Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

"Plaga" żmij

"Plaga" żmij

Trwa wiosna, która sprzyja możliwości spotkania się "oko w oko" z wieloma różnymi zwierzętami. W tym także i ze żmijami, o których często mówi się o tej porze roku. W jaki sposób reagować w sytuacji trafienia na tego groźnie wyglądającego gada? Czy żmija na nas czyha? Jakie zagrożenie stwarza i jak radzić sobie z taką bezpośrednią interakcją? Te i inne kwestie porusza dr Stanisław Bury z Zakładu Anatomii Porównawczej na Wydziale Biologii UJ.

Oryginalny tekst znajduje się na portalu Nauka dla Przyrody.

Wiosna w 2021 roku jest wyjątkowa. Nocą temperatury są niskie, często pada deszcz przeplatany słońcem, zbiorniki i koleiny na drogach są pełne wody, temperatura w ciągu dnia rzadko przekracza kilkanaście stopni choć zdarzają się dni znacznie cieplejsze. Nie brzmi jak normalna wiosna? To przypomnijmy sobie wiosnę zeszłego roku i wiosny z wielu poprzednich lat. Jednostajnie suche, gorące, z palącym słońcem i rosnącym zagrożeniem pożarowym, następujące po ciepłych i ponuro bezśnieżnych zimach. Od lat wszystkie dobrze znane nam powiedzenia „w marcu jak w garncu” albo „kwiecień plecień” nie miały sensu, aż do teraz. Tak, wiosna 2021 jest wyjątkowa w swojej wiosenności. W czasie takiej wiosny najłatwiej i najprzyjemniej obserwować ożywienie zachodzące w przyrodzie w odpowiedzi na zmieniające się warunki otoczenia, ponieważ to właśnie warunki takie jak te, które teraz odczuwamy, ukształtowały cykle roczne roślin i zwierząt. Rosnąca temperatura uaktywnia wiele zwierząt, które przespały zimę lub odleciały w cieplejsze rejony. Ptaki śpiewają, lata coraz więcej owadów, w stawach szaleją traszki, a ropuchy podejmują żmudne wędrówki do zbiorników. Niejeden powiedziałby, że piękny to czas. Piękny jednak tylko z naszej wąskiej ludzkiej perspektywy, bowiem dla tych wszystkich zwierząt wiosna to czas godów. Z kolei gody oznaczają wzmożoną konkurencję o partnera, terytorium i pokarm, ryzykowne wędrówki do miejsc rozrodu w poprzek ruchliwych dróg (tysiące płazów przypłaca takie podróże życiem), coraz częstsze spotkania z ludźmi i drapieżnikami itd. Przeważająca część ludzi jednak tego nie dostrzega, a cieniem na naszej idyllicznej percepcji wiosny kładzie się coś innego. Jest to plaga żmij. A dokładnie – żmij zygzakowatych (Vipera berus), bo inne w Polsce nie występują.

Gdzie ta plaga?

Każdego roku pierwsze oznaki rzekomej plagi możemy zaobserwować śledząc media, zwłaszcza wszelakiej maści niusy internetowe. Fakt, że większość nowinek o spotkaniach ze żmiją pojawia się wiosną nie jest przypadkowy – ale o tym za chwilę. Lwia część takich doniesień dotyczy pojedynczych i przypadkowych obserwacji, kiedy to żmija siedziała u kogoś w ogródku czy przepełza przez szlak w górach. Ot po prostu gdzieś była i ktoś ją zobaczył. Mimo to wielu dziennikarzy, zwłaszcza mediów lokalnych, ulega pokusie koloryzowania i dramatyzowania, niekiedy sugerując, że mamy do czynienia z „plagą” lub „wysypem” o czym podobno przestrzegają „eksperci”. Co ciekawe, osobiście nie znam żadnego eksperta, który wieszczyłby plagę żmij, a ekspertów znam całkiem sporo. Pochylmy się zatem nad plotkami o rzekomej pladze.


Kilku- lub kilkunastodniowy osobnik ukryty wśród roślinności. fot. Stanisław Bury

Słowo plaga oznacza zjawisko o charakterze masowym, rozprzestrzeniające się i trudne do opanowania. Jak już wspomniałem, przeważająca część wiadomości o spotkaniach żmii i człowieka to jednak obserwacje pojedynczych węży. Większość z nas rzadko widuje dziko żyjące węże – w tym żmije – nawet jeśli są obecne w otoczeniu. W konsekwencji brak węży traktujemy jako pewną normę i dotyczy to również innych skrytych zwierząt, których nie zauważamy mimo, że żyją obok nas. Spotkanie żmii okazuje się czymś nieoczekiwanym, co łatwo nam nadinterpretować jakoby żmije pojawiły się tam gdzie nie powinno ich być lub w podejrzanie dużym zagęszczeniu. Oczywiście, skupiska większej liczby żmij zdarzają się, ale nie są niczym niezwykłym i wynikają wprost z biologii tego gatunku. Pamiętajmy, że niektóre siedliska sprzyjają występowaniu licznych populacji określonych gatunków zwierząt – dzięcioła dużego prędzej spotkamy w lesie niż na łące, wydrę nad rzeką, a nie na murawie kserotermicznej, a żółwia błotnego w stawie, a nie na gołoborzu. Żmije również mają swoje preferencje siedliskowe i sprzyja im m.in wiele środowisk w obszarach górskich i podgórskich – stąd natrafienie na żmiję przez turystę w Bieszczadach czy w Tatrach jest zupełnie normalne (nawiasem pisząc obecność żmij w tych górach jest dużo bardziej normalna niż obecność turystów, wszak żmije występowały tam na długo zanim ludzie wymyślili turystykę).


Charakterystyczną cechą żmii jest nie tylko zygzak, ale też czerwona lub
pomarańczowa tęczówka i pionowa źrenica. fot. Stanisław Bury

Kolejnym ważnym czynnikiem wyjaśniającym liczniejsze obserwacje żmij jest ich cykl roczny. Żmija to zwierzę ektotermiczne, tj. regulujące temperaturę ciała poprzez wykorzystanie zasobów termicznych otoczenia. Oznacza to, że do osiągnięcia optymalnej temperatury ciała, żmija musi przez pewien czas powygrzewać się w słońcu lub przytulić się do czegoś ciepłego, np. nagrzanego kamienia lub asfaltu. Zimą temperatura jest na tyle niska, że żmije nie są w stanie odnaleźć źródeł ciepła. Miesiące zimowe spędzają więc ukryte w miejscach, w których ryzyko zamarznięcia jest małe, dzięki temu, że temperatura utrzymuje się na stabilnym poziomie przynajmniej kilku stopni Celsjusza powyżej zera. Wraz z wiosennym ociepleniem wzrasta zarówno temperatura w zimowiskach jak i temperatura ciała samych węży. Skutkuje to podwyższonym tempem procesów metabolicznych i opuszczeniem kryjówek zimowych. Wiosna to również okres, w którym żmije spędzają szczególnie dużo czasu wygrzewając się w słońcu. Jest tak dlatego, że mimo ciepła promieni słonecznych wiosenne poranki tchną jeszcze chłodem przebyłej zimy, a także dlatego, że wiosna to czas godów. Dojrzewanie plemników u samców, poszukiwanie partnera do rozrodu i toczenie bojów o samice to procesy wymagające funkcjonowania na wysokich obrotach, dlatego porządne nagrzanie się jest wówczas kluczowe. Wzmożona aktywność reprodukcyjna nieraz skutkuje nagromadzeniem wielu osobników na małej przestrzeni, zwłaszcza jeśli gody odbywają się nieopodal miejsca gromadnego zimowania. Dodając do tego niewielki stopień rozwinięcia roślinności, która niewiele zakrywa, napotkanie żmii, nawet w liczbie kilku – kilkunastu osobników, okazuje się wyjątkowo łatwe w okresie wiosennym. Z podobną sytuacją możemy mieć do czynienia późnym latem i jesienią, kiedy samice rodzą młode i w okresie poprzedzającym zimowanie, kiedy węże korzystają z ostatnich ciepłych dni i gromadzą się wokół wspólnych zimowisk. Widzimy zatem, że okresowy lub lokalny wzrost liczby obserwacji żmij nie nosi znamion plagi. Ostatecznym rozwiązaniem problemu plagi są długoletnie obserwacje populacji żmij w różnych częściach Europy. Przykładowo, w Niemczech spadek populacji żmij w ostatnim stuleciu szacuje się na przekraczający 60%, a nawet sięgający 90% niektórych rejonach. Ciekawym i przykrym przykładem są obserwacje ze Śląska, gdzie na początku ubiegłego wieku zabijano ponad 9 tysięcy (!) żmij rocznie. Proceder ten prawdopodobnie znacznie uszczuplił populację żmij, ponieważ obecnie nie notuje się tam tak wysokich liczebności tego gatunku. Ponadto tempo zaniku naturalnych siedlisk różnego typu jest w Polsce dobrze znane i szeroko udokumentowane, a część z tych siedlisk to miejsca występowania żmii. Każde zniszczenie kolejnego skrawka naturalnego środowiska jest równoznaczne z zanikiem zamieszkujących go zwierząt. Mówienie o pladze w odniesieniu do gatunku, którego ubywa, a nie przybywa jest zatem ni mniej ni więcej jak tylko zafałszowaniem rzeczywistości i to dość przykrym, bo jedynie wzbudzającym u wielu osób niechęć do przyrody. Odnoszę jednak pozytywne wrażenie, że wysiłki rzeszy przyrodników w zakresie popularyzowania wiedzy o środowisku naturalnym przynoszą efekty i w ostatnich latach coraz więcej wpisów o spotkaniach ze żmiją ma charakter przynajmniej neutralny, a niekiedy wręcz edukacyjny. Oby tak dalej!

Czy żmija na nas czyha?

Skoro nie mamy plagi, to czy żmij nie powinniśmy się obawiać? Wszak są jadowite, mają zęby i mogą ukąsić. Znów, z pomocą przychodzi nam spojrzenie na problem z szerszej perspektywy. Każdego dnia idąc do pracy, do sklepu czy w poszukiwaniu węży przemieszczam się wzdłuż lub w poprzek dróg po których poruszają się samochody. Samochód to kupa metalu ważąca przynajmniej tonę. Zderzenie z samochodem, nawet jadącym powoli, prawie zawsze kończy się połamanymi kośćmi, a nieraz śmiercią. Mimo to, każdego dnia dzielnie stawiamy czoła temu wszechobecnemu zagrożeniu. Co więcej, wzdłuż i w poprzek ulic poruszają się również dzieci i to często bez asysty rodziców! Zagrożenia unikamy w bardzo prosty sposób – będąc uważnymi i stosując się do kilku prostych zasad, np. nie wchodząc bezpośrednio przed jadący samochód. Podobnie jest ze żmijami –  ukąszenie człowieka następuje jedynie jako reakcja obronna w odpowiedzi na bezpośrednie zagrożenie. Napotkawszy żmiję na swojej drodze wystarczy ją po prostu ominąć i pozwolić wygrzewać się dalej lub odpełznąć, a poruszając się po miejscach zasiedlonych przez te węże wystarczy patrzeć pod nogi i nie wchodzić w wyższą roślinność bez pełnego obuwia i długich spodni.


Samica o brązowym ubarwieniu. fot. Stanisław Bury

Zapewne niektórym zapala się właśnie czerwona lampka, bo przecież nieraz słyszy się o agresywnych żmijach, które kąsają bardzo chętnie, a nawet takich, które ścigają człowieka. Zastanówmy się czy takie zachowanie rzeczywiście miałoby sens. Mam ok 185 cm wzrostu i ważę ok 85 kg. Żmija zygzakowata jest niewielkim wężem – masa ciała wyrośniętych dorosłych samic (samice zwykle ważą więcej niż samce) rzadko przekracza 150 gramów, a długość 70 cm. Przed chwilą zmierzyłem suwmiarką wysokość dorosłej samicy w najgrubszym miejscu na ciele i wyniosła ona ok. 2 cm. Pomiar ten jest obarczony dużym błędem, bo został wykonany na osobniku od lat zakonserwowanym w formalinie, ale dobrze obrazuje skalę porównania. Okazuje się, że jestem ponad pięćset razy cięższy i dziewięćdziesięciokrotnie wyższy niż duża żmija zygzakowata. Dla porównania, wg Wikipedii Tyrannosaurus rex, jeden z największych drapieżników lądowych jaki kiedykolwiek chodził po Ziemi, mógł osiągać 8 870 kg masy ciała, tj. nieco ponad 100 razy więcej niż ja, i ok. 4 metrów wysokości przy 13 metrach długości, czyli nie był nawet trzykrotnie wyższy ode mnie. Wygląda na to, że różnica między mną, a tyranozaurem jest mniejsza niż między mną, a żmiją. Domyślam się, że spotkawszy tyranozaura moją reakcją byłby wrzask i paniczna ucieczka w dowolnym kierunku – próbę samoobrony podjąłbym nie mając innej możliwości, o ile w ogóle. Dokładnie takiej samej reakcji możemy spodziewać się po żmijach. Dla żmii stworzenia takich gabarytów jak dorosły człowiek są ogromnym zagrożeniem i to nie tylko jako potencjalne drapieżniki. Nawet przypadkowe nadepnięcie przez zwierzę ważące tyle co ja jest dla żmii dużym ryzykiem poważnych obrażeń, np. uszkodzenia kręgosłupa, zmiażdżenia narządów wewnętrznych, a w konsekwencji śmieci. Najłatwiejszym, najmniej kosztownym energetycznie i najskuteczniejszym sposobem uniknięcia takiego zagrożenia jest ucieczka. To właśnie ucieczka jest podstawowym mechanizmem obronnym żmii zygzakowatej i wielu innych zwierząt, co mogę poświadczyć doświadczeniem własnym i zaprzyjaźnionych przyrodników. Liczba moich spotkań ze żmijami zygzakowatymi przekroczyła tysiąc już jakiś czas temu i w mniej więcej 95% przypadków żmije podejmowały próbę ucieczki kiedy się do nich zanadto zbliżyłem. Mniejszość stanowią sytuację kiedy żmija pozwalała do siebie podejść bardzo blisko i mimo to pozostawała na miejscu lub odpełzała z ociągając się. Działo się tak zwykle wówczas gdy temperatura otoczenia była niska, przez co węże pozostawały chłodne i ospałe przez dłuższy czas lub gdy natrafiłem na samicę w zaawansowanej ciąży, której stan utrudniał szybką ucieczkę. Nigdy natomiast żmija nie postanowiła do mnie podpełznąć i ukąsić z własnej inicjatywy.

Kiedy już ukąsi

Rzecz jasna, ukąszenia zdarzają się, ale jedynie wówczas gdy żmija nie ma możliwości ucieczki, np. gdy zostanie złapana, nadepnięta lub podczas prób zabicia, bo te również wymagają zbliżenia się do węża. Warto tutaj zwrócić uwagę, że aż połowa spośród ponad ośmiuset przypadków pokąsań zarejestrowanych w Wielkiej Brytanii na przestrzeni przeszło wieku i podsumowanych w połowie lat dziewięćdziesiątych stanowiła ukąszenia w rękę będące pokłosiem prób łapania lub zabicia żmii. Ukąszenie, kiedy już się zdarzy, nie powinno być powodem do paniki. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić? Z własnego doświadczenia wiem jednak, że zachowanie spokoju jest wykonalne. Przez własną niefrasobliwość kilka lat temu zostałem ukąszony w prawą dłoń i mając świadomość jakie mogą być tego skutki bez większych trudności potraktowałem całe zdarzenie z dystansem. Jak widać przeżyłem do dziś i mam się całkiem nieźle. W moim przypadku skutki ukąszenia były bardzo typowe. Samo ukąszenie nie było zbyt bolesne, ale dało się odczuć jako błyskawiczne ukłucie. Zęby jadowe żmii są umiejscowione na zredukowanych kościach szczękowych i mają postać nieco zakrzywionych igiełek, wyposażonych w kanalik połączony z gruczołem jadowym. W stanie spoczynku są ułożone równolegle do górnej szczęki węża (podobnie jak złożony scyzoryk), a ustawiają się prostopadle tuż przed ukąszeniem. Wydzielina gruczołów jadowych wpompowywana przy użyciu tych zębów może pełnić różne funkcje. Jedną z nich jest obrona przed drapieżnikami. Niekiedy sugeruje się także rolę jadu w usprawnianiu procesów związanych z trawieniem, choć hipoteza ta nie znalazła jak dotąd solidnego poparcia w badaniach eksperymentalnych.


U samców kontrast między zygzakiem, a barwą tła jest najsilniej zaznaczony
po wiosennym linieniu, ale utrzymuje się również przez resztę sezonu. Na zdjęciu
samiec zaobserwowany na przełomie sierpnia i września. fot. Stanisław Bury

Najważniejszą jednak funkcją jadu u węży jest zdobywanie pokarmu. Skład jadu danego gatunku jest w mniejszym lub większym stopniu dostosowany do jego diety. Różnorodność ofiar na jakie polują rozmaite gatunki węży i różny stopień specjalizacji pokarmowej korelują z ogromną międzygatunkową zmiennością w składzie jadu. Zmienność ta może dotyczyć także różnych populacji tego samego gatunku węża. Z kolei to jak skomponowany jest jad węża, który przed chwilą nas ukąsił, w dużej mierze definiuje reakcję organizmu na ukąszenie. Jad żmii zygzakowatej to mieszanina ponad 20 substancji, głównie białek i peptydów o właściwościach cytotoksycznych i hemolitycznych. Oznacza to, że powoduje lokalne uszkodzenia komórek i tkanek, a także rozpad czerwonych krwinek. Efekty te objawiają się – i tak też było w moim przypadku – obrzękiem i rozległymi sińcami wokół miejsca ukąszenia. Niedługo potem mogą wystąpić symptomy ogólne, takie jak osłabienie, zawroty głowy i nudności. Zupełnie wyjątkowe są objawy neurotokstyczne, tj. dotyczące zaburzeń w funkcjonowania układu nerwowego i są notowane głównie w następstwie ukąszeń południowego podgatunku żmii zygzakowatej (Vipera berus bosniensis), który nie występuje w Polsce. Ryzyko intensywniejszych objawów ukąszenia jest największe u osób starszych, w obniżonej kondycji lub z innymi problemami zdrowotnymi, jednak wypadki śmiertelne zdarzają się niezmiernie rzadko, nieporównanie rzadziej niż w efekcie innych czynników, z którymi stykamy się na co dzień. Ciekawej perspektywy dostarcza praca prof. Zbigniewa Szyndlara z 1981 roku przedstawiająca informacje ankietowe na temat pokąsań odnotowanych na przestrzeni około 30 lat przed publikacją. Spośród ponad tysiąca przypadków ukąszeń tylko jeden zarejestrowano jako śmiertelny, jednak powiązanie śmierci pacjenta z ugryzieniem przez żmiję było dość wątpliwe. Ktoś mógłby zarzucić, że dane te do najnowszych nie należą, bo zostały opublikowane 40 lat temu, ale uważam, że wiek tej publikacji nadaje wynikom w niej przedstawionym dodatkowy wydźwięk. Jak wiemy, liczba stanowisk żmij i samych żmij spada, a więc trafienie na żmiję było znacznie łatwiejsze w połowie ubiegłego wieku, a jakość pomocy medycznej świadczonej pokąsanym uległa od tamtego czasu poprawie. Innymi słowy, ryzyko śmierci w wyniku ukąszenia przez żmiję zygzakowatą zawsze było małe, a obecnie jest zapewne mniejsze niż kiedykolwiek pod warunkiem poważnego podejścia do sprawy, w tym szybkiego zgłoszenia się na pogotowie.

Zygzak i inne kolory

Dość jednak o pladze, zagrożeniach i unikaniu. Chciałbym skupić się jeszcze przez chwilę na żmii samej w sobie. U większości z nas słowo żmija budzi jedynie ogólne skojarzenia – wąż, coś jadowitego, raczej niebezpieczny, lepiej jak nie ma niż jak jest. Mało kto pamięta, że żmije, które występują w Polsce to przedstawicielki tylko jednego gatunku żmii – żmii zygzakowatej. Nazwa gatunku nie jest przypadkowa i nawiązuje do bardzo konkretnej i ważnej cechy. Jest to zygzak, ciemna wstęga biegnąca wzdłuż grzbietu od głowy po sam ogon. Szczegóły zygzakowatego wzoru są dość zmienne. Przykładowo, zygzak może składać się z ciągu połączonych ze sobą rombów, falistej linii, linii ząbkowanej itd. Mimo to ogólny wygląd zygzaka jest dość powtarzalny, a w każdym razie powtarzalny na tyle, że jest łatwy do zapamiętania, a następnie szybkiego rozpoznania.


W okresie poprzedzającym linienie barwy węży blakną i wówczas barwy
samców mogą nieco bardziej przypominać te, które widujemy zazwyczaj u samic.
Osobnik ze zdjęcia to właśnie samiec przed linieniem zaobserwowany w lipcu.
fot. Stanisław Bury

Następną charakterystyczną cechą ubarwienia żmii, o której możemy przeczytać w wielu przewodnikach przyrodniczych jest występowanie trzech „odmian” barwnych: szarej, brązowej i czarnej. Na tym zazwyczaj kończą się powszechnie dostępne opisy ubarwienia żmii, a jego funkcje są najczęściej pomijane. Wielka szkoda, bo ubarwienie żmii skrywa wiele zagadek. Przede wszystkim nie bez powodu umieściłem słowo „odmiana” w cudzysłowie. „Odmiana” sugeruje bowiem coś nietypowego, pewien wariant odstający od normy. Żmija zygzakowata charakteryzuje się spektakularną zmiennością ubarwienia, odnalezienie dwóch tak samo ubarwionych osobników jest niemal niemożliwe. Potoczny podział na odmiany wynika z tego, że kolory żmij, mimo swojej zmienności, grupują się wokół różnych odcieni brązu i podobnych barw, np. rdzawej czy miedzianej (tak ubarwione węże bywają nazywane miedziankami) i wokół szarości. Odmiana czarna to z kolei węże w całości czarne. No, może nie do końca w całości, bo nawet u takich smolistych żmij niektóre łuski, zwłaszcza na głowie i z przodu ciała mogą być innej barwy, jednak u większości z nich zygzak jest niewidoczny lub jedynie słabo zaznaczony. Szare i brązowe fenotypy trudno nazywać odmianami, ponieważ reprezentują zupełnie typową zmienność związaną z płcią danego osobnika – osobniki bardziej brązowe to zazwyczaj samice, podczas gdy osobniki bardziej szare to zazwyczaj samce. Zazwyczaj, ponieważ zdarzają się wyjątki od tej reguły, a ponadto większość żmij rodzi (żmije to węże żyworodne, a nie jajorodne) się z ubarwieniem brązowym, niezależnie od płci, a zmiana barwy na ostateczną następuje wraz z wiekiem osobnika. Takie zróżnicowanie w sposobie wykształcenia cechy pomiędzy płciami określamy mianem dymorfizmu płciowego. Dymorfizm płciowy u gadów jest powszechnie znany, jednak najczęściej kojarzoną z dymorfizmem cechą jest u węży wielkość ciała. Dymorfizm w zakresie ubarwienia, czyli dichromatyzm, jest u tych zwierząt znacznie rzadszy. Przyczyny dichromatycznego ubarwienia żmii zygzakowatej nie są do końca znane i żeby spróbować je wyjaśnić musimy zastanowić się nad funkcją pełnioną przez zygzak.


Samica o brązowym ubarwieniu. fot. Stanisław Bury

Pierwsze badania sprawdzające funkcje zygzaka pochodzą ze Szwecji i zostały wykonane około 40 lat temu w bardzo pomysłowy sposób. Sztuczne modele węży, z zygzakiem lub bez, zostały rozłożone w terenie, po czym monitorowano które z nich budzą większe zainteresowanie drapieżników. Okazało się, że modele z zygzakiem były rzadziej atakowane przez ptaki niż modele pozbawione zygzaka. Na tej podstawie wywnioskowano, że zygzak pełni funkcje ochronne, prawdopodobnie ułatwiając kamuflaż i pozostanie niezauważonym. U wielu gatunków węży ubarwienie może chronić przed drapieżnikami jeszcze w inny sposób – jako sygnał odstraszający, zwany aposematycznym, który informuje, że jego nosiciel jest jadowity i lepiej go nie atakować. Klasycznymi przykładami są chociażby niektóre jaskrawo ubarwione gatunki węży, np. koralówki z rodzaju Micrurus (choć znaczenie ich ubarwienia jest nieco bardziej złożone niż mogłoby się wydawać, ale ta historia wymagałaby osobnego omówienia). Sygnały aposematyczne zawierają się w barwach i deseniach, które są albo dobrze widoczne albo łatwo rozpoznawalne albo jedno i drugie. Żmije zygzakowate do jaskrawych nie należą, ale zygzak jest wzorem powtarzalnym nie tylko w obrębie jednego gatunku, ale też u wielu innych gatunku z rodzaju Vipera występujących w Europie. Nie można więc wykluczyć, że przynajmniej częściowo pełni funkcję odstraszającą. Tę hipotezę również przetestowano, ale na innym gatunku z zygzakiem, żmii iberyjskiej (Vipera latastei). Ulokowanie sztucznych modeli węży na naturalnym podłożu nie pozwala stwierdzić czy mniejsze zainteresowanie drapieżników modelami zygzakowatymi wynika z tego, że są mniej widoczne wśród roślinności czy jest efektem zniechęcających właściwości zygzaka. Problem ten można rozwiązać na co najmniej dwa sposoby – umieszczając modele na podłożu, które uwydatnia ich widoczność, np. na białym arkuszu albo badając reakcje ludzi, bo ludzkich uczestników badania można po prostu zapytać czy dany model udało im się wypatrzeć czy nie. We wspomnianych badaniach na żmii iberyjskiej wykorzystano podejście pierwsze. Po raz kolejny modele z zygzakiem były atakowane przez ptaki rzadziej, ale nawet wówczas gdy możliwość kamuflażu została wykluczona poprzez umieszczenie sztucznego węża na transparentnym podłożu. Najwyraźniej obecność zygzaka zwróciła uwagę drapieżników i podziałała odstraszająco.


Melanistyczna samica. fot. Stanisław Bury

Żeby było ciekawiej, z zeszłym roku ten sam zespół badaczy przedstawił wyników obserwacji różnie ubarwionych modeli węży przez ludzi – zamiast rzucać się w oczy zygzak zdał się maskować, bo utrudniał zauważenie sztucznego węża. Po zebraniu tego wszystkiego razem, wygląda na to, że zygzak może jednocześnie kamuflować i przestrzegać. Przyroda lubi zaskakiwać, ale kamuflaż i odstraszanie w jednym? Brzmi abstrakcyjnie, bo niby jakim sposobem ubarwienie może nieść jakąkolwiek informację, skoro ma czynić niewidzialnym? Przychodzi mi do głowy pewne porównanie, które może to zobrazować, choć nie jestem pewien czy jest ono do końca adekwatne. Jestem uzależniony od zbierania grzybów. Z doświadczenia wiem, że wypatrzenie brązowego kapelusza prawdziwka wśród opadłych liści późnojesiennego podkarpackiego lasu nie jest łatwym zadaniem. Kiedy jednak taki kapelusz wpadnie w oko natychmiast wiem z czym mam do czynienia. Podobnie jak kapelusz prawdziwka na dnie lasu, ząbki ciemnego lub czarnego zygzaka na szarym lub brązowym tle grzbietu żmii znakomicie zlewają się z gęstwiną, w której leży wąż. Kiedy jednak dostrzeżemy regularność zygzaka w naszym mózgu błyskawicznie generuje się jednoznaczna informacja, że mamy do czynienia ze żmiją. Taka podwójna rola zygzaka może być skuteczna w ochronie przed szerokim spektrum drapieżników poszukujących ofiar przy pomocy wzroku – głównie drapieżnych ptaków. Zarówno takich, które są ostrożne i wolą wiedzieć czy mają do czynienia z jadowitą ofiarą, jak i takich, które ze żmiją radzą sobie bez problemu, a więc lepiej się przed nimi schować.

Szare, brązowe i piekielne

Wróćmy teraz do wspomnianego dichromatyzmu. U żmii zygzakowatej osobniki obu płci różnią się nie tylko barwą tła na grzbiecie, ale też stopniem jego skontrastowania z zygzakiem. W przeciwieństwie do ciemnobrązowego zygzaka samic zygzak samców jest zwykle czarny i znacznie lepiej zarysowany na jasnoszarym grzbiecie. Kontrast między zygzakiem, a tłem jest uwydatniony u samców po wiosennym linieniu, kiedy to przypada szczyt aktywności godowej. Samce poruszają się wtedy intensywnie po jeszcze nie zarośniętych miejscach w poszukiwaniu samic, przez co są szczególnie widoczne dla drapieżników. Skoro ryzyko bycia wypatrzonym i zjedzonym jest duże, to próby kamuflowania się są z góry skazane na małe powodzenie. Zamiast tego lepiej zaakcentować sygnał ostrzegawczy, na przykład takim wzmocnionym kontrastem na grzbiecie. Samice są bardziej osiadłe niż samce, zwłaszcza samice w ciąży, przez co korzystniejsza jest alternatywna strategia czyli pozostawaniu niezauważonym. Sprzyja temu ubarwienie, które u samic jest bardziej szarobure i zdecydowanie mniej kontrastowe niż u samców.


Pełna paleta barw – szary samiec i dwie samice, brązowa i czarna. fot. Stanisław Bury

Cała ta kombinacja barw i wzorów żmij zdaje się funkcjonować w bardzo złożony sposób chroniąc nosicieli i nosicielki przed drapieżnikami. Jak w takim razie radzą sobie żmije pozbawione tak złożonego ubarwienia, tj. osobniki całkiem czarne? Gdybym musiał użyć słowa „odmiana” użyłbym go wyłącznie w odniesieniu do żmij czarnych, zwanych melanistycznymi. Określenie melanizm oznacza nadprodukcję melaniny, czyli barwnika warunkującego ciemną barwę skóry. Mimo kosztów wynikających z upośledzenia ochronnych funkcji ubarwienia, żmije melanistyczne utrzymują się w licznych populacjach na przestrzeni wielu pokoleń niekiedy w znacznej frekwencji. Muszą zatem istnieć mechanizmy, które kompensują podwyższoną presję drapieżników u czarnych żmij. Najczęściej proponowanym jest pozytywny wpływ czarnego koloru skóry na tempo nagrzewania się – dobrze wiemy, że znacznie szybciej odczujemy skutki upału nosząc w słoneczny dzień czarną koszulką aniżeli białą. Dla ektotermicznych węży skuteczna termoregulacja jest konieczna dla efektywnego zdobywania i trawienia pokarmu, rozrodu itd. Takie korzyści termoregulacyjne melanistycznego fenotypu mogą bilansować koszty wysokiej presji drapieżników zwłaszcza w miejscach o surowszym klimacie, np. w górach i na północy.

Po co w ogóle ten wywód na temat roli wzorów na grzbiecie węży? W ostatnich latach toniemy w lawinie śmieciowych informacji, które są podawane łatwo i przyjemnie, ale coraz bardziej oddalają nas od otoczenia, w którym żyjemy. Błyskawicznie kojarzymy tytuły najnowszych seriali, ale nie mamy pojęcia jak nazywają się zwierzęta, które widzimy każdego dnia, np. ptaki w ogrodzie, które tak intensywnie teraz śpiewają. Niestety, nie jesteśmy i nigdy nie będziemy w stanie chronić przyrody, jeśli będzie dla nas obca lub powierzchowna. Nawet z pozoru pospolity zygzak żmii może być przedmiotem dociekań, a garść informacji i chwila refleksji pozwalają zastąpić strach i niechęć rozsądkiem i zaciekawieniem nawet w stosunku do owianej złą sławą żmii. Na własnej skórze przekonałem się, że historie, które możemy poznać przyglądając się innym gatunkom mogą okazać się bogatsze niż nasza, tylko zbyt rzadko po nie sięgamy. Może czas to zmienić?

 

 Dr Stanisław Bury
Zakład Anatomii Porównawczej
Wydział Biologii UJ 

 

Polecamy również
Genetyczne nożyczki w walce z wirusami RNA
Genetyczne nożyczki w walce z wirusami RNA
Przemysłowe hodowle zwierząt – środowiskowa i etyczna katastrofa
Przemysłowe hodowle zwierząt – środowiskowa i etyczna katastrofa
Zrozumieć dzikie pszczoły – zespół pierwiastków napędzany energią
Zrozumieć dzikie pszczoły – zespół pierwiastków napędzany energią
Pszczoły na diecie? [wideo]
Pszczoły na diecie? [wideo]