Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Nawigacja Nawigacja

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Homo mediaevalis, czyli codzienne życie człowieka w Średniowieczu

Homo mediaevalis, czyli codzienne życie człowieka w Średniowieczu

Mroczne, zacofane, barbarzyńskie, bezpłodne. Średniowiecze, czyli epoka trwająca blisko tysiąc lat opisywana jest przede wszystkim epitetami o silnie pejoratywnym wydźwięku. Zakleszczona pomiędzy duchem wielkiego dziedzictwa antyku, a renesansowym odrodzeniem się antropocentrycznego humanizmu nierzadko kojarzona jest z powszechnym upadkiem kultury i człowieczeństwa. Kim był człowiek w średniowieczu? Jak wyglądało jego codzienne życie? Do czego musiał dostosować się jego organizm by przeżyć? W odczarowaniu Średniowiecza pomaga nam dr Wiktor Szymborski z Instytutu Historii UJ.

Po pierwsze, musimy uzmysłowić sobie, że Średniowiecze to epoka trwająca niemal millenium. Nie można więc traktować jej jako odrębnego tworu czasowego. Złożoność i różnorodność każdego stulecia już sama w sobie determinuje błędne generalizowanie Średniowiecza jako jednorodnego rozdziału dziejów człowieka. Po drugie, należy mieć na uwadze również to, że deprecjonowanie Średniowiecza – także poprzez nadanie mu takiej nazwy – przypisywane jest Albertiemu, wielkiemu włoskiemu malarzowi i filozofowi XV wieku, który nie rozumiejąc dorobku artystycznego wykwitłego po upadku cesarstwa rzymskiego, zmarginalizował jego wartość.

Z całą pewnością są pewne elementy, które możemy określać mianem mrocznych, bo z naszej, współczesnej perspektywy, tak wyglądają. Nasze wartości, zwyczaje czy mody próbujemy porównywać do tego, co było tysiąc lat temu – wyjaśnia dr Szymborski. Próba wejścia w skórę średniowiecznego człowieka jest więc zamiarem wymagającym ogromnych pokładów zrozumienia ówczesnych wartości, światopoglądu i warunków życia, z jedoczesnym odrzuceniem niemal wszystkiego, co od tamtej pory stopniowo kształtowało rzeczywistość do teraźniejszej formy. Spróbujmy więc na chwilę przenieść się w czasie do średniowiecznych realiów i zmierzyć się z rzeczywistością sprzed tysiąca lat.

Płukanka z moczu dla świeżego oddechu

Centrum miasta średniowiecznego, powiedzmy XIV-wiecznego Paryża, zaskoczy nas od razu druzgocąco bogatym bukietem przykrego zapachu. Nie będzie to w zasadzie jedynie brzydki zapach, ale tak różne odcienie fetoru, odoru czy smrodu, że – prócz niewątpliwego obrzydzenia – odczujemy swego rodzaju fascynację nad możliwościami przetrwania w takich warunkach dłużej niż kwadrans. Śmierdziało bowiem wszystko – lejące się strumieniami fekalia rynsztokowych nieczystości na ulicach, zbutwiałe przegniłe drewno w przedsionkach, szczurze odchody w korytarzach, zawilgłe prześcieradła w rzadko wietrzonych sypialniach, zakrzepła krew na stoiskach rzeźniczych, buchająca siarka z kominów rzemieślniczych, pełne zdechłych ryb rzeki czy otwarte mogiły, do których codziennie tuzinami zwożono nieboszczyków.

Po dramatycznej epidemii dżumy, której rozprzestrzenienie się kojarzono poprzez przenikanie przez pory w skórze, nikt przy zdrowych zmysłach nie pozbawiał się ochronnej warstwy, jaką był brud – dodaje dr Szymborski. Oprócz fetoru otoczenia, śmierdział więc przede wszystkim człowiek. Biel ubrań nigdy nie była biała, do niwelowania odoru z ust wykorzystywano płukanki z moczu, a mycie zębów polegało na mechanicznym zdzieraniu szkliwa rylcem. Nie tylko więc próg higieny, ale i poziom wytrzymałości ówczesnych ludzi, nierzadko przekraczający również granicę bólu, jest czynnikiem zupełnie redefiniującym jakość życia, która wówczas nie była po prostu niższa – była przede wszystkim inna.

Solony kot na pajdzie chleba

Musimy zdać sobie również sprawę z tego, że także specyfika spożywanego w tamtym okresie jedzenia zmuszała żołądek człowieka do wykształcenia silnych mechanizmów, które po posiłku skutecznie niwelowały niechybną śmierć w męczarniach z powodu zatrucia. Smród stęchniętego suszonego bądź solonego mięsa był maskowany ogromną ilością przypraw, powszechnie przygotowywano również dania z kotów, które znajdowały się w menu włoskich szefów kuchni. Zanieczyszczenie wody było tak duże, że nikt nawet nie myślał o tym, aby ją spożywać, w związku z czym codzienne picie piwa i nalewek było zjawiskiem naturalnym także dla niemowląt. Nie ma się co oszukiwać również w kwestii samej oprawy posiłku. Schodząc z poziomu dworu bylibyśmy niechybnie zmuszeni do spożywania posiłków podawanych na pajdzie chleba, oczywiście dłońmi (najlepiej nieumytymi!) – Na początku uważano, że widelec jest jakimś wytworem diabelskim, ze względu na swój kształt – dodaje dr Szymborski.

Miś polarny w centrum Londynu

Jest rzeczą jednak niezmiernie zaskakującą, jak wielką pomysłowością i zaradnością cechowali się średniowieczny obywatele. Bez współczesnych technologicznych możliwości, byli w stanie skutecznie polować na wieloryby, wyciągać je na brzeg, odpowiednio oprawiać, a na końcu.. uwiecznić na rycinach i w traktatach! Znana jest również historia norweskiego władcy, który po złapaniu niedźwiadka polarnego na Grenlandii bądź Islandii, skutecznie przetransportował zwierzę do londyńskiej menażerii.

Tego typu szokujące pomysły mogą u nas dzisiaj jedynie budzić podziw i zdumienie, są zaś kolejnym dowodem na ponadprzeciętne przystosowanie się organizmu człowieka (w tym również jego zaradności) do niezmiernie niesprzyjających warunków.

Bezgraniczny ludzki umysł

Należy jednak nieodmiennie brać pod uwagę to, że instytucja kościoła, będąca w tym czasie głównym czynnikiem manipulowania życiem śmiertelników, była także znaczącym inicjatorem rozwoju bogatej sztuki, architektury i filozofii tego okresu. Anonimowi architekci, artyści i inżynierowie, tworzyli nierzadko dzieła, które do tej pory uznawane są za zadziwiający pokaz możliwości twórczych człowieka. Gotyckie katedry, naszpikowane indywidualnie kreowanym detalem z iglicami kilkunastokrotnie przewyższającymi okoliczną zabudowę, sprawna nawigacja opierająca się na podstawowej wiedzy astronomicznej czy słynne aresztowania zsynchronizowane z zaskakującą precyzją (w czasach, gdy zmysł czasu był w znakomitej mierze określany jedynie przez prawa natury!) to tylko pojedyncze przykłady świadczące o ogromnym ludzkim potencjale. Homo mediaevalis – nie mając jeszcze odkrytych tak wielu kart jak dzisiaj my – próbował ujarzmiać rzeczywistość, dostosowując się do niej w wymiarze wielokrotnie przekraczającym naszą współczesną granicę percepcji.

 

Grafika: Hans von Gersdorff, Feldtbüch der Wundartzney, 1517

------------------------------------------------------

Ciekawe? Przeczytaj także:

 

 

Polecamy również
Dwujęzyczność – problem czy błogosławieństwo? [LangUsta cz. 2]
O tym, jak mózg krojąc słowa, przyswaja nowy język [LangUsta cz. I]
Fake news, czyli plotka w wirtualnym świecie
Brexit–bomba z opóźnionym zapłonem czy rozwód z UE?