Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Nawigacja Nawigacja

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Naukowiec, czyli podróżnik - wywiad z prof. Arnoldem Lebeufem, przedpremierowy fragment ksiażki "Z naukowcami o nauce"

Naukowiec, czyli podróżnik - wywiad z prof. Arnoldem Lebeufem, przedpremierowy fragment ksiażki

"Postanowiłem więc poznać świat na własną rękę – i zacząłem podróżować" - zaczyna swą opowieść antropolog kulturowy, prof. Arnold Lebeuf...

Ten wywiad jest kolejną zapowiedzią publikacji pod wstępnym tytułem "Z naukowcami o nauce". Swe doświadczenia i opinie przedstawia w niej prawie czterdziestu naukowców z UJ. Pytamy ich między innymi o: trudności i radości na drodze do realizacji naukowych pasji; sens popularyzacji nauki i jej obecności w debacie publicznej; kolegów, przełożonych i studentów; najważniejsze cechy sprzyjające pracy naukowej, wymarzoną uczelnię przyszłości i wiele innych aspektów "bycia naukowcem". Wydawcą ksiażki jest Dział Promocji i Informacji UJ.

Dotychczas na stronie www.nauka.uj.edu.pl ukazały się wywiady z biologami:  prof. Ryszardem Laskowskim i dr hab. Justyną Drukałą oraz profesorem nauk medycznych - Anettą Undas.

Więcej o nauce?! Dołącz do profilu strony. www NAUKA.uj.edu.pl na Facebooku 

Naukowiec, czyli podróżnik

Wysłuchała i opracowała Katarzyna Kleczkowska

Prof. Arnold Lebeuf: Od kiedy pamiętam, byłem ciekaw wszystkiego i zawsze próbowałem zrozumieć to, co mnie otacza. Na początku nauki miałem dużo szczęścia do mądrych nauczycieli, potem jednak szkoła stała się nieznośnie nudna, postanowiłem więc poznać świat na własną rękę – i zacząłem podróżować.

Od szesnastego do dwudziestego czwartego roku życia mieszkałem w wielu miejscach Europy – imałem się przeróżnych zajęć, przyglądałem się krajobrazom i ludziom, uczyłem się języków. Mój ojciec był dziennikarzem i ilustratorem, szybko zatem zainteresowałem się również literaturą i sztuką. W tych latach miałem szczęście spotkać Cyganów, żyć z nimi i towarzyszyć im w drodze. Uczyłem się ich języka, zwyczajów i sposobu życia. Dzięki nim nauczyłem się patrzeć na świat i społeczeństwo z zupełnie innej perspektywy. Zainteresowanie kulturą Romów wpłynęło na wybór moich pierwszych studiów – w 1972 roku otrzymałem dyplom z dialektologii cygańskiej w Institut national des langues et civilisations orientales w Paryżu.

Obserwatorium odnalezione

Zakończywszy ten etap życia, na piętnaście lat zamieszkałem w małej wiosce w Pirenejach, gdzie zajmowałem się między innymi restaurowaniem obrazów. Przez cały ten okres nie przestawałem obserwować i czytać. Następną moją fascynacją była ikonografia katedry w Saint-Lizier w Pirenejach Środkowych. Krok po kroku odnajdywałem kolejne tropy, które doprowadziły mnie do odkrycia w architekturze katedry obserwatorium astronomicznego. Aby zrozumieć działanie tego wspaniałego narzędzia obserwacji, musiałem nauczyć się podstaw astronomii pozycyjnej. Intensywnie studiowałem również źródła, w tym publikacje z historii astronomii i archeoastronomii.

W tym samym okresie zainteresowałem się również pewnym motywem ikonograficznym, który znałem z Saint-Lizier i który odnalazłem także na marmurowej płaskorzeźbie z XII wieku w Muzeum Augustynów w Tuluzie. Był to wizerunek postaci z jedną stopą bosą, a drugą obutą. W ten sposób trafiłem na Daniela Fabre'a, który zaprosił mnie na swoje seminarium. Pod jego opieką w 1987 roku obroniłem dyplom na École des hautes études en sciences sociales w Paryżu pracą zatytułowaną Pied-nu–pied chaussé, analyse d'un thème iconogaphique (Stopa bosa – stopa obuta, analiza motywu ikonograficznego). Trzy lata później pod jego kierunkiem napisałem również doktorat: Les yeux de Sainte Lucie, Un observatoire astronomique dans la cathedrale Saint Lizier de Couserans (Obserwatorium astronomiczne w katedrze Saint-Lizier, Couserans). Niewiele jednak wiem o francuskim życiu akademickim. Do Institut national des langues et civilisations orientales wstąpiłem dzięki specjalnemu egzaminowi dla dorosłych pozwalającemu na studia mimo braku matury. Szkoła Języków i Kultur Wschodu oraz École des hautes études en sciences sociales zajmowały się pracą badawczą i miały bardzo liberalny i elastyczny program. Wymagano tam jedynie myślenia i chęci do pracy.

Stan wojenny, Czarnobyl i ten diabelski język!

Pierwsze wyniki moich badań na temat obserwatorium astronomicznego Saint-Lizier przedstawiłem w 1981 roku na First Oxford Conference on Archaeoastronomy w Oksfordzie. Mimo że większość słuchaczy uznała je wówczas za dość dziwaczne i nieprawdopodobne, jeden z uczestników, Robert Sadowski, astronom i współpracownik prof. Andrzeja Wiercińskiego z Zakładu Antropologii Historycznej Uniwersytetu Warszawskiego, bardzo zainteresował się moimi odkryciami. Spędziliśmy wiele czasu dyskutując na ten oraz podobne tematy i wkrótce otrzymałem od prof. Wiercińskiego zaproszenie na serię wykładów w Polsce. Tymczasem wybuchł stan wojenny i wyjazd został anulowany. Niespodziewanie, w 1986 roku, zaproszenie ponowiono. Tym razem kilka dni przed planowanym przyjazdem wybuchł reaktor w Czarnobylu. Mimo wszystko postanowiłem przyjechać. Przyznaję, że dość zabawnie było mieć prawie cały samolot tylko dla siebie.

Dla ludzi nauki granice są jedynie sztuczną przeszkodą. Różnorodność języków to skarb. Czasem źródłem nowych spostrzeżeń są długie dyskusje, które wynikły ze zwyczajnego nieporozumienia.

Nasza współpraca okazała się bardzo udana. Wkrótce otrzymałem pracę w Muzeum Archeologicznym, a następnie prof. Wierciński zaproponował moją kandydaturę w Instytucie Religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie pracuję od 1993 roku. Sytuacja była nietypowa, bo w kwietniu dowiedziałem się, że w październiku rozpoczynam wykłady… po polsku. Taki był warunek. Ten diabelski język, z którym radziłem sobie tylko dzięki dość pobieżnej znajomości słowackiego! Myślę, że studenci mieli świetną zabawę, słysząc moje błędy, ale jakoś to szło. Na koniec otrzymałem od nich ręcznie napisaną książeczkę z pełną listą odmiany słów ‘księżyc', ‘ksiądz', ‘książka' i ‘książę' wraz z życzeniami lepszego opanowania zawiłości polskiej gramatyki. Przyznam, że to tylko pogrążyło mnie w niewierze, iż jest to w ogóle możliwe, i odebrało resztki dobrej woli, żeby się do tego zabrać. Ale książeczkę zachowałem jako cenną pamiątkę przyjaźni i polskiego poczucia humoru.

Od kolegów i przyjaciół pracujących we Francji wiem, jak często narzekają na administracyjne „prześladowanie" oraz narzucone, przeładowane programy i nadmiar obowiązków. Właściwie mogę stwierdzić, że miałem niezwykłe szczęście, spotykając na swojej drodze świetnych naukowców o bardzo liberalnym i przyjaznym nastawieniu. Studiowanie pod opieką Georges'a Calveta i Daniela Fabre'a to była czysta przyjemność. Praca w Polsce z prof. Wiercińskim, ze względu na otwartość jego umysłu, również była wspaniałym doświadczeniem. W Instytucie Religioznawstwa zawsze okazywano mi wsparcie, otrzymałem świetne warunki pracy dydaktycznej i naukowej, dużo wolności w doborze lektur i niewielkie obciążenie sprawami administracyjnymi.

Fakt, że jestem Francuzem, nie ma większego znaczenia dla mojej pracy naukowej. Większość dorosłego życia spędziłem za granicą, czytam w różnych językach i utrzymuję kontakt z różnymi ludźmi – ich narodowość nie jest istotna. Najważniejsze jest to, co myślą, mówią lub piszą. W pracy naukowej międzynarodowa współpraca jest rzeczą oczywistą i niezbędną. Czasami na świecie jest tylko kilka osób, z którymi można przedyskutować jakiś specyficzny problem, i zazwyczaj nie pochodzą one z tego samego ośrodka, a nawet kraju, zatem współpraca naukowa ze swej natury musi być międzynarodowa. Właściwie dla ludzi nauki granice są jedynie sztuczną przeszkodą. Różnorodność języków to skarb. Czasem źródłem nowych spostrzeżeń są długie dyskusje, które wynikły ze zwyczajnego nieporozumienia. Poza tym naprawdę istotne rzeczy często dzieją się na obrzeżach, dlatego z pozoru peryferyjne środowiska w rzeczywistości wyróżniają się ogromnym bogactwem. Polacy czytają światową literaturę naukową i poznają nowe osiągnięcia dzięki znajomości języków, ale ich prace po polsku nie wychodzą poza wąski krąg użytkowników języka. Czasami to zaleta – bywa, że lepiej wiedzieć, niż być znanym.

Dług wobec filozofii

Uniwersytet ma służyć wiedzy i myśleniu, dlatego jego sercem są nauki humanistyczne, zwłaszcza filozofia. O tym nigdy nie powinno się zapominać. Filozofia i nauki humanistyczne uczą myślenia, rozpatrywania problemów z wielu punktów widzenia, nieustannej rewizji przyjętych założeń i wniosków. Dlatego wszystkie inne dziedziny badań mają dług wobec filozofii, która jest ich podstawą i stanowi rdzeń uniwersytetu.

Narzucone ograniczenia dotyczące minimalnej liczby studentów, która pozwala na rozpoczęcie zajęć, to niedopuszczalne działanie prowadzące do zlikwidowania wydziałów humanistycznych, a w dłuższej perspektywie wszystkich innych dziedzin nauki i badań. Liczba studentów nie jest najważniejsza – jedynym warunkiem istnienia zajęć powinna być ich wartość intelektualna i oryginalność. Ograniczenia eliminują wiele pomniejszych wykładów, poświęconych marginalnym problemom, co w konsekwencji zubaża cały uniwersytet. Innowacje i przełomowe idee nie są bowiem dziełem większości, ale rodzą się w pojedynczych umysłach i mniejszościowych grupach. Przez odcinanie pomysłów, które wydają nam się słabe lub szalone, możemy w rezultacie odrzucić także te wybitne.

Nauki humanistyczne nie są drogie, budżet filozofii to skromna część finansów uniwersytetu. Jeśli porównamy Uniwersytet do wielkiego wystawnego bankietu, to czy nie stać nas na bukiet kwiatów na stole?

Kiedy zaczynałem pracę w Instytucie Religioznawstwa, prof. Stanisław Cinal prowadził zajęcia z kilku rzadkich wschodnich języków i kultur. Czasami miał tylko dwóch czy trzech studentów, ale nikt nie zamykał wykładu. Czy potrzebujemy więcej specjalistów od kultury Ugarit? Może nie, ale czy to znaczy, że w ogóle ma ich nie być? Kiedy wprowadzano nowe ograniczenia, sprzeciw wniósł prof. Jerzy Perzanowski, broniący jak największej różnorodności nauk humanistycznych, zwłaszcza filozofii. Opowiedział nam o pewnym profesorze z Cambridge, który miewał tylko jednego lub dwóch studentów, a czasem – nawet przez kilka lat – żadnego. Ale nikt nie zwalniał go z pracy. Nazywał się Isaac Newton.

Wynalazek fonografu i gramofonu, słusznie przypisywany Edisonowi, stał się wielkim sukcesem technologicznym i finansowym, ale jego koncepcja zrodziła się w głowie Charlesa Crossa, poety. Nauki humanistyczne nie są drogie, budżet filozofii to skromna część finansów uniwersytetu. Jeśli porównamy uniwersytet do wielkiego, wystawnego bankietu, to czy nie stać nas na bukiet kwiatów na stole? Mój uniwersytet marzeń to taka uczelnia, w której nauki humanistyczne są ważne. Poeci, artyści i inni marzyciele tworzą żyzne podłoże dla rozwoju wszystkich innych dziedzin. W uniwersytecie ważna jest elitarność i to ona zapewnia jego powodzenie – a nie poprawność polityczna, jednomyślność czy rynkowe nastawienie. Liczba, jakość oraz różnorodność wykładowców i wykładów jest ważniejsza niż liczba studentów. Jeden utalentowany student ocali zajęcia; jeżeli na razie go nie ma albo się spóźnia, nie trać nadziei – na pewno w końcu przyjdzie.

-------------------------------------------------------------------------

Prof. ARNOLD LEBEUF – antropolog kulturowy, wykładowca w Instytucie Religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 1972 roku otrzymał dyplom Institut national des langues et civilisations orientales w Paryżu, a w 1987 roku również École des hautes études en sciences sociales, gdzie trzy lata później obronił doktorat. Za pracę habilitacyjną zatytułowaną Les éclipses dans l'ancien Méxique (Zaćmienia w starożytnym Meksyku) otrzymał w 2006 roku Nagrodę Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Tytuł profesora zwyczajnego uzyskał za książkę Il pozzo di Santa Cristina, un osservatorio lunare (Studnia w Santa Cristina, obserwatorium księżycowe), wyróżnioną nagrodą Rektora UJ.

Jego zainteresowania badawcze dotyczą przede wszystkim astronomii w kulturze, zwłaszcza w Mezoameryce. Aktualnie (2015) prowadzi badania w Meksyku (w ramach projektu finansowanego przez NCN) na temat teatru misteryjnego w przedhiszpańskiej Mezoameryce, związanego z historią i mitologią postaci Quetzalcoatla. Jako najważniejszy moment swojej kariery wspomina rozwikłanie systemu tak zwanego Aztec calendar stone oraz alternatywnego sposobu rozumienia Long Count of Olmec/Maya chronology. Uważa, że w pracy badacza najważniejsza jest ciekawość, uczciwość i… odrobina szczęścia.

----------------------------------------------------------------

Ilustracje od góry:

- Obserwacje światła w studni lunarnej Santa Cristina na Sardynii.

- Plan studni lunarnej w Sanata Cristina (autor: Arnold Lebeuf).

Polecamy również
Koncept niepokoju w badaniach doktoranta UJ
Śmierć książki? Nic bardziej mylnego
Najpopularniejsze teksty o nauce - 2018
Kryminalistyka od kuchni cz. II