Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Nawigacja Nawigacja

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Czy zabraknie wody na marnowanie żywności?

Czy zabraknie wody na marnowanie żywności?

Po praktycznie bezdeszczowej wiośnie opady od maja do lipca były w Polsce w miarę regularne, czasem bardzo gwałtowne, prowadząc do podtopień i powodzi. Mogłoby się więc wydawać, że problem z suszą, o której alarmowano jeszcze w kwietniu, mamy z głowy. Niestety nie, z wielu powodów. O złożonym problemie niedoboru wody pisze prof. Paulina Kramarz z Instytutu Nauk o Środowisku UJ.

Oryginalny artykuł znajduje się na portalu Nauka dla Przyrody.

Po pierwsze, od paru lat susza występuje prawie co roku, przez co deficyt wody kumuluje się i pogłębia w kolejnych latach. Po drugie, problemem są prawie bezśnieżne zimy, a śnieg był w naszym kraju głównym źródłem wody. Przy czym wprawdzie średnia, roczna ilość opadów się nie zmienia, ale zmienia się ich charakter – z długotrwałych i umiarkowanych, na krótkotrwałe i nawalne. Ten ostatni fakt powoduje, że duże ilości wody po gwałtownych opadach po prostu nie mają szansy wsiąknąć głębiej w glebę, szczególnie kiedy jest ona mocno wysuszona. W takich warunkach dominuje spływ powierzchniowy.  Dodatkowo, z powodu wycinania drzew w wodochłonnych lasach górskich, woda deszczowa jest w nich zatrzymywana w zbyt małym stopniu. Spływa bardzo szybko do potoków i rzek, często zamienionych w kanały, którymi gwałtownie odpływa wprost do Bałtyku. Rośnie też średnia roczna temperatura, zimy są coraz cieplejsze, co prowadzi do szybszego parowania z gruntów wody pochodzącej z opadów.

Przy okazji warto wspomnieć o czterech podstawowych rodzajach suszy (za [1] oraz [2]). O suszy atmosferycznej mówimy wtedy, kiedy długotrwałemu okresowi (co najmniej 20 dni) bezdeszczowemu towarzyszy wysoka temperatura oraz mała wilgotność powietrza. Susza glebowa (rolnicza) występuje wówczas, gdy w następstwie suszy atmosferycznej występuje  niedobór wody dostępnej dla roślin i następuje przesuszenie warstwy gleby w której znajdują się korzenie roślin. Dalszy brak opadów prowadzi do suszy hydrologicznej, kiedy to przepływy w rzekach spadają poniżej wartości wieloletnich. Kolejny etap to susza hydrogeologiczna – znaczne obniżenie poziomu wód podziemnych, co może uniemożliwić korzystanie ze studni kopanych i płytkich wierconych. To rozróżnienie jest o tyle ważne, że susza rolnicza i hydrologiczna jest obecnie obserwowana praktycznie co roku, w wielu regionach, albo na terenie prawie całego kraju. Wynika to również tego, że susze w Polsce występują coraz częściej: w latach 1951-1981 było w Polsce sześć susz – średnio jedna co pięć lat; w 1982–2011 było już ich 18 – średnio co dwa lata, a od roku 2013 susze występują co roku [3]). W 2019 roku suszę rolniczą zaobserwowano na terenie całego kraju, a  hydrologiczną na jednej trzeciej, zima była praktycznie bezśnieżna, a w pierwszych miesiącach wiosny opady były bardzo niskie. Ujemny bilans pomiędzy zasilaniem opadami, a stratami związanymi z parowaniem oraz susza hydrologiczna (czyli również rolnicza) są obserwowane w tym roku w województwach: zachodniopomorskim, lubuskim, wielkopolskim, kujawsko-pomorskim, łódzkim, podlaskim oraz w części województw pomorskiego, mazowieckiego i dolnośląskiego ([4]). Warto też śledzić mapy wilgotności gleby na różnych poziomach na stronie Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej.


Anomalia temperatury dla Polski (w porównaniu do średniej
z okresu 1981 – 2010): całoroczna, dla 2019 roku, oraz
dla zimy 2019/2020. Dane ze strony IMGW.

Można powiedzieć, że zaczynamy żyć w nowej rzeczywistości hydrologicznej, w której długotrwałe susze są przeplatane powodziami [2]. I jest to duże obciążenie dla wszystkich organizmów, w tym roślin uprawnych, które (jak w tym roku) najpierw są narażone na niską wilgotność gleby i to w kluczowym momencie wzrostu, a potem w wielu miejscach są zalewane wodą. Przy czym w tym roku dodatkowo pojawiły się majowe przymrozki – to informacja dla tych osób, którym się wydaje, że dzięki ociepleniu klimatu będzie można hodować w Polsce pomarańcze. Tak nie będzie, bo to, jak ocieplenie klimatu wpływa na pogodę można nazwać za Friederike Otto  „wściekłą pogodą” [5], czyli coraz mniejszą jej przewidywalnością, a nie przyjemnym, stopniowym wzrostem temperatury. Przymrozki będą, i przy coraz trudniejszych warunkach hydrologicznych dodatkowo będą wpływać negatywnie choćby na produkcję żywności.

Susza jest spowodowana nie tylko globalnym ociepleniem klimatu, ale również złym systemem użytkowania potoków i rzek, które są niepotrzebnie regulowane, często wręcz zamieniane w kanały. Jak pisałam, powoduje to gwałtowniejszy odpływ wody wprost do Bałtyku. Jednym z poważniejszych problemów są też kopalnie odkrywkowe, które powodują odwadnianie terenu. Kopalnie takie są ogromnymi dołami w terenie, do których spływa woda z ich okolic, skąd jest wypompowywana do rzek. Tego rodzaju leje depresyjne mogą mieć powierzchnie nawet setek kilometrów kwadratowych i niekiedy prowadzą do wręcz znikania jezior, jak choćby na pojezierzu Gnieźnieńskim oraz rzek (Noteć w okolicach odkrywek Lubstów i Tomisławice) [3]. Kolejnym czynnikiem pogłębiającym suszę jest na przykład betonowanie niezabudowanych części powierzchni miast i miasteczek, które prowadzi do tego, że nadmiar wody z opadów, zwłaszcza  tych nawalnych, zamiast wsiąkać w trawniki, łąki, zadrzewienia i parki, spływa bardzo szybko do kanałów burzowych. Więcej na temat niewłaściwego traktowania wody oraz jak powinniśmy ten problem rozwiązać można poczytać np. tutaj [6].

Gospodarka wodna w Polsce jest niestety nieracjonalna, szczególnie gdy weźmie się  pod uwagę, że zasoby wody w naszym kraju są jednymi z najniższych w Europie. Średnia dla Europy to około 2000 m3 wody rocznie na osobę, tymczasem u nas jest to 1700 m3, a głównym problemem jest ujemny bilans pomiędzy odpływem a dopływem wody (czyli więcej wody odpływa wprost do morza, niż dopływa do rzek) [7]. Najwięcej wody zużywa przemysł (70%), w tym głównie ciepłownictwo i elektrownie węglowe, a wiele z polskich elektrowni nadal używa otwartego systemu chłodzenia. Prowadzi to po pierwsze do ciągłego poboru wody, do którego konieczne często są spiętrzenia, wpływające często niekorzystnie nie tylko na przyrodę rzeki, ale i na sam przepływ wody, a po drugie do zrzutów mocno podgrzanej wody, bardzo niebezpiecznych dla środowiska naturalnego rzek (np. tutaj [8]). Komunalne zużycie wody jest stosunkowo niskie (20%), więc apelowanie o zakręcanie wody niewiele daje, choć uczy o tym, że mamy w naszym kraju problem z wodą. Zużycie wody w rolnictwie (podawane przez GUS łącznie z leśnictwem oraz napełnianiem i uzupełnianiem stawów rybnych) też jest względnie niskie – około 10%. Wynika to głównie z tego, że sztuczne nawadnianie ciągle nie jest u nas popularnie stosowane, ale to pewnie będzie musiało się zmienić. Doprowadzi to do dylematów: woda do picia, czy do produkcji żywności? Woda do produkcji prądu, czy do picia? W ubiegłym roku podobne dylematy zaczęły się pojawiać, gdy w wielu regionach wprowadzono ograniczenia w dostawach wody przez sieci wodociągowe. Najbardziej głośny był przypadek Skierniewic w województwie łódzkim (przypominam, w tym roku jest tam znów susza hydrologiczna), gdzie trzeba było osobom tam mieszkającym rozwozić wodę [9].


Rozkład przestrzenny wskaźnika wilgotności gleby, dane dla 15.08 2020; na stronie dostępna
jest też animacja dla całego okresu letniego.

Można śmiało powiedzieć, że nie ma ważniejszej dziedziny gospodarki, niż produkcja żywności, choć zdaję sobie sprawę, że w erze produkcji śmieci wszelkiej maści (plastik, nietrwałe gadżety elektroniczne i ubrania, szybko psujące się samochody, sprzęt AGD) nie jest to oczywiste dla wielu osób. Jednak wystarczy pomyśleć, że przez większość historii ludzkiej społeczności żyliśmy bez prądu, samochodów, tabletów, opakowań plastikowych itp., ale zawsze jakoś musieliśmy zdobywać żywność – bo bez niej po prostu umieramy. Około 10 tysięcy lat temu pojawiło się rolnictwo, czyli uprawa roślin i chów zwierząt jako źródła pożywienia. Co znamienne, jako jedno z ważniejszych miejsc opracowania pierwszych metod rolniczych podaje się „Żyzny Półksiężyc” – obszar od Egiptu poprzez Palestynę i Syrię po Mezopotamię, który obecnie już żyzny nie jest, właśnie głównie z powodu suszy tam panującej, a wynikającej w dużej mierze z ocieplania się klimatu. Obecnie żywność dla bogatej części świata (min. Stany Zjednoczone, Europa, Australia, również w coraz większym stopniu Chiny) jest produkowana w skali globalnej [10]. Polska na przykład jest jednym z największych eksporterów drobiu; około 50% całej krajowej produkcji jest eksportowane. Jak bardzo jest to groźne dla bezpieczeństwa żywieniowego w małej skali pokazała obecna pandemia Covid-19, a szczególnie okres tak zwanego lockdownu (zamknięcia gospodarek i społeczeństw). Nie doszło wprawdzie do poważniejszych kłopotów z dostępem do żywności, ale to zdarzenie pokazało, że długie łańcuchy importu i eksportu mogą prowadzić na przykład do braków w paszach dla zwierząt (w dużej mierze opartych na soi), czy też do kłopotów ze sprzedażą żywności, na którą nie ma zbytu na lokalnych rynkach. Szczególnie dramatycznie odbiło się to na hodowli zwierząt na mięso i mleko. W Stanach Zjednoczonych „utylizowano” setki milionów świń, których nie można było ani wyeksportować, ani sprzedać np. do nie działających restauracji i hoteli. Można też było przeczytać doniesienia o setkach tysięcy litrów mleka wylewanego z podobnych powodów. W Polsce masowo zabijano drób, którego nie można było sprzedać za granicę. Dodatkowo i paradoksalnie, pomimo utrzymywania się niskich cen żywności na poziomie producentów, wszelkiej maści pośrednicy wykorzystali zaistniałą sytuację do podwyżek cen żywności, głównie sprzedawanej w supermarketach.

Dlaczego przy okazji artykułu o suszy i rolnictwie wspominam o pandemii? Bo pokazała ona wyraźnie, jak ważne jest skrócenie łańcucha dostaw i oparcie się przede wszystkim na lokalnej produkcji żywności oraz  skrócenie drogi z pola na stół. W przypadku coraz częstszych ekstremalnych zjawisk pogodowych, do których należy także susza, trudno oczekiwać, że bezpieczeństwo żywieniowe zapewni nam import żywności z innych krajów, które będą się borykać z podobnymi problemami. Dodatkowo, w takich sytuacjach ceny importowanej żywności mogą gwałtownie rosnąć, również z powodu malejącej produkcji żywności w innych krajach, czy też problemów z jej transportem. W rezultacie, może to powodować, że wielu osób nie będzie stać na zakup wystarczającej ilości pożywienia.

Przyjrzyjmy się bliżej zużyciu wody na produkcję żywności w Polsce. Jego udział w ogólnym zużyciu jest wprawdzie stosunkowo niski, ale wraz postępującym ociepleniem klimatu (w Polsce temperatura już wzrosła o 2,5 stopnia w porównaniu do okresu przedprzemysłowego [11]) i narastającą zmiennością opadów, może się okazać, że będzie musiało wzrosnąć. W przypadku zaistnienia konieczności oparcia dostaw żywności o produkty głównie regionalne, może to doprowadzić do zachwiania lub utraty bezpieczeństwa żywieniowego. Polska ciągle ma szanse właściwie  niedużym wysiłkiem zadbać o to bezpieczeństwo, bo około 40% powierzchni gospodarstw w Polsce, to gospodarstwa małe i średnie (dane dla 2018 roku, [11]). Stan ten należałoby nie tylko utrzymać, ale wręcz rozwinąć, również z powodów hydrologicznych. Dlaczego? Bo wielkoobszarowe monokultury, które dominują choćby w Wielkopolsce (gdzie są jedne z największych problemów z suszą), ze względu na sposób uprawy roślin – często w systemie ciągłym bez choćby płodozmianu, mogą prowadzić do szybkiego wyjałowienia gleby, pozbawienia jej warstwy organicznej niezbędnej do zatrzymywania wody w glebie. Na takich terenach w wielu miejscach brak jest też śródpolnych zadrzewień i miedz, które dodatkowo poprawiają możliwości zatrzymywania wody. Gdy w takich regionach panuje susza, np. w okresie wiosennym, nie tylko tworzą się tam zamiecie pyłowe, ale nawet gdy zaczyna padać deszcz (przypominam – coraz częściej nawalny i krótkotrwały), woda spływa po powierzchni przesuszonej gleby jak po betonie i jest w niewielkim stopniu zatrzymywana.

Zgodnie z normami żywieniowymi, konsumpcja mięsa powinna wynosić około 0.5 kg na osobę tygodniowo, zamiast 1.6 kg, jak jest to w Polsce.

Kolejny problem to chów zwierząt, w coraz większym stopniu realizowany w fermach przemysłowych, gdzie w zależności od gatunku, w budynkach trzyma się tysiące, a nawet setki tysięcy zwierząt. Jak pisałam, w Polsce w dużej części, szczególnie w przypadku drobiu, jest to produkcja na eksport. Pomijając aspekt etyczny takiego typu chowu zwierząt (i dla zwierząt i dla osób tam pracujących), to fermy zużywają duże ilości wody, a ponadto można powiedzieć, że woda ta jest przekształcana w trujące ścieki – bo gnojowica lub obornik z chowu zwierząt, które z powodu takich warunków dostają duże ilości antybiotyków, są bardzo trudne do utylizacji, choćby jako nawóz naturalny [12]. Tak skoncentrowany chów zwierząt wymaga bardzo dużych ilości pożywienia dla nich. To oznacza, że kolejne tereny muszą być przeznaczane na produkcję paszy, albo musi być ona importowana, co przy rosnących temperaturach i problemach z wodą może być coraz trudniejsze. Zadziwiające jest to, że naciski na to, aby takie fermy w Polsce zakładać wciąż istnieją. Zwłaszcza, biorąc pod uwagę fakt, że pandemia pokazała, iż może się to skończyć brakiem zbytu na wyhodowane zwierzęta. Zresztą nie trzeba było pandemii Covid-19, żeby to zauważyć – epidemie chorób zwierzęcych takich, jak choćby ASF (Afrykański pomór świń, [13]), czy też ptasia grypa też prowadziły (i prowadzą) do masowego zabijania zwierząt. Wystarczy przez chwilę pomyśleć, aby dojść do wniosku, że pasza, produkowana na wylesianych terenach, z użyciem ogromnych ilości wody, została „zutylizowana” wraz ze zwierzętami, które były nią karmione.

Tutaj mała dygresja. Bez względu na poglądy osób czytających ten tekst, w bogatych krajach (min. Stany Zjednoczone, Europa, Australia, w coraz większym stopniu Chiny) spożycie mięsa jest za wysokie, a jego konsumpcja rośnie (pisałam o tym tutaj [10]). Istnieje coraz więcej danych, mówiących o tym, że ma to nie tylko niebagatelny wpływ na planetę, ale i na zdrowie ludzi. Zgodnie z normami żywieniowymi, konsumpcja mięsa powinna wynosić około 0.5 kg na osobę tygodniowo, zamiast 1.6 kg, jak jest to w Polsce [14]. A są i kraje, jak choćby Stany Zjednoczone, gdzie ta wartość jest jeszcze wyższa [10]. Na nadprodukcję mięsa wskazuje również odsetek wyrzucanych produktów mięsnych – w skali globu to około 25%. W samej Polsce wyrzuca się np. 45% wędlin [15] (czyli już przetworzonego mięsa, do czego również jest niezbędna woda). Podobnie jest z mlekiem i jego przetworami oraz z jajami (20 %). Dodatkowo, do produkcji mięsa, to jest do nawadniania pastwisk i produkcji pasz, używa się ogromnej ilości wody – szacuje się, że do wyprodukowania jednego kilograma wołowiny potrzebne jest 15 000 litrów wody [16].

(...) szacuje się, że do wyprodukowania jednego kilograma wołowiny potrzebne jest 15 000 litrów wody.

Nie będę apelować o całkowite zaprzestanie jedzenia mięsa, bo zdaję sobie sprawę z tego, że jest to praktycznie niemożliwe. Moim zdaniem pierwszym krokiem powinien być całkowity zakaz hodowli zwierząt w systemie ferm przemysłowych. Również dlatego, że jeżeli ktoś śledzi ceny skupu, to może z łatwością zauważyć, że światowe rynki nawet nie zauważyły wybicia setek milionów zwierząt z powodu ASF, ptasiej grypy, czy też lockdownu, co pokazuje, jak ogromna jest nadprodukcja mięsa i reszty produktów odzwierzęcych. Kolejnym krokiem powinno być podniesienie ceny skupu mięsa i nabiału, tak, by hodowcom opłacało się prowadzić chów zwierząt w niewielkich, wolnożyjących stadach. Następnym – skrócenie łańcucha dostaw, tak, by to nie pośrednicy byli głównymi beneficjentami sprzedaży i by to nie oni decydowali o cenach (co zresztą się tyczy i innych produktów rolnych). I choć dla wielu osób jest to kontrowersyjna opinia – mięso powinno być droższe – tak, żeby każda osoba przed wyrzuceniem go do śmieci choć przez chwilę się zastanowiła. Również nad tym, czy koniecznie musi jeść mięso trzy razy dziennie.

Niezbędny jest też chów zwierząt oraz produkcja paszy w oparciu o lokalne zasoby. Po pierwsze, ograniczy to transport żywych zwierząt na duże odległości, co jest zarówno głęboko nieetyczne, jak i pozwoli zmniejszyć zużycie paliwa do tego rodzaju transportu oraz ograniczy sam chów zwierząt i produkcję paszy (głównie soi) na terenach po wypalanych lasach, np. Puszczy Amazońskiej [17]. Dobrym przykładem, dotyczącym zużycia wody w Polsce, jest chów drobiu, który, jak wspominałam wyżej, w około 50% jest eksportowany. Zwierzęta, których chów prowadzi się kosztem wody, brakującej w naszym kraju, są wywożone do innych krajów, często na bardzo duże odległości (np. do Chin i Argentyny).  

(...) światowe rynki nawet nie zauważyły wybicia setek milionów zwierząt z powodu (...) lockdownu, co pokazuje, jak ogromna jest nadprodukcja mięsa i reszty produktów odzwierzęcych.

Oprócz przeznaczania zbyt dużych obszarów na produkcję pasz, często uprawia się rośliny (również paszowe) niewłaściwe dla danego terenu. Dobrym przykładem jest kukurydza, roślina stepowa (czyli przystosowana do suchych warunków), pod uprawę której osusza się tereny podmokłe i bagienne. A przecież te ostatnie mają niebagatelne znaczenie również dla zatrzymywania wody na danym terenie, potrafią ją magazynować przez tygodnie i miesiące, zapobiegając zarówno suszy, jak i powodziom [3]. Należałoby zatem  przemyśleć, jakie gatunki, czy też ich odmiany, powinniśmy uprawiać na danym terenie oraz z uwzględnieniem choćby zmieniających się warunków termicznych. Na przykład jedną z roślin uprawnych, która źle znosi rosnące temperatury jest ziemniak [18]. Uprawy powinny być dobierane pod kątem właśnie ich odporności na rosnące temperatury, (a przy tym na ciągle obecne przymrozki), ale również na coraz częstsze susze. O tym, jak zatrzymywać wodę w terenie można przeczytać np. tutaj [19]. Trzeba też pamiętać, że susze mają wpływ na wysokość plonów, co dobrze obrazuje spadek dochodów w gospodarstwach rolnych dotkniętych suszą – nawet rzędu kilkunastu procent (dane za lata 2014-2017, [20]). Przy nasilających się zjawiskach suszy może się to przekładać nie tylko na wzrost cen żywności, ale wręcz jej niedobory.

Podsumowując:

Susze przeplatane z gwałtownymi powodziami to nasza nowa rzeczywistość. Wpływają one na najważniejszą dziedzinę gospodarki, jaką jest produkcja żywności. Dysponujemy wystarczająca wiedzą na temat sposobów radzenia sobie z suszą oraz zmiany systemu produkcji żywności na taki, który będzie w stanie sprostać coraz trudniejszym warunkom uprawiania roślin i chowu zwierząt. Wystarczy zacząć działać, już teraz.

 

Dr hab. Paulina Kramarz

Instytut Nauk o Środowisku UJ

 

Literatura:

[1] https://www.teraz-srodowisko.pl/slownik-ochrona-srodowiska/definicja/susza-atmosferyczna.html

[2] https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C687057%2Cekspert-susza-mimo-ulewnych-opadow.html

[3] (https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/coraz-czestsze-susze-w-polsce-konsekwencja-zmiany-klimatu-i-dzialan-anty-adaptacyjnych-417

[4] https://stopsuszy.pl/raport-pierwsze-polrocze-2020-opady-a-stan-suszy-w-polsce/

[5] „Wściekła pogoda. Jak mszczą się zmiany klimatu, kiedy są ignorowane” Wydawnictwo Otwarte, 2020

[6] https://naukadlaprzyrody.pl/2020/05/18/stanowisko-pth-i-ndp-wobec-planowanej-specustawy-o-przeciwdzialaniu-skutkom-suszy/

[7] https://oko.press/polske-czekaja-problemy-z-woda-nasze-zasoby-sie-kurcza-wywiad/

[8] https://wyborcza.pl/AkcjeSpecjalne/7,175132,26097841,nasz-rzeki-plyna-po-to-by-chlodzic-elektrownie-ratunkiem-oze.html

[9] https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,24881465,brakuje-wody-w-skierniewicach-zwolano-sztab-kryzysowy-zakazy.html

[10] https://naukadlaprzyrody.pl/2019/03/19/zywnosc-czy-srodowisko-naturalne/

[11] Rocznik Statystyczny Rolnictwa 2019, GUS 2020

[12] (https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-stosowaniu-antybiotykow-w-nbsp-hodowli-zwierzat-w-nbsp-woj-lubuskim.html

[13] https://naukadlaprzyrody.pl/2019/01/09/list-otwarty-srodowiska-naukowego-w-sprawie-redukcji-populacji-dzikow/

[14] „Mięso poza kontrolą”, Greenpeace 2019

[15] Tygodnik Gospodarczy PIE, 7 sierpnia 2019

[16] https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/za-duzo-miesa-za-malo-wody-hodowle-zwierzat-osuszaja-nam-planete/weddgsl

[17] https://naukadlaprzyrody.pl/2019/08/23/srodowisko-naukowe-apeluje-do-ue-o-odrzucenie-umowy-z-mercosur/

[18] https://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C32282%2Cocieplenie-klimatu-oznacza-mniejsze-plony-ziemniakow.html)

[19] https://ziemianarozdrozu.pl/artykul/4260/chwalcie-laki-umajone-gory-doliny-zielone-%E2%80%93-kilka-pytan-o-susze-w-polsce

[20] „Rolnictwo w obliczu suszy a bezpieczeństwo żywnościowe” Koalicja Klim

Polecamy również
Kiedy wirus atakuje bakterię
Kiedy wirus atakuje bakterię
„Super-cząsteczki” do walki z białaczką
„Super-cząsteczki” do walki z białaczką
Nobel 2020 z chemii za nożyczki genetyczne
Nobel 2020 z chemii za nożyczki genetyczne
Efekt (braku) kosiarki
Efekt (braku) kosiarki