Aktualności - Nauka
Pokojowa Nagroda Nobla dla japońskiej organizacji Nihon Hidankyo
11 października w Oslo Norweski Komitet Noblowski ogłosił laureata Pokojowej Nagrody Nobla. Przyznano ją japońskiej organizacja Nihon Hidankyo. Zrzesza ona ocalałych po wybuchach bomb atomowych w Hiroszimie i Nagasaki w 1945 roku i podejmuje wysiłki na rzecz świata wolnego od broni jądrowej. To najbardziej niszczycielska broń, jaką świat kiedykolwiek widział – podkreślił Komitet. Jego decyzję komentuje dr hab. Przemysław Tacik z Instytutu Studiów Europejskich Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ.
Nobel dla Nihon Hidankyo: historia jest tu i teraz
Przyznaniem pokojowej Nagrody Nobla na ogół nie tylko honoruje się dokonania jednostek lub organizacji, ale też wysyła się polityczny sygnał. Czasem trafnie, jak w przypadku zeszłorocznego Nobla dla Narges Mohammadi, działaczki praw kobiet w Iranie, czasem niecelnie, jak w 2009 roku, kiedy nagrodę otrzymał na kredyt – i ku własnemu zdziwieniu – Barack Obama. Tegorocznego Nobla dla Nihon Hidankyo, japońskiej konfederacji grup hibakusha, ocalonych z eksplozji bomb atomowych w 1945 roku, można widzieć jako słuszne ostrzeżenie przed drogą, na której świat znalazł się obecnie.
Pamięć o II wojnie światowej przeniosła się już prawie zupełnie z żywych opowieści świadków na zimne i obiektywne karty historii. Im dalej jesteśmy od jedynego militarnego użycia bomb nuklearnych w dziejach, tym bardziej broń atomowa staje się abstrakcyjnym pojęciem. Dla hibakusha była realnym doświadczeniem, naznaczającym ich całe życie. Nie tylko pod względem strat na zdrowiu i traumy psychicznej, ale i dyskryminacji oraz uprzedzeń, z którymi musieli się borykać. Często nawet ich dzieciom odmawiano zatrudnienia z irracjonalnych obaw przed rzekomo zaraźliwymi skutkami napromieniowania. Społeczne skutki zrzucenia bomb na Hiroszimę i Nagasaki trwają do dzisiaj.
Podczas zimnej wojny broń atomowa pozwoliła stworzyć paradoksalną równowagę między blokami zachodnim i wschodnim, a przez to uniknąć III wojny światowej. W zamian wywołała wiele wojen zastępczych na innych terytoriach, mniejszych skalą, lecz niesamowicie krwawych. Dla krajów niebędących mocarstwami arsenał nuklearny stał się polisą bezpieczeństwa, często poszukiwaną przez autorytarne reżimy. Dzisiaj doktryna „MAD” (wzajemnie gwarantowanego zniszczenia) traci na sile. Od czasu wybuchu pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę w 2022 r. groźba użycia broni atomowej znów stała się realną kartą w międzynarodowej grze. Prace nad irańską bombą atomową podsycają napięcia w niezwykle skomplikowanej sytuacji Bliskiego Wschodu.
Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości uznał w 1996 roku, że użycie broni nuklearnej – z racji skali nieuniknionych szkód dla ludności cywilnej – jest co do zasady nielegalne. Prócz jednego wyjątku: gdy w grę wchodzi samo przetrwanie państwa (co samo w sobie pokazuje, dla kogo przede wszystkim działa prawo międzynarodowe). Dziś jednak atomowa karta powróciła do aktywnej gry w relacjach międzynarodowych. Wypływamy więc na nieznane wody: nie wiemy, na ile broń nuklearna pozostaje groźbą, a na ile pogłębiający się chaos może przełamać tabu jej użycia. Powrócił więc i lęk przed wojną atomową, który obsesyjnie nękał ludzkość w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych.
Pośród tego chaosu ogłoszoną dziś Nagrodę Nobla trzeba widzieć jako ostrzeżenie: broń nuklearna to dla państw jeden z wielu polityczno-militarnych argumentów, który przekłada się na realną śmierć i jeszcze bardziej realną traumę ocalonych. Historia sama dowodzi, że nikogo na ogół praktycznie nie uczy. Ale to nie znaczy, że jej głos powinien zamilknąć.