Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Jak przebić się z nauką do mediów?

Jak przebić się z nauką do mediów?

Dziennikarze nie interesują się osiągnięciami naukowców. Znaczna część polskiego środowiska naukowego podziela ten pogląd. Chcę pokazać jak bardzo jest on błędny.

Więcej o nauce?! Dołącz do profilu strony. www NAUKA.uj.edu.pl na Facebooku 

Urszula Rybicka

Naukowcy często mają również przekonanie, że kiedy dziennikarze z rzadka już podejmują tematy związane ze środowiskiem akademickim to wtedy, gdy wybuchnie skandal plagiatowy lub korupcyjny. Poważna nauka jest za trudna do popularyzacji w coraz mniej ambitnych mediach.

Ad vocem… My naukowcy musimy być przygotowani na współpracę z mediami, to przecież wymóg naszych czasów. No i jeden ze sposobów dotarcia do opinii publicznej i jej przekonania o słuszności przeznaczania części podatków na finansowanie badań. Ostateczna forma tego docierania do opinii publicznej powinna być oczywiście wypracowana przy udziale profesjonalistów, specjalistów od kontaktów z mediami. Rzecz jasna, podatnicy sami też powinni się zainteresować tym, czy te (ich!) środki nie są marnotrawione, na przykład zadając pytanie, czy naukowcy rzeczywiście zajmują się pracą naukową a nie są obarczani mieleniem procedur administracyjno-biurokratycznych. Niestety, w Polsce tak się obecnie dzieje... niedawno musiałem wyjaśniać (na piśmie!), do czego nam był potrzebny toner do drukarki...
Prof. Leszek Fiedor - Biochemik z Zakładu Fizjologii i Biochemii Roślin, UJ

Dziennikarze nie chcą rozumieć skomplikowanych zagadnień, wszystkiemu chcą nadać ton sensacji i przez to przekaz medialny, dotyczący nauki, będzie zawsze w najlepszym wypadku spłycony, a przeważnie zafałszowany – tak zdaje się myśleć znaczna część naszego środowiska naukowego. To naprawdę mylne poglądy.

Coraz więcej jest w Polsce uczonych, którym leży na sercu upowszechnianie wyników najnowszych badań. Wiele osób chciałoby, aby media interesowały się nauką i poświęcały jej tyle miejsca, na ile zasługuje. Moim celem jest przedstawienie kilku podstawowych zasad postępowania, które mogą się wydawać intuicyjne i oczywiste, ale w praktyce okazują się dość trudne do zastosowania. Chociaż zgadzam się, że media mogłyby w tej sprawie robić więcej, to czuję się też zmuszona przypomnieć, że do tanga trzeba dwojga.

MEDIA CHCĄ TYLKO SENSACJI

Przy różnych okazjach zdarza mi się słyszeć ze strony naukowców, że nauki w mediach jest za mało, a jeśli już jest, to zagraniczna i wcale nie najwyższej jakości. „Przecież my w naszym instytucie robimy bardziej interesujące rzeczy! Dlaczego o tym nikt nie pisze?" – pada pytanie. Dobre pytanie, ale odpowiedź na nie jest boleśnie prosta. Żeby o czymś napisać, nakręcić program, nagrać audycję, trzeba się o tym dowiedzieć. Od kogo? Od naukowców. Każdej osobie, która zadała chociaż raz w życiu pytanie: „Dlaczego o mojej pracy nie informują media?", radzę przypomnieć sobie kiedy ostatni raz to ona media o czymkolwiek poinformowała.

Ad vocem… Niemal od zawsze, szczególnie w tabloidach, uprawiana jest sensacjologia, bo właśnie sensacja jest medialnym pokarmem. W mądrym społeczeństwie sensacja powinna raczej wzbudzać podejrzenia. Inspirować winny przede wszystkim rozważne i sprawdzone opinie.
Prof. Ryszard Korbut - Kierownik Katedry Farmakologii UJ CM

Istnieje proste wyjaśnienie faktu, że o naukowcach robi się głośno przy okazji skandali. Gdy ma miejsce nadużycie, ktoś z otoczenia, kto się o tym dowiedział, daje „cynk" gazecie, rozgłośni radiowej czy telewizji. Gdyby podobna zasada zaczęła obowiązywać w sytuacjach, gdy ktoś dowie się, że kolega uzyskał interesujące wyniki swoich badań, medialne doniesienia o naukowcach mogłyby ulec radykalnemu przeobrażeniu.

W istocie bowiem wyniki badań naukowych i wynalazki to jedne z najciekawszych i najbardziej chwytliwych medialnych tematów. Przykładem może być odkrycie w Zachełmiu w Górach Świętokrzyskich śladów prehistorycznego czworonoga, znaleziska polskich archeologów w Egipcie czy wynalazki specjalistów od nowych materiałów, np. grafenu. To nie są niszowe tematy – to sensacje z pierwszych stron gazet. Niewiele wysiłku potrzeba, żeby je „sprzedać".

JAK SIĘ ZA TO ZABRAĆ?

Obieg informacji w świecie mediów nie różni się zasadniczo od obiegu informacji w jakimkolwiek innym środowisku. Jej pierwotnym źródłem jest świadek lub uczestnik wydarzenia.  W wypadku odkryć, pierwotnym źródłem wiadomości są naukowcy, którzy przeprowadzili badania. I to oni muszą poinformować media o wynikach. Nie ma tu miejsca na skromność i oczekiwanie, że ktoś zauważy lub doceni wysiłek badacza.

Ad vocem… Prośba o kontakt z mediami zdarza się ze strony środowiska naukowego jedynie w sytuacji, gdy chodzi o pomoc w rozwiązaniu różnych codziennych problemów, utrudniających życie naukowcom. Środowiska naukowe, z jakimi mam do czynienia na co dzień, wolą raczej mieć spokój w laboratoriach. Nagłaśnianie odkryć naukowych, często tylko wstępnych osiągnięć i na dodatek nie zweryfikowanych nigdzie indziej, nie służy dobrze nauce.
Prof. Ryszard Korbut

Proces upowszechniania wyników, aby był skuteczny, powinien toczyć się równolegle z procesem informowania środowiska naukowego. Jednym z ramion kanału komunikacyjnego płynie informacja naukowa (artykuł, książka, odczyt) skierowana do środowiska branżowego, drugim informacja popularna przeznaczona dla ogółu. Treść tych informacji się nie różni. Zasadniczo jednak różni się forma. Jest kilka zasad, o których należy pamiętać.

Media, zwłaszcza te elektroniczne, muszą być aktualne i z tego powodu najlepiej, żeby każda przekazywana im informacja była newsem z ostatniej chwili. Jak to osiągnąć przy badaniach, które mogą trwać całe lata? Punktem zaczepienia jest moment publikacji wyników. Może to być data ukazania się czasopisma czy książki lub dzień konferencji, w którym prezentowany jest referat. Nieocenioną pomoc mogą stanowić inni naukowcy, którzy mają już doświadczenie we współpracy z mediami lub rzecznicy prasowi. Nie można jednak liczyć, że rzecznik jest jasnowidzem i sam domyśli się który akurat zespół badawczy na uczelni ma świeże wyniki gotowe do publikacji. Powtarzam: pierwszym i początkowo jedynym posiadaczem informacji o wynikach badań jest ich autor. To, kto jeszcze się o tym dowie zależy od tego, komu on o tym powie. Jeśli chce, aby dowiedziały się media, musi je zawiadomić. Jeśli chce, aby zawiadomił je rzecznik, musi poinformować rzecznika.

CZYM ZAINTERESOWAĆ MEDIA?

Ad vocem… Postęp cywilizacyjny bazuje na olbrzymim fundamencie badań podstawowych, które z reguły na początku mają „wątpliwe" zastosowanie, i których wyniki są mało fascynujące dla szerokiej publiczności. Ale naukowcom powinno zależeć na zainteresowaniu społeczeństwa – choćby po to, aby przekazać powyższą ideę. Często spotyka się nastawienie, że szkoda jest czasu na docieranie do mediów – ale czy przypadkiem media nie powinny postawić sobie pytania – dlaczego? Czy przypadkiem nie jest tak, że „newsem" jest tylko nowinka, odkrycie na miarę burzenia prawd zasadniczych? A może należałoby wspólnie pomyśleć, czy systematyczne pokazywanie precyzyjnych, żmudnych, ale rzetelnych badań nie byłoby drogą do propagowania wśród odbiorców nawyku logicznego myślenia, szacunku dla systematycznej pracy i budowania od nowa prestiżu dla naukowców i nauczycieli elit?
Prof. Stanisław Kistryn - Prorektor UJ

Informacja prasowa rozsyłana np. przez pocztę elektroniczną do mediów musi zawierać przede wszystkim zwięzłe podsumowanie wyników pracy, z grubsza sprowadzające się do odpowiedzi na pytanie: Co nowego, czego nie wiedzieliśmy dotąd, pokazały nasze badania? Warto załączyć zdjęcia lub grafiki ilustrujące przedmiot badań. Poza tym wystarczy już tylko nazwa instytucji, imiona i nazwiska autorów badań i dane kontaktowe – niezbędne, aby zainteresowani dziennikarze mogli poprosić o wypowiedzi lub dodatkowe wyjaśnienia. Osoby, których dane kontaktowe znajdą się w informacji prasowej, muszą liczyć się z tym, że zaczną się zgłaszać dziennikarze, którym trzeba będzie poświęcić czas.

Zasadne jest zapewne pytanie, o których wynikach należy informować media, a o których nie. Ja uważam, że należy informować o wszystkich, które sam badacz uznaje za wnoszące coś do danej dziedziny.

Niektórzy naukowcy uważają, że przedmiot ich badań nikogo nie zainteresuje, bo jest skomplikowany, zrozumiały tylko dla fachowców lub nie wiąże się bezpośrednio z praktycznymi zastosowaniami i w związku z tym nie ma szansy się „sprzedać". Zawsze bardzo trudno mi było to pojąć. Czyżby sądzili, że ich praca jest nudna? Temat, który wydaje się szczególnie trudny lub specjalistyczny może być w rzeczywistości wyjątkowo medialny. Wystarczy przypomnieć sobie burzę wokół eksperymentu, którego wyniki sugerowały, że neutrina mogą pędzić szybciej od światła. Mało który odbiorca mediów wie, co to są neutrina i o co chodzi z tą prędkością światła. Ale umie rozpoznać sensację naukową.

WYCIĘLI WSZYSTKO CO MIAŁO SENS

Naukowcy niekiedy rozczarowują się medialnymi doniesieniami na temat swoich badań. Np. telewizja z piętnastominutowej wypowiedzi uczonego wycina kilkadziesiąt sekund i jedynie ten fragment emituje w programie. To oczywiste, że takie nagranie nie pokaże wszystkich aspektów zagadnienia. Pamiętajmy jednak, że są inne media. Jeśli widz zainteresuje się tematem po obejrzeniu programu, to poszuka czegoś więcej w internecie lub zwróci większą uwagę na obszerny artykuł w tygodniku. Wiedza przekazywana za pośrednictwem mediów musi być przystępna dla ich odbiorcy, a więc również dla osoby, która pierwszy raz słyszy o danym problemie. Tu również przydatna może być zabawa w zamianę ról. Profesor, będący przeciętnym odbiorcą mediów, również oczekuje podania informacji o odległej mu dziedzinie w taki sposób, żeby mógł zrozumieć jej ogólny sens. Precyzja wymaga przeważnie użycia specjalistycznej terminologii, która dla laików będzie niosła ze sobą jeszcze mniej informacji niż spłycony może, ale zrozumiały przekaz. Dlatego warto starannie przygotować informację prasową, aby niezbędne uproszczenie nie powodowało przekłamań.

FACHOWĄ POMOC ZATRUDNIĘ

Ad vocem… Jeszcze słowo o sensacjach. Wzmiankowany przykład neutrin, znalazł w ostatnich dniach finał. Proszę zauważyć, że z niejaką satysfakcją media odnotowały fakt błędu eksperymentalnego. W tonie: „znów jajogłowi dali plamę". Na marginesie wspomniano, że błąd wystąpił na jednym z kilkunastu tysięcy połączeń. I że go wykryto, i podano mediom! A to jest niestety rutyna pracy badacza – sprawdzanie, czy w przeprowadzonych pracach nie wkradły się pomyłki; korygowanie ich; sprawdzanie, sprawdzanie, sprawdzanie... Nudny? Nie, fascynujące zgłębianie złożoności świata, jego oswajanie. Które w efekcie prowadzi do codzienności – telefonów komórkowych, komputerów, nieinwazyjnych metod operacji, sztucznych organów. Czy wyobrażamy sobie bez nich życie ?
Prof. Stanisław Kistryn

Nie ma co ukrywać – naukowcy (poza niektórymi humanistami) nie są specjalistami w dziedzinie promocji i public relations. Jasne jest też, że swój czas i uwagę powinni poświęcać przede wszystkim prowadzeniu badań. Dlatego komunikację społeczną dobrze jest powierzyć profesjonalistom. Naprawdę daje to efekty. Dobrze ilustruje to wstęp do wydanej niedawno w Polsce książki brytyjskiego dziennikarza naukowego Michaela Hanlona. Pisze on: Środowisko naukowe korzysta dziś z pomocy swoich własnych rzeczników prasowych, specjalistów od wizerunku i kontaktów z mediami, stron internetowych, a także naturalnie całej armii dziennikarzy specjalizujących się w danych dziedzinach. (…) Dziennikarze tacy są potrzebni, gdyż wielu naukowców nie potrafi przekazać tego, czym się zajmuje (Izaak Newton (...), znany był z problemów z komunikacją – do tego stopnia, że na jego wykłady przychodziło tylko paru znudzonych studentów). (…) w rezultacie  nauka stała się czymś podobnym do polityki – potężnym oceanem nieustannie zmieniających się opinii i trendów. Wszystko to sprawia, że jajogłowi i ich praca stają się nieraz tematami z pierwszych stron gazet na całym świecie.

(cytat z: Michael Hanlon „10 pytań na które nauka nie znalazła (jeszcze) odpowiedzi", Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011)

Uczelnie w Polsce przeważnie mają dziś rzeczników prasowych. To czy będą oni mieli ciekawe tematy, którymi zainteresują media, to tylko kwestia dobrych chęci z ich strony i ze strony naukowców.

-------------------------------

Tekst pierwotnie ukazał się w czasopiśmie NIMB nr 13. Licencja na wykorzystanie CC 3.0 - BY

Polecamy również
Autonomiczny samochód wjechał w grupę przechodniów. Są ofiary
Ta dziwna miłość. Putin i Rosjanie
Ameryka w głowach Polaków
Nagroda dla "Matematycznej bombonierki"