnościowych całej ludzkości, jest obecnie przez wielu badaczy uznawana za poważny problem antropogeniczny i ekologiczny. Biorąc pod uwagę fakt, że współczesny człowiek z Globalnej Północy zjada aż 60-150 kilogramów mięsa rocznie, a co czwarty cierpi na otyłość wynikającą ze spożywania nadmiernej ilości pożywienia (BMI>30), łatwo stwierdzić ułomność współczesnej przemysłowej masowej nadprodukcji żywności.

Prosta kalkulacja, polegająca na odwróceniu proporcji upraw roślinnych względem hodowli zwierzęcych, przy przeznaczeniu na te pierwsze nie jednej czwartej, a trzech czwartych całkowitej powierzchni rolnej, w pełni obrazuje skalę podejmowanej kwestii. Obliczenia wskazują na to, że tego typu manewr pozwoliłby na zaspokojenie potrzeb energetycznych niemal 21 miliardów ludzi (w tym spełniając zapotrzebowanie białkowe u ponad 16 miliardów)! Bez konieczności wprowadzenia jakiejkolwiek dodatkowej zintensyfikowanej produkcji.

Róże zamiast obiadu

Nieracjonalne podziały w przemyśle rolnym nie są jedynym czynnikiem generującym problemy żywnościowe. Kolejna składowa to marnowanie jedzenia. Jej wielkość oceniana jest na ok. 20-45% całej produkcji. Taka ilość pokarmu wystarczyłaby do wyżywienia 3 miliardów ludzi, czyli dokładnie tylu, ilu przybędzie w ciągu najbliższych dekad. Aby jeszcze dosadniej pokazać skalę marnowanego jedzenia, wystarczy zakreślić obszar wymagający jej wyprodukowania. Powierzchniowo porównywalny jest on do... terytorium Chin.

Mało kto zdaje sobie również sprawę z tego, że rolnictwo przemysłowe uprawiane na Globalnym Południu w rzeczywistości w wielu przypadkach nie dotyczy żywności, której potrzebują jej mieszkańcy. Zamiast niej, prowadzi się tam hodowlę całkowicie zbędnych produktów eksportowanych później na Globalną Północ. Jednym z tych najbardziej kontrowersyjnych są róże, produkowane w Kenii i stanowiące 38% tych wszystkich, sprzedawanych w Europie. Słabo opłacana praca, uciążliwy dla ekosystemu transport lotniczy, stosowanie syntetycznych pestycydów i pozbawianie dostępności miejsc, które mogłyby służyć do produkcji żywności, są w tym przypadku poszczególnymi elementami dramatycznej nieracjonalnej układanki tego chwiejącego się systemu.

Kryzys puka do drzwi

Nadwyżka produkcyjna oraz przesadna konsumpcja produktów odzwierzęcych prowadzona w fermach przemysłowych i wielkoobszarowych monokulturach przyczynia się do degradacji gleb, zubożenia naszej diety, zawyżonego stosowania syntetycznych pestycydów i spadku bioróżnorodności. Wielkie przemysłowe hodowle, poza wytwarzaniem cieplarnianego metanu, zużywają ogromne ilości energii i słodkiej wody oraz generują znaczące ilości trudnych do zutylizowania odpadów. Ponadto, są bardzo słabo dostosowane do zmieniających się warunków klimatycznych i klęsk żywiołowych.

Obecnie stoimy przed wyzwaniem, jakim jest znalezienie skutecznego rozwiązania wobec coraz poważniejszego kryzysu żywnościowego i klimatyczno-ekologicznego. Powyżej zestawione dane wyraźnie wskazują na to, że zarówno wzmożenie produkcji żywności, jak i przeznaczanie pod nią kolejnych terenów są działaniami nieefektywnymi i nieracjonalnymi. Wytworzenie odpowiedniej ilości pożywienia dla rosnącej populacji ludzkiej musi przede wszystkim wiązać się z bezinwazyjnym oddziaływaniem na środowisko naturalne. Konieczność wzięcia pod uwagę niekorzystnych proporcji pomiędzy uprawami roślinnymi a hodowlami zwierzęcymi powinna w tym przedsięwzięciu grać kluczową rolę. Tylko w ten sposób zapewnimy sobie szansę na zachowanie Ziemi, jako miejsca życia dla przyszłych pokoleń.

------------

Dr hab. Paulina Kramarz z Instytutu Nauk o Środowisku Uniwersytetu Jagiellońskiego jest współautorką 43 publikacji dotyczących ekologii bezkręgowców lądowych, z czego duża część dotyczy ekotoksykologii oraz upraw GMO oraz jest współautorką Narodowej Strategii Ochrony Owadów Zapylających. Obecnie zajmuje się przede wszystkim aspektami ewolucyjnymi i ekologicznymi fizjologii owadów. Jej naukowym hobby jest ochrona biologiczna upraw oraz agroekologia.

------------

Grafiki, źródło:  ourworldindata.org

------------

Ciekawe? Przeczytaj także:

 

Polecamy również
Dlaczego powinniśmy rozmawiać o (pseudo)teoriach „Wielkiej Lechii”?
Najpopularniejsze nasze teksty o nauce - 2017
Daniel Dennett. Jak pogodzić naukowy i potoczny obraz świata? [video]
Podróże z nauką w walizce