Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Przejęcie Afganistanu przez talibów [KOMENTARZ]

Przejęcie Afganistanu przez talibów [KOMENTARZ]

Obecna sytuacja w Afganistanie, a w szczególności upadek Kabulu, ucieczka władz afgańskich oraz ewakuacja ambasady USA, rodzą u starszych czytelników skojarzenia z wydarzeniami z Sajgonu z 1975 roku. Warto zatem zastanowić się nad przyczynami obecnej przegranej supermocarstwa i nad jej wpływem na sytuację międzynarodową. O szczegółach pisze dr hab. Aleksander Głogowski, prof. UJ z Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych UJ.

Zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w Afganistanie w 2001 roku było w pełni uzasadnione zarówno prawnie, jak i politycznie. Decyzja o przeprowadzeniu operacji wojskowej przeciwko kontrolującym większość terytorium Afganistanu talibom (radykalnym fundamentalistom islamskim, nazwa pochodzi od słowa talib – uczeń; chodzi o uczniów szkół koranicznych na pograniczu pakistańsko-afgańskim) była reakcją na zamachy terrorystyczne, do jakich doszło 11 września 2001 roku w Nowym Jorku i Waszyngtonie. Do przygotowania tej zbrodni przyznał się Osama bin Laden, stojący na czele organizacji terrorystycznej al-Kaida, a przebywający na terytorium Afganistanu. Waszyngton wystosował do rządzących w Afganistanie talibów żądanie wydania bin Ladena i jego współpracowników. Gdy to spotkało się z odmową, uznano to za casus belli. Wspieranie zbrojnych band, dokonujących ataków na terytorium państwa trzeciego, jest bowiem według prawa międzynarodowego publicznego uznawane za akt agresji, uzasadniający podjęcie działań zbrojnych. Podobnie uznała Rada Bezpieczeństwa ONZ, wydając stosowną rezolucję. Akcja zbrojna miała charakter koalicyjny, gdyż USA, powołując się na art.5 Paktu Północnoatlantyckiego, poprosiły innych członków sojuszu, w tym Polskę, o udzielenie im pomocy w przeprowadzeniu operacji militarnej. Nasz ówczesny rząd, podobnie jak i kolejne, konsekwentnie wspierał USA, a nasz kontyngent wojskowy brał aktywny udział w działaniach militarnych oraz rekonstrukcji afgańskiej infrastruktury.

Podstawowym problemem, z jakim przyszło się zmierzyć USA po szybkim sukcesie militarnym, było to, w jaki sposób odbudować system polityczny Afganistanu tak, by miejscowa ludność mogła przejąć kontrolę nad terytorium własnego państwa. Należy pamiętać, że od końca lat 70. w Afganistanie trwa permanentna wojna: najpierw była to walka z sowiecką interwencją, później była to wojna domowa pomiędzy wzajemnie się zwalczającymi frakcjami dawnych sił antykomunistycznych, zwanych mudżahedinami, wreszcie był to zbrojny opór bardziej umiarkowanych sił afgańskich przeciwko kontrolującym większość terytorium Afganistanu talibom. Z powodów historycznych w Afganistanie nie wykształciły się nowoczesne instytucje państwowe, zatem kilka pokoleń Afgańczyków było zmuszonych żyć w warunkach wojny i towarzyszącej jej anarchii. Podstawowym problemem, z jakim musiano się zmierzyć, jest specyficzna struktura etniczna Afganistanu. Jego mieszkańcy należą do trzech różnych narodów. Największym z nich są Pasztunowie. Zamieszkują oni większość terytorium państwa, a także stanowią drugi co do wielkości naród w sąsiednim Pakistanie. Sami siebie nazywają Afganami (czyli nazwa państwa Afganistan pochodzi właśnie od nich). Pasztunowie podzieleni są na plemiona i klany, które na co dzień się zwalczają. Podstawą funkcjonowania społeczeństwa Pasztunów, obok Koranu i prawa szariatu, jest tradycyjny kodeks honorowy Pasztunwali. Pasztunowie posiadają własny tradycyjny system polityczny oparty na demokracji plemiennej. Każde plemię zarządzane jest przez radę starszych (mężczyzn), zwaną dżirga. W razie zaistnienia zewnętrznego zagrożenia, plemiona zwołują Wielką Radę (Loja Dżirga), która podejmuje ważne decyzje. Tradycyjnie powoływała ona też na tron króla, którego władza była jednak mocno ograniczona i dotyczyła zasadniczo jedynie spraw współpracy wojskowej i koordynacji działań przeciwko zewnętrznemu agresorowi. W stanie pokoju plemiona wracały do zadawnionych konfliktów. Specyficzna dla Pasztunów jest niechęć do obcego panowania. Stawili oni skuteczny opór zarówno Imperium Brytyjskiemu (wygrywając w XIX wieku dwie wojny z ówczesnym mocarstwem), jak i Związkowi Sowieckiemu, dzięki czemu Afganistan w literaturze pięknej nazywany jest „grobem imperiów”. Dwa pozostałe narody, Tadżycy i Uzbecy, posiadają natomiast tradycyjną strukturę piramidy władzy. Do niedawna były one mniejszością w Afganistanie, a z zasady królem państwa był Pasztun. To Pasztunowie stanowili też znakomitą większość pośród talibów. Tadżycy zaś byli podstawą Sojuszu Północnego - zbrojnej opozycji, kontrolującej trudnodostępną Dolinę Pandższiru.

Na skutek koalicyjnej operacji wojskowej obalono pasztuński rząd talibów. Decyzją Stanów Zjednoczonych powołano do życia rząd centralny w Kabulu, którego podstawą byli ludzie pochodzący ze wspomnianego wcześniej Sojuszu Północnego, a więc bazą społeczną dla nowej władzy byli w znakomitej większości Tadżycy i Uzbecy. Na stanowisko prezydenta powołano Chamida Karzaja – Pasztuna, związanego z pozostającym na emigracji byłym królem Afganistanu Zahirem Szachem. Nowe władze początkowo pozbawione były koniecznych narzędzi do egzekucji prawa: policji i armii, które były odbudowywane stopniowo z udziałem państw zachodnich, w tym Polski. Do niewątpliwych sukcesów tego okresu można zaliczyć zniesienie drakońskich przepisów, które w praktyce pozbawiały wielu Afgańczyków możliwości godnego funkcjonowania. W szczególności okrutne było to prawo względem kobiet – pozbawiono je możliwości wychodzenia z domów bez towarzystwa mężczyzn, zakazano wykonywania pracy oraz pozbawiono w praktyce dostępu do zaawansowanej opieki medycznej (gdyż lekarze-mężczyźni nie mogli badać pacjentek-kobiet, a paniom nie wolno było wykonywać zawodów medycznych). Nie udało się natomiast odbudować gospodarki państwa. Przemysł nie zdążył się rozwinąć w latach wcześniejszych. Podstawą rolnictwa było… opium, którego nie zdołano zastąpić żadnymi innymi, przynoszącymi podobne zyski uprawami, np. szafranem. Niestabilność państwa nie sprzyjała też poważnym inwestycjom. Nie powstały projektowane strategiczne rurociągi z Turkmenistanu do Indii, które dałyby poważne wpływy do budżetu państwa. Poszukiwania surowców strategicznych (w tym złóż miedzi) dawały obiecujące rezultaty, sprzedano nawet koncesje wydobywcze, jednak nie zdążono doczekać się efektów. Afganistan do końca pozostawał zależny od zagranicznej pomocy finansowej. Podstawową przyczyną słabości rządu w Kabulu była jego słaba legitymacja społeczna. Pierwsze wybory prezydenckie nie miały wiele wspólnego z demokracją. Głowę państwa wybrali zaproszeni do niemieckiego Bonn przez Amerykanów przedstawiciele Sojuszu Północnego oraz przypadkowo wyznaczeni liderzy lojalnych plemion pasztuńskich. Wybory parlamentarne również nie były powszechne: z góry ustalono, że nie będą mogli w nich kandydować ludzie wcześniej związani z reżimem talibów. To oznaczało, że odmówiono szansy na zmianę frontu uznanym i szanowanym przywódcom większości plemion pasztuńskich. Kolejne wybory prezydenckie były co prawda powszechne, ale i tu doprowadzono do ich sfałszowana w ten sposób, by nie była konieczna druga tura. W ten sposób talibowie zyskali bardzo silne argumenty: jednym z celów operacji wojskowej Koalicji była odbudowa demokracji w Afganistanie. Tymczasem rząd w Kabulu nie był demokratycznie wybrany, a zatem walka z nim nie była już jedynie starciem fundamentalistów z modernistami, ale zyskiwała formę walki z narzuconym przez obce siły rządem, co silnie trafiało do wyobraźni miłujących wolność i nienawidzących obcej dominacji Afgańczyków. Nie bez znaczenia była też sytuacja międzynarodowa. Sukcesem USA nie była zainteresowana Rosja. Afganistan stał się także kolejnym polem konfliktu dwóch ważnych mocarstw regionalnych: Indii i Pakistanu. New Delhi wspierało rząd w Kabulu, co z kolei powodowało, że Islamabad wspierał zwalczających go talibów.

Pozorny sukces procesu odbudowy Afganistanu oraz światowy kryzys gospodarczy w 2008 roku spowodowały, że kolejne administracje amerykańskie, począwszy od Baracka Obamy przez Donalda Trumpa deklarowały konieczność całkowitego wycofania się z Afganistanu. Poważnym błędem było publiczne ogłaszanie kolejnych terminów redukcji kontyngentu międzynarodowego oraz wycofania całości wojsk. To dawało talibom możliwość „przeczekania” trudnej sytuacji militarnej i skupienie się na walce partyzanckiej do momentu, kiedy przeciwko nim pozostaną tylko lokalne siły tracącego resztki popularności rządu afgańskiego. Siły talibów stopniowo przejmowały kontrolę nad terytorium państwa, zajmując przestrzeń opuszczoną przez wojska koalicyjne, a później amerykańskie.

Wydarzenia, których jesteśmy świadkami, przyspieszyły po ogłoszeniu przez prezydenta Trumpa i potwierdzeniu przez prezydenta Bidena terminu ostatecznego wycofania wojsk USA z Afganistanu. Pokazało to faktyczną nietrwałość utworzonych „od góry do dołu” władz afgańskich. Jak przewidywała część analityków, w tym piszący te słowa, armia Afganistanu okazała się nielojalna wobec władz w Kabulu. Górę wzięły tradycyjne więzi narodowe i plemienne: oficerowie i żołnierze, najczęściej bez walki, przechodzą na stronę talibów, lub porzucają swoje posterunki i sprzęt, udając się do domów, by zapewnić minimum bezpieczeństwa własnym rodzinom. Nie chcą ryzykować życiem dla rządu, którego nie uważają za „swój”. Władze poszczególnych prowincji także albo poddają się talibom, albo ratują się ucieczką, zabierając ze sobą zgromadzone na tę okoliczność dobra. Niektórych analityków zaskakuje błyskawiczne tempo wydarzeń. Jego przyczyną może być obawa przed zemstą talibów w razie stawiania im czynnego oporu, który w obecnych warunkach wydaje się być bezcelowy. Można już dziś powiedzieć, że w najbliższym czasie Afganistan powróci pod władzę talibów. Pytaniem otwartym pozostaje to, czy będą oni prowadzić politykę podobną do tej, jaką obserwowaliśmy w latach 90., czy też będzie ona bardziej umiarkowana, bliższa temu, co obserwujemy w innych państwach muzułmańskich.

Zmiana rządu w Kabulu z pewnością spowoduje powstanie nowych zagrożeń dla bezpieczeństwa międzynarodowego, w tym także dla Europy i Polski. Pierwszym może być wzrost zagrożenia terroryzmem międzynarodowym, jeśli talibowie będą kontynuowali politykę z lat 90. Fundamentaliści islamscy z pewnością wykorzystają sukces talibów w swojej propagandzie. Radykalne rządy w Kabulu będą także destabilizować region, gdyż w latach 90. talibowie wspierali fundamentalistów w kontrolowanym przez Indie Kaszmirze, Tadżykistanie, Uzbekistanie, a nawet niektóre frakcje bojowników czeczeńskich. Przewidywany jest również napływ kolejnej fali uchodźców nie tylko do państw sąsiadujących z Afganistanem, ale także do Unii Europejskiej, a Polska może być tu jednym z państw tranzytowych. Z pewnością powróci także problem z produkcją i eksportem narkotyków (głównie heroiny) z Afganistanu na rynki europejskie. Te dwa ostatnie zjawiska zawsze mają związek z rozwojem zorganizowanej przestępczości. Nie bez znaczenia jest też wizerunkowa i polityczna klęska naszego głównego sojusznika – Stanów Zjednoczonych, związana z upadkiem prozachodniego rządu w Kabulu, którą będą wykorzystywać ich przeciwnicy, Chiny i Rosja. Właściwie jedyną, bardzo wątpliwą korzyścią, jaką może odnieść tu Polska i nasza część Europy, jest potencjalne zagrożenie ze strony wspieranych przez Kabul fundamentalistów islamskich dla Rosji i jej interesów w Azji Centralnej, które może wymusić większe zaangażowanie Kremla w tej części świata kosztem zainteresowania naszym regionem.

Z pewnością sytuacja w Afganistanie i jego sąsiedztwie jest ciekawą lekcją, jak nie należy prowadzić odbudowy państwa upadłego. Należy ją bacznie obserwować jako poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa regionalnego i światowego.

 

Dr hab. Aleksander Głogowski, prof. UJ
Instytut Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych UJ

Polecamy również
Gala finałowa konkursu Mądra Książka Roku za nami. Znamy wszystkich zwycięzców!
Gala finałowa konkursu Mądra Książka Roku za nami. Znamy wszystkich zwycięzców!
Tydzień Noblowski 2020 - komentarze
Tydzień Noblowski 2020 - komentarze