Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Przemysłowe hodowle zwierząt – środowiskowa i etyczna katastrofa

Przemysłowe hodowle zwierząt – środowiskowa i etyczna katastrofa

Szacowana liczba zwierząt hodowlanych na świecie w 2018 roku była około cztery razy większa niż liczba ludzi i wynosiła (nie licząc ryb i innych zwierząt wodnych) 30,6 mld. Szacuje się, że około 60% całej biomasy ssaków na Ziemi to zwierzęta hodowane dla ludzkich potrzeb, a ptaki hodowlane stanowią 70% wszystkich ptaków. O konsekwencjach utrzymywania przemysłowych hodowli zwierząt pisze dr hab. Barbara Niedźwiedzka z Instytutu Zdrowia Publicznego CM UJ.

Oryginalny artykuł znajduje się na portalu Nauka dla Przyrody.

 

Przy obecnym sposobie produkcji żywności, modelu konsumpcji i wzroście populacji prognozuje się, że zapotrzebowanie na mięso może wzrosnąć o 80% do 2030 roku, a o ponad 200% do roku 2050. Konieczny byłby ogromny wzrost liczby wielkich hodowli zwierząt, tzw. ferm przemysłowych. Te hodowle już obecnie mają i mogą mieć dalej wielki wpływ na zmiany klimatyczne. W 2015 roku naukowcy oszacowali, że jeśli światowe trendy w produkcji mięsa i nabiału utrzymają się, to nawet jeżeli w innych gałęziach przemysłu nastąpią wielkie redukcje emisji gazów cieplarnianych, nie uda się powstrzymać zgubnego wzrostu temperatury na Ziemi (Kim i in. 2015). Wtedy (w 2015 roku), progiem bezpieczeństwa był wzrost temperatury o 2°C, teraz, po szczytach klimatycznych w Katowicach i Madrycie naukowcy twierdzą, że ten próg wzrostu temperatury jest niższy i wynosi 1,5°C, a przemysłowa produkcja mięsa cały czas rośnie.   

Każda komercyjna hodowla zwierząt przyczynia się do degradacji środowiska, z wyjątkiem niewielkich i uważnie kontrolowanych, takich jak np. w systemie sylwo-pastoralnym (gdzie zwierzęta są hodowane w wielogatunkowym ekosystemie rolniczym, zawierającym również zalesienia), których „ślad ekologiczny” środowisko absorbuje i neutralizuje. Im większa hodowla, tym ten szkodliwy wpływ jest większy (FAO 2006).  W Polsce urzędowo uznaje się wszystkie hodowle zwierząt liczące minimum np. 1500 tuczników, 600 macior, 52500 kur (tzn. nie mniejsze niż 210 dużych jednostek przeliczeniowych inwentarza), za hodowle znacząco negatywnie oddziałujące na środowisko (Dz. U. z 2016 r., poz.71). Wobec takich hodowli stawia się określone rozporządzeniami wymogi dotyczące ich wymagania. Niestety, raporty Najwyższej Izby Kontroli wskazują, że wielu hodowców nie przestrzega przepisów, których zastosowanie minimalizowałoby ten niekorzystny wpływ. Kontrole wykazują m.in. następujące nieprawidłowości: nieprzestrzeganie prawa środowiskowego i prawa weterynaryjnego, emitowanie do środowiska szkodliwych substancji, braki w dokumentacjach i procedurach (NIK 2014, 2013).

Wpływ hodowli na klimat i jakość powietrza

Chów zwierząt jest jednym z czynników poważnie wpływających na zmiany klimatyczne. Szacuje się, że powoduje on rocznie emisję ok. 7,1 gigaton ekwiwalentu dwutlenku węgla (CO2e), co stanowi około 14,5-18% wszystkich gazów cieplarnianych, za które odpowiada człowiek, więcej niż emituje cały transport (FAO 2013, FAO 2006). Autorzy niektórych opracowań twierdzą, że te szacunki są znacznie zaniżone i ilość gazów cieplarnianych wytwarzanych przez hodowle może sięgać nawet połowy wszystkich antropogenicznych emisji (Goodland, Anhang 2009).

Jednym z najpoważniejszych problemów jest emisja metanu (CH4) – gazu, który ma znacznie silniejszy (około 26-krotnie) wpływ na ocieplenie klimatu niż CO2, a hodowle odpowiadają za 44% światowej emisji CH4. Źródłami tej emisji są przede wszystkim procesy trawienne hodowlanych przeżuwaczy (m.in. krów i owiec) i rozkład odchodów i moczu wszystkich hodowlanych zwierząt. W Polsce w 2017 r. emisja metanu stanowiła 12% łącznej krajowej emisji gazów cieplarnianych, a rolnictwo było najważniejszym źródłem tej emisji (GUS 2019). Hodowle są też źródłem tlenku azotu (N2O) – gazu o jeszcze większym, bo 265 razy wyższym potencjale dla efektu szklarniowego niż CO2. Ta emisja związana jest głównie z przechowywaniem i rozpylaniem nawozów azotowych potrzebnych w produkcji pasz (FAO 2017). Hodowle prowadzone w systemie ferm przemysłowych emitują też duże ilości siarkowodoru, związków odoroczynnych, mają też swój niemały udział w emisji dwutlenku węgla, tlenków azotu, benzenu, węglowodorów aromatycznych, a też drobnych pyłów zawieszonych. 

Emisja CO2 przez ten dział gospodarki związana jest przede wszystkim z wylesianiem terenów pod produkcję paszy. Ale pochodzi też z energochłonnej produkcji nawozów i środków ochrony roślin potrzebnych przy produkcji karmy dla zwierząt, użycia maszyn rolniczych, nawadniania, ogrzewania pomieszczeń, przetwarzania, utylizacji zwłok zwierząt, pakowania, przechowywania i dystrybucji produktów, a także transportu zwierząt, często na duże odległości. Do tych emisji dołączają szkodliwy dla zdrowia ozon wytwarzany podczas fermentowania karmy dla zwierząt i amoniak. Przemysł hodowlany produkuje też 64% całego amoniaku (FAO 2006; Doroszewski 2019). Za emisję gazów cieplarnianych odpowiada w największym stopniu produkcja wołowiny i mleka krowiego (odpowiednio za 41% i 19% emisji całego sektora). Natomiast mięso wieprzowe oraz mięso drobiowe i jaja przyczyniają się odpowiednio do 9% i 8% emisji. Gazy cieplarniane emitują także hodowle zwierząt na futra.

Fermy nie tylko mają swój wielki wkład w ocieplanie klimatu, ale i zanieczyszczają powietrze w swoim pobliżu. Unoszą się w nim − przede wszystkim w skutek rozpylania stanowiących nawóz odchodów − szkodliwe dla zdrowia aerozole: opary metanu, amoniak, siarkowodór, dwutlenek węgla, tlenek węgla (czad), a także związki cuchnące: merkaptany, siarczki organiczne, aminy, kwasy organiczne, aldehydy i ketony. Do tego dochodzi emisja pyłu PM2.5 i bardzo szkodliwych zanieczyszczeń biologicznych: bakterii, grzybów, endotoksyn – czynników infekcyjnych i alergizujących (Utnik-Banaś, 2016).

Zanieczyszczanie gleby i okolicznych wód powierzchniowych

Przemysłowe hodowle zwierząt produkują ogromne ilości odchodów i moczu zwierząt, w formie obornika (odchodów i moczu wymieszanych ze ściółką, na której hodowane są zwierzęta), gnojówki (odchodów wymieszanych z moczem po przejściu przez tę ściółkę) lub gnojowicy (odchodów wymieszanych z moczem, pochodzących z hodowli na tak zwanych rusztach, czyli bez ściółki, co powoduje, że gnojowica jest płynnym odpadem). I tak, jedna ferma licząca 5 tysięcy świń produkuje, dla porównania, mniej więcej tyle odchodów i moczu, co 50 tysięczne miasto. Ścieki z ferm (przede wszystkim gnojowica) to nie tylko odchody zwierząt, zawierają one także rozmaite używane w procesie produkcji substancje w nadmiarze toksyczne dla środowiska: związki azotowe (azotany, azotyny, amoniak), środki dezynfekujące, środki myjące, dezodoryzujące, antybiotyki. Zawierają też zagrożenia zoonotyczne (bakterie, wirusy i pasożyty). Z hodowli, w których odbywa się wstępna obróbka skór lub futer, do środowiska przedostają się używane do tego celu środki: amoniak, formaldehyd, nadtlenek wodoru, chromiany, a fermy ryb powodują zanieczyszczenie wód pestycydami i antybiotykami (Allsopp i in. 2008). 

Gnojowica może być przydatna, jeżeli jest właściwie zagospodarowywana jako nawóz na gruntach rolnych. Rzadko jednak właściciele ferm posiadają wystarczającą powierzchnię upraw, czy nawet nieużytków, aby środowisko mogło zaabsorbować zanieczyszczenia bez szkody. Tę sprawę wprawdzie regulują przepisy, ale hodowcy chcąc uniknąć restrykcji, zaniżają liczbę hodowanych zwierząt, dzielą wielkie fermy na mniejsze, co do których wymagania są znacznie łagodniejsze, lub dokonują innych manipulacji. Tylko wyjątkowo gnojowicę zbywa się jako surowiec do biogazowni (NIK 2014). Odchody zwierząt często tworzą więc wokół hodowli „laguny”, skażają okoliczne pola, a poprzez rowy melioracyjne i drobne cieki wodne bywa, że nieczystości dostają się do ujęć wody pitnej, a przede wszystkim do większych, nawet bardzo odległych rzek i mórz Tu jeden z wielu przykładów z 2020 r.  

Mówiąc o wpływie hodowli zwierząt na środowisko trzeba też pamiętać o zanieczyszczeniu środowiska przez biologiczne odpady produkcyjne (Myszograj, Puchalska 2012), a także produkt końcowy produkcji – mięso.  Ludzie wyrzucają na śmietnik rocznie ilość mięsa, która odpowiada 12 mld zwierząt hodowlanych, w samej UE – 2 mld (Compassion in World Farming 2017).

Hodowle powodują skażenie ziem i wód powierzchniowych także pośrednio. Uprawa pasz dla zwierząt hodowlanych wymaga intensywnego stosowania nawozów i środków ochrony roślin, co powoduje zanieczyszczanie wód, degradację ziemi i przyczynia się do jej biologicznego niszczenia. Według FAO, nadmierny wypas, a także inne czynniki związane z hodowlą powodują, że ok. 20% obszarów pastwisk (70% w obszarach suchych) na świecie to ziemie zdegradowane i zerodowane, których wartość użytkowa zmalała lub które tę wartość straciły całkowicie (FAO 2018). W Polsce tego rodzaju grunty zajmują 62 tys. ha (GUS 2019).

Zanieczyszczanie zbiorników wodnych i zaburzanie gospodarki wodą pitną

Gnojowica i inne zanieczyszczenia z wielkich hodowli dostają się rowami, strumykami, podpowierzchniowymi ciekami, do rzek, jezior i wielkich akwenów wodnych. Niekiedy katastrofalnie wpływając na żyjące w nich zwierzęta i rośliny, a i na zdrowie korzystających z nich ludzi (Inspekcja Ochrony Środowiska 2019). Ścieki z hodowli, które niosą m.in. azot i fosfor nawożą wodę w ujściach rzek i wody przybrzeżne. W wyniku tego pojawiają się tam masowo mikroskopijne organizmy fotosyntetyzujące (w tym glony i sinice), z których wiele wydziela substancje toksyczne dla innych organizmów. Masę opadających obumierających jednokomórkowych organizmów rozkładają bakterie, wykorzystując do tego zawarty w wodzie tlen. Spada przezroczystość wody, ubywa w niej tlenu, a życie zamiera.

W 2006 r. FAO uznała sektor hodowli zwierzęcych za największe źródło zanieczyszczenia oceanów, przyczynę powstawania oceanicznych „martwych stref” i jedną z ważnych przyczyn zamierania raf koralowych (FAO 2006). W 2008 r. Komisja Helsińska (HELCOM) uznała fermy wielkoprzemysłowe za punktowe źródła zanieczyszczeń Bałtyku – Baltic Hot Spots, a Europejski Trybunał Obrachunkowy (2016) uznał Polskę za jeden z krajów powodujących największe zanieczyszczenia Bałtyku. Tymczasem, w 2018 r. jakość wody w Odrze i Wiśle oraz w prawie wszystkich ich dorzeczach oceniono jako złą (Soils2sea 2018).

Kolejny problem dotyczy zasobów słodkiej wody (wody pitnej). Hodowle to dział gospodarki wyjątkowo wodochłonny. Pochłania blisko 1/10 globalnego zużycia wody pitnej. By wyprodukować 1 kg mięsa potrzeba średnio 20 tys. litrów wody (w przypadku wołowiny może to być nawet 50 tys. litrów). To wyjątkowe zapotrzebowanie, szczególnie na terenach ubogich w wodę, a tych jest coraz więcej i na świecie i w Polsce, może przyczyniać się m.in. do wysychania źródeł, z których pobierana jest woda, potęgując niekorzystny bilans wodny.

Wpływ hodowli na wylesianie i degradację ziem

Produkcja mięsa zajmowała już w pierwszym 10-leciu XXI wieku 70% gruntów rolnych i 30% wolnej od lodu powierzchni Ziemi (FAO 2006). Wyręby i wypalanie lasów pod uprawy pasz i pod same hodowle (zabudowania, drogi, uzbrojenie) powodują ogromne szkody dla środowiska. Głównym powodem wycinki lasów amazońskich czy lasów w Australii nadal jest przygotowanie terenów do wypasu bydła lub pod uprawę pasz. Jak już pisałam, wylesianie w znacznym stopniu przyczynia się do ocieplania klimatu, gdyż uwalniane są wtedy rezerwuary CO2, ale też giną całe ekosystemy (lasy, łąki, mokradła), a zdolność ziemi do absorpcji CO2 będącego rezultatem ludzkiej działalności maleje. Z kolei powiększanie się hodowli przemysłowych i monokulturowe uprawy pasz (przy intensywnym sztucznym nawożeniu i stosowaniu pestycydów) powodują zanikanie mikroorganizmów i degradację gleb, a nadmierny wypas – pustynnienie ziemi.

Produkcja pasz dla zwierząt hodowlanych konkuruje z uprawą roślin dla człowieka. Według FAO hodowle zajmują ok. 40% uprawnej ziemi, a uprawy pasz zajmują 2 mld ha zielonych użytków, z których ok. 700 mln ha mogłoby być użytkowane na inne uprawy (FAO 2018). Raport Greenpeace (2019) mówi z kolei, że „Pod uprawy na paszę dla zwierząt gospodarskich przeznacza się w UE 63% wszystkich gruntów ornych. Jeśli zsumujemy tę liczbę z użytkami zielonymi, które wykorzystywane są do wypasu, okaże się, że 71% wszystkich gruntów rolnych w Unii Europejskiej zamiast wytwarzać żywność dla ludzi, produkuje paszę dla zwierząt” (Greenpeace 2019).   

Wpływ na bioróżnorodność

Wpływ hodowli przemysłowych na bioróżnorodność gatunkową to przede wszystkim przyczynianie się do wymierania dzikich gatunków zwierząt i roślin wskutek niszczenia ich naturalnych ekosystemów. Problemem jest też zmniejszająca się bioróżnorodność samych zwierząt hodowlanych. Dzikie zwierzęta giną (łącznie z wymieraniem całych gatunków) wskutek wycinania i wypalania lasów pod uprawy roślin na pasze, pustynnienia wyeksploatowanych pastwisk, przemysłowego odłowu ryb, zatruwania ich naturalnych środowisk, a także generalnie wskutek zmian powodowanych ociepleniem klimatu (UN’s Intergovernmental Science-Policy Platform on Biodiversity and Ecosystem Services 2019). Kurczenie się naturalnych ekosystemów sprawia, że liczba dzikich zwierząt maleje z roku na rok. Jak już pisałam, obecny udział biomasy dzikich i hodowlanych ssaków na Ziemi to odpowiednio 4% i 60% (pozostałe 36% to ludzie) (Bar-On i in. 2018).

Powinniśmy dążyć do takiej produkcji żywności, która w jak najmniejszym stopniu zakłóca funkcjonowanie lokalnych ekosystemów. Tymczasem, hodowla przemysłowa to największe zakłócenia. Monokulturowe uprawy pasz, poprzez eliminację innych gatunków i siedlisk, niszczą bioróżnorodność. Znikają drobne ssaki, ptaki, owady i inne bezkręgowce, a też pożyteczne mikroorganizmy glebowe. Jednocześnie, oddalenie zwierząt hodowlanych od miejsc, gdzie uprawiane jest ich pożywienie, ich izolacja, to tworzenie i podtrzymywanie sztucznych systemów ogromnym nakładem kosztów i energii. Z kolei przemysłowe odławianie ryb sprawia, że z oceanów w ciągu ostatnich 50 lat zniknęło 90% dużych ryb (Myers, Worm 2003). Zatruwanie środowiska odchodami i substancjami stosowanymi w hodowlach powoduje m.in. wspomniane wcześniej zamieranie rafy koralowej wzdłuż wybrzeża Australii, a także niszczenie ekosystemów przy ujściach wielkich rzek niosących nawozy i pestycydy z upraw roślin paszowych z głębi lądu. Sąsiedztwo hodowli i siedlisk dzikich ssaków i ptaków sprzyja zagrożeniom epidemiologicznym, m.in. epidemii ptasiej grypy, choroby wściekłych krów, pryszczycy, BSE, SARS, NIpah, Eboli i ASF. Trzeba przy tym pamiętać, że intensywne stosowanie antybiotyków na fermach powoduje szybkie wzrastanie i rozprzestrzenianie się lekoopornych szczepów wirusów i bakterii. 

Kolejnym niebezpiecznym zjawiskiem jest zagrażanie rodzimym gatunkom przez niektóre z hodowanych zwierząt. Np. uciekające z ferm, hodowane na futra amerykańskie norki lub lisy, jako drapieżniki stanowią realne zagrożenie m.in. dla ptaków w okresie lęgowym, w tym gatunków rzadkich, a rozmnażając się i zwiększając liczebność stanowią konkurencję dla innych rodzimych zwierząt (Zalewski, Brzeziński 2014, Komar, Zalewski 2014). Zapobieganie temu jest bardzo trudne, a kontrola weterynaryjna przeprowadzona w Polsce w 2018 r. wykazała, że ponad połowa ferm nie była wystarczająco zabezpieczona przed ucieczkami zwierząt.

Hodowcy dążąc do wyprodukowania ras zwierząt przynoszących jak największe zyski sprawiają też, że wymierają tradycyjne, mniej ekonomiczne rasy. Między 2005 a 2014 rokiem procent ras hodowlanych zagrożonych wymarciem zwiększył się na świecie o 2%, a ok. 100 ras wyginęło (FAO 2015)

W Polsce według „Polskiej czerwonej księgi zwierząt” 61 gatunków zwierząt i 315 roślin jest krytycznie zagrożonych wyginięciem (według kategorii Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody IUCN). W 2018 r. wartość wskaźnika FBI (ang. farmland bird index), mierzącego zmiany stanu populacji 22 gatunków ptaków typowych dla siedlisk krajobrazu rolniczego, traktowanego jako wskaźnik stanu „zdrowia” ekosystemów użytkowanych rolniczo, wyniosła 0,75,  była najniższa w historii badań i ma tendencję spadkową (GUS 2019).

Dane dotyczące Polski są tylko jednym z wielu przykładów zjawiska, które naukowcy nazywają szóstym masowym wymieraniu gatunków. Aż 50 proc. liczby zwierząt kręgowych, które niegdyś dzieliły z nami Ziemię, już zniknęło. W szczegółowych badaniach 117 gatunków stwierdzono, że większość z nich straciła ponad 40% obszarów swoich środowisk naturalnych w ciągu ostatnich lat, a niemal połowa straciła ponad 80% terenów występowania w latach 1900-2015 (Ceballos i in. 2017).

Problem etyczny

Oprócz negatywnego wpływu na środowisko i przyrodę, nie można zapominać o wyjątkowo okrutnym i nieetycznym traktowaniu zwierząt hodowanych na fermach przemysłowych. Wprawdzie to temat na tyle obszerny i ważny, że zasługuje na osobny artykuł, ale należy zasygnalizować najważniejsze problemy, o których zawsze należy pamiętać, jeżeli mówimy i piszemy o przemysłowej hodowli zwierząt. W wielkoprzemysłowych hodowlach zwierzęta są sprowadzane do rzeczy, do maszyn produkujących mięso, mleko, jaja lub futra. Są przedmiotami, które eksploatuje się do granic możliwości i dba tylko o to, aby osiągnąć zysk. Dlatego dbałość o kondycję zwierząt trwa tak długo i w takim zakresie, jak jest to uzasadnione ekonomicznie. Mięsa ma być dużo i ma być tanie. Co jest przy tym smutnym paradoksem, znaczna część tej produkcji nie służy zdrowiu ludzi (społeczeństwa krajów rozwiniętych jedzą o wiele za dużo mięsa), a ogromna część marnuje się. Jak napisano wyżej, ogromne ilości mięsa wyrzucane są na śmietniki. Jest to niewyobrażalne marnotrawstwo i brak poszanowania ich życia.

Hodowcy, dążąc do zmaksymalizowania zysków, pozbawiają zwierzęta możliwości spełniania przez nie nawet tych bardzo podstawowych i przyrodzonych im potrzeb. Rachunek ekonomiczny, ukierunkowany na maksymalizację zysku, w przemysłowych hodowlach nie pozwala na zapewnienie zwierzętom warunków, w których choćby w przybliżeniu mogły żyć i zachowywać się zgodne ze swoją naturą. Stłoczone w klatkach, kojcach, krępowane, transportowane na duże odległości, eksploatowane do granic ich możliwości, pozbawione pobytu na świeżym powietrzu, szpikowane antybiotykami zwierzęta cierpią. Pomimo pewnych zmian i ustępstw wywalczanych przez organizacje walczące o prawa zwierząt (m.in. Compassion in World Farming, Otwarte Klatki, Viva) postępowanie człowieka wobec zwierząt w większości hodowli wciąż jest zaprzeczeniem zachowań etycznych. Po szczegóły odsyłam do książek Dariusza Gzyry „Dziękuję za świńskie oczy”, Mathiew Scully „Dominion” czy Szymona Hołowni „Boskie zwierzęta”, które szczegółowo przedstawiają, na czym polega i jak się przejawia okrucieństwo wobec zwierząt w hodowlach. Nie bez powodu mówi się, że gdyby hodowle i rzeźnie miały szklane ściany nikt nie jadłby mięsa, ani nie nosił skór i futer.

Wpływ przemysłowych hodowli zwierząt na ludzi

Praca na fermach, a także mieszkanie w ich okolicach, niesie ze sobą rozmaite zagrożenia ludzkiego zdrowia. Badania wskazują m.in. na szkodliwy wpływ unoszących się w powietrzu biologicznych aerozoli (zawierających bakterie, grzyby, wirusy) na układ oddechowy zatrudnionych w fermach ludzi. Powodują one fizyczne dolegliwości: podrażnienie oczu, nosa i gardła oraz objawy ze strony układu oddechowego i pokarmowego (Szadkowska-Stańczyk i in. 2010; Romanowska-Słomka, Mirosławski 2009; Ławniczek-Wałczyk i in. 2014, p. też Douglas i in. 2018). Fermy są też źródłem zoonoz – chorób przenoszonych ze zwierząt na ludzi, m.in.: boreliozy, świńskiej i ptasiej grypy, listeriozy, brucelozy i innych. W latach 2007-2012 zoonozy stanowiły aż 82% orzeczonych wśród rolników chorób zawodowych (Ławniczek-Wałczyk i in. 2014). Hodowle są też potencjalnie środowiskiem, gdzie biorą swój początek epidemie, np. epidemie ptasiej grypy, choroby wściekłych krów, pryszczycy, BSE, SARS, NIpah, Eboli i ASF.

W raporcie NIK (2014) czytamy: „Przemysłowa hodowla zwierząt nie jest obojętna dla jakości i warunków życia ludzi mieszkających w bliskim sąsiedztwie ferm za sprawą uciążliwych odorów oraz zanieczyszczeń wód, w tym w wyniku przenawożenia gleb, prowadzących do zagrożeń chemicznych i mikrobiologicznych. Istnieje również szkodliwe oddziaływanie ferm na społeczeństwo poprzez produkty pochodzenia zwierzęcego, wpływające na jakość zdrowotną żywności. Szczególnie istotne są pozostałości chemiczne, stymulatory wzrostu, w tym antybiotyki – podawane zwierzętom nielegalnie lub bez zachowania okresów karencji”.

Fermom towarzyszy odór. To także szkodzi zdrowiu pracujących w nich ludzi i powoduje wiele uciążliwości dla okolicznych mieszkańców: złe samopoczucie, rozdrażnienie, często wręcz niemożliwość przebywania na zewnątrz domów (Hooiveld i in. 2015). Do tego, jak już wspomniałam, unoszące się w powietrzu bioareozole (efekt rozpylania odchodów i moczu) niosą zagrożenia bakteryjne i wirusowe. Bywa, że mieszkańcom przeszkadza hałas wytwarzany przez zwierzęta lub sprzęt, a także hałas i wibracje związane z pracą wentylatorów i transportem. Zagrożenia zdrowia, trudny do wytrzymania odór, muchy i hałas infradźwiękowy sprawiają, że mieszkańcy okolic ferm odczuwają ciągły dyskomfort. Wszystko to jest źródłem stresu i znacząco obniża jakość życia. 

Badania potwierdzające zdrowotne zagrożenia spowodowały, że Program Działań Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi na lata 2015-2019 zawiera zalecenie: „Wprowadzić należy ścisły nadzór nad wielkoprzemysłową koncentracją produkcji zwierzęcej i ograniczyć jej dalszy rozwój. Fermy wielkopowierzchniowe stanowią poważne zagrożenie dla środowiska i tym samym zwiększają zagrożenie dla zdrowia ludności, a w perspektywie powodują wzrost nakładów na leczenie chorób – zatruć pokarmowych, alergii”.

Wpływ przemysłowych hodowli zwierząt na życie społeczne

Bliskość ferm wpływa też na życie na życie społeczne i różnorodność gospodarczą na danym terenie. Wystarczy sprawdzić rezultaty wyszukania w Internecie hasła „protest przeciw fermie” lub „protest przeciw hodowli”, aby znaleźć setki lokalnych protestów przeciw ich zakładaniu w ostatnich tylko latach, setki medialnych doniesień i artykułów w prasie. Te sprzeciwy mają nie tylko zdrowotne uzasadnienia. Bliskość ferm obniża wartość ziemi, atrakcyjność handlową i turystyczną obszaru, utrudnia prowadzenie innego rodzaju przedsiębiorczości. Odór i zanieczyszczenie otoczenia ferm sprawia, że tereny te przestają być atrakcyjne turystycznie i rekreacyjnie. Wykluczone staje się tam prowadzenie np. działalności agroturystycznej.

Z powodu coraz większej liczby ferm przemysłowych zanikają niemogące z nimi konkurować tradycyjne gospodarstwa. Ich właściciele zwykle znajdują na fermach zatrudnienie, ale tym samym odchodzą od rozwijania własnej produkcji rolnej. Następuje koncentracja produkcji zwierzęcej w rękach nielicznych właścicieli, którzy przeważnie nie mieszkając na miejscu, nie doświadczają w codziennym życiu niekorzystnych związanych z funkcjonowaniem ich ferm zjawisk. Według GUS (2017) w latach 2013-2016 największą dynamikę spadku – o ponad 1/3 – odnotowano w grupie gospodarstw najmniejszych (tj. o powierzchni do 1 ha). W 2013 roku było ich 34,4 tys. a w 2016 już tylko 22,8 tys.

Zanikanie tradycyjnych gospodarstw, w których hodowla zwierząt nie tylko nie zanieczyszczała okolicy, ale wspomagała nawozem uprawy, i w których hodowca znał swoje zwierzęta, wchodził z nimi w indywidualne relacje, i zastąpienie tego masową, nastawioną wyłącznie na zysk produkcją, dehumanizuje ten rodzaj gospodarowania.

Podsumowanie

Wszystkie opisane wyżej zjawiska i zagrożenia spowodowały, że w ostatnich latach na całym świecie odbywają się nie tylko lokalne protesty przeciw przemysłowym hodowlom zwierząt, ale też konferencje, sympozja i narady poświęcone temu problemowi. Kwestia ogromnego udziału hodowli w emisji gazów cieplarnianych jest ważnym tematem szczytów klimatycznych i innych związanych ze zmianami klimatycznymi obrad.

W Polsce w 2017 r. powstała Koalicja Społeczna Stop Fermom Przemysłowym, która skupia organizacje i społeczności domagające się zmian legislacyjnych i zmian w praktyce hodowania zwierząt. Odbyły się m. in. konferencje: “Społeczność Warmii i Mazur w obliczu ekspansji ferm wielkoprzemysłowych” (2017) oraz konferencja w Sejmie RP “Polskie społeczeństwo w obliczu ekspansji ferm przemysłowych” (2018), a Ogólnopolskie Porozumienia Organizacji Samorządowych dnia 14 lutego 2019 r. ogłosiło w sprawie swoje stanowisko http://www.sgipw.wlkp.pl/wp-content/uploads/2019/03/Stanowisko-OPOS-14.02.2019-fermy.pdf

Prognozy mówią, że liczba ludzi na świecie do 2050 roku ma wzrosnąć do 9,7 mld, to znaczy będzie nas o 2,1 mld więcej. Jeżeli spożycie mięsa i innych produktów pochodzenia zwierzęcego będzie utrzymywało się choćby tylko na obecnym poziomie, a nic nie zostanie zrobione, aby zminimalizować negatywny wpływ hodowli na szeroko pojęte środowisko, skala jego dewastacji będzie dramatycznie rosła. Prowadzone na całym świecie analizy wskazują, że istotne zminimalizowanie szkód środowiskowych i emisji gazów cieplarnianych związanych z produkcją zwierzęcą może nastąpić jedynie poprzez zmniejszenie tej produkcji i podniesienie jej standardów. Nie nastąpi to jednak, jeżeli ludzie nie ograniczą jedzenia mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego. Są w tym względzie mocne wskazania zdrowotne, ekologiczne i etyczne. Niestety, także niezwykle silne są uwarunkowania kulturowe i ekonomiczne. Co zwycięży?

 

Dr hab. Barbara Niedźwiedzka
Instytut Zdrowia Publicznego
Wydział Nauk o Zdrowiu UJ CM

 

 

Grafiki (od góry): 

1. Ferma krów. Fot. Konrad Łoziński
2. Laguna gnojowicy z fermy krów. Fot. Wikimedia Commons.
3. Hodowla świń. Fot. Andrzej Skowron.
4. Ferma świń. Fot. Andrew Skowron
5. Hodowla brojlerów. Fot. Otwarte klatki.

 

Polecamy również
Genetyczne nożyczki w walce z wirusami RNA
Genetyczne nożyczki w walce z wirusami RNA
"Plaga" żmij
"Plaga" żmij
Zrozumieć dzikie pszczoły – zespół pierwiastków napędzany energią
Zrozumieć dzikie pszczoły – zespół pierwiastków napędzany energią
Pszczoły na diecie? [wideo]
Pszczoły na diecie? [wideo]