Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Nawigacja Nawigacja

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Gospodarcze koszty epidemii koronawirusa

Gospodarcze koszty epidemii koronawirusa

Epidemia koronawirusa 2019-nCoV, która wybuchła w grudniu w środkowych Chinach, doprowadziła już do śmierci niemal 500 osób. Tym samym liczba ofiar zbliża się do tej, z czasów epidemii SARS w 2002 i 2003 roku. Przedłużający się kryzys bez wątpienia będzie niósł za sobą konsekwencje nie tylko zdrowotne, ale także społeczne, polityczne i gospodarcze. Pierwsze oznaki tych ostatnich są już widoczne. O tym, jak koronawirus infekuje chińską gospodarkę, pisze mgr Adrian Brona, doktorant z Instytutu Bliskiego i Dalekiego Wschodu Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ.

Pierwsze przypadki zarażenia 2019-nCoV miały miejsce na kilka tygodni przed Świętem Wiosny, zwanym potocznie chińskim nowym rokiem. Jest to najważniejsze święto w chińskim kalendarzu. Z tej okazji urzędowo jest przyznawany tydzień wolnego, który w tym roku wypadł (jest to tzw. święto ruchome) w dniach 24-31 stycznia. W tym czasie zamierają fabryki i biura w Chinach. Okres świąteczny zaczyna się jednak w rzeczywistości mniej więcej dwa tygodnie wcześniej i trwa 40 dni. Chińczycy masowo odwiedzają wtedy rodzinne strony oraz podróżują wewnątrz kraju i za granicę, jednocześnie częstokroć wydając dużą część zarobionych w ciągu roku pieniędzy. W ostatnich latach w trakcie chunyun, jak nazywana jest ta coroczna migracja, odbyto w Chinach około 3 miliardów podróży.

Ograniczona konsumpcja

W tym roku jest jednak inaczej. O ile część osób zdążyła wyjechać z miejsca zamieszkania przed tym, kiedy władze zaczęły masowo informować o wybuchu epidemii (20 stycznia), to jednak sporo z nich zostało w miejscu zamieszkania. Dotyczy to nie tylko mieszkańców prowincji Hubei (epicentrum epidemii), na obszarze której przebywa około 50 milionów mieszkańców, gdzie władze ograniczyły dostęp. W całych Chinach wiele osób pozostaje w domach, starając się w miarę możliwości unikać dużych skupisk ludzi. Zresztą i tak wiele z atrakcji turystycznych, od Zakazanego Miasta w Pekinie, po Disneyland w Szanghaju, zostało zamkniętych z powodu epidemii. Odwołano również właściwie wszystkie premiery filmowe, co jest dużym ciosem dla branży kinematograficznej, bo co czwarty bilet do kina w Chinach jest sprzedawany w trakcie tych świąt. Straty ponoszą przewoźnicy i hotele, którym zwrócono bilety i odwołano rezerwacje. Także i restauracje w tym roku mają mniej klientów niż zwykle.

Ekonomiści oszacowali, że łączne straty branży gastronomicznej, turystycznej i filmowej w ciągu tygodnia wolnego od pracy, osiągnęły ponad 1 bilion juanów (ok. 550 mld złotych). Najbardziej dotkliwie odczuje je Macao, specjalny region administracyjny Chin, utrzymujący się ze swoich kasyn. W styczniu przyjechało do niego aż 87% mniej turystów, niż w tym samym okresie ubiegłego roku, mimo że wtedy Święto Wiosny wypadało dopiero w lutym! Zresztą nawet gdyby turyści przyjechali, to nie zostawiliby dużej ilości pieniędzy na miejscu – kasyna także zostały zamknięte.

Problemy eksporterów

Nie tylko branża usługowa i rozrywkowa ucierpią z powodu epidemii. Już teraz widoczne są pierwsze problemy przemysłu. W ostatnich dniach władze co najmniej 24 jednostek terytorialnych szczebla prowincjonalnego, odpowiedzialnych za 80% produktu krajowego brutto i 90% chińskiego eksportu, przedłużyły pracownikom urlopy do 10 lutego. Jeżeli nie uda się do tego czasu opanować sytuacji, to można się spodziewać kolejnego wydłużenia tego okresu. Oznacza to wymierne straty dla gospodarki. Miasto Wuhan, gdzie zanotowano pierwsze przypadki zachorowań, jest ważnym ośrodkiem przemysłowym. Swoje centra badawcze mają tam m.in. znane dobrze w Polsce firmy Huawei i Xiaomi. W mieście działa również duża fabryka firmy Foxconn, jednego z najważniejszych na świecie podwykonawców elektroniki użytkownej, która produkuje sprzęt na zamówienie Apple’a. Problem z dostępem do podzespołów produkowanych w Chinach jest realny. Świadczy o tym chociażby decyzja Hyundai Motors, który we wtorek 4 lutego ogłosił wstrzymanie produkcji w swoich koreańskich fabrykach z tego powodu.

Jeżeli epidemia nie zostanie szybko opanowana, to masowo zaczną tracić małe i średnie przedsiębiorstwa, które utrzymują się dzięki eksportowi. Pod tym względem producentów nie nastraja pozytywnie decyzja organizatorów Targów Kantońskich – największego wydarzenia w Chinach skupiającej importerów i eksporterów. Odwołali oni najbliższą sesję imprezy, która miała potrwać od 15 kwietnia do 5 maja. Poprzednia skupiła 25 tys. wystawców oraz 192 tys. gości, a w jej trakcie podpisano kontrakty o wartości ponad 30 mld dolarów (115 mld złotych).

Cierpiące rolnictwo

Trudności przechodzi również rolnictwo. Z powodu obostrzeń w transporcie, w dużej części kraju pojawiają się problemy z dostarczaniem żywności. Najgorzej sytuacja wygląda jednak wśród hodowców w Hubei. Na początku lutego trwała tam gorączkowa akcja dostarczania paszy dla tamtejszych zwierząt, gdyż jej zapasy po okresie świątecznym są na wyczerpaniu. Dodatkowo, z powodu wydłużenia okresu wolnego, występuje tymczasowy brak rąk do pracy. Jakby mało było kłopotów, w prowincji Hunan (graniczącej od południa z Hubei) wykryto ognisko ptasiej grypy. Na razie nic nie wskazuje na to, aby przenosiła się ona na ludzi, jednak może zdziesiątkować fermy, co stanowi bardzo poważne zagrożenie. Byłby to bowiem potężny cios dla rynku rolnego, już i tak walczącego z szalejącą od 2018 roku epidemią afrykańskiego pomoru świń, który doprowadził do dramatycznego ograniczenia pogłowia. Przed konsumentami, którzy już teraz płacą najwyższe od lat ceny za żywność, stoi widmo kolejnych podwyżek.

Ostrożne prognozy

Na obecną chwilę trudno jest ocenić w jaki sposób epidemia wpłynie na wzrost produktu krajowego brutto w Chinach. Część analityków obniża już jednak swoje prognozy. Najdalej w tym zakresie poszedł zespół The Economist Intelligence Unit, który przewiduje niższe tempo wzrostu o 0,5-1,4 pkt. procentowego w stosunku do swojej wcześniejszej prognozy, w zależności od momentu w którym epidemia zostanie opanowana. W przypadku Chin oznacza to kwoty rzędu ok. 60-168 mld dolarów (230-644 mld złotych). Rzeczywisty stan poznamy jednak dopiero kilka miesięcy po zakończeniu epidemii. Wtedy zapewne nastąpi również moment refleksji nad strukturą chińskiej gospodarki. W szczególności udziału wydatków na zdrowie w produkcie krajowym brutto, które wynoszą tylko 5%, a także modelu funkcjonowania publicznej służby zdrowia.

 

mgr Adrian Brona

Wydział Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ

Polecamy również
Copernicus College - nowe kursy z zakresu fizyki i psychologii
Mózg w słoiku – wywiad z prof. Piotrem Winkielmanem
MŁODZIEŻOWE SŁOWA ROKU okiem językoznawcy
Gdzie kończy się ciało, a zaczyna umysł?