Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Nawigacja Nawigacja

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Łąka pełna kwiatów w środku miasta – co na to pszczoły?

Łąka pełna  kwiatów w środku miasta – co na to pszczoły?

Obecne trendy w projektowaniu zieleni miejskiej bardzo sprzyjają tworzeniu tzw. „kwietnych łąk”, które z założenia mają spełniać funkcje estetyczne oraz wspierać przetrwanie owadów w trudnych warunkach zabetonowanej przestrzeni. Problem w tym, że nie wiadomo, jak lokalizacja „kwietnych łąk” wpływa na zapylacze w miastach. Odpowiedzi na to pytanie poszukuje dr Joanna Kajzer-Bonk z Instytutu Zoologii i Badań Biomedycznych UJ i Zakładu Bioróżnorodności Instytutu Ochrony Przyrody PAN.

Czym właściwie jest „kwietna łąka”? Czy można zaliczyć do niej dowolną rabatkę w mieście? Nie do końca. Otóż, tego typu kompozycja, bardzo popularna od kilku lat na Zachodzie (a ostatnio także w Polsce), jest istotnym „rozluźnieniem” sztywnych założeń projektowania zieleni miejskiej. Nawiązuje ona do półnaturalnych kwietnych zbiorowisk roślinnych, dawniej oglądanych „zza płotu”. Tworzy ją mieszanka nasion (wysiewanych po uprzednim zdarciu darni trawników miejskich), niestety niejednokrotnie bez związku z polską florą, zawierająca w swoim składzie gatunki obce i potencjalnie inwazyjne. Zazwyczaj przedstawia się ją jako alternatywę dla nierzadko uciążliwych do utrzymania odgórnie zaplanowanych kompozycji krajobrazowych. Oczywistą kartą przetargową są względy estetyczne, a także powoływanie się na bogactwo dzikiej przyrody, która wspiera różnorodność oraz przetrwanie pożytecznych dla ekosystemu owadów.

W 2017 roku Zarząd Zieleni Miejskiej w Krakowie wydał 750 tysięcy złotych na utworzenie 10 hektarów łąk kwietnych, głównie w pasach przy- i między-drogowych [1]. Niestety, poza walorami estetycznymi, w tym momencie niewiele wiadomo o ich realnym wpływie na różnorodność fauny. Czy „kwietne łąki” z definicji wspomagające owady, usytuowane pomiędzy pasami jezdni mogą być dla nich zagrożeniem?

Dmuchawce, latawce… beton

Utrata różnorodności biotycznej jest obecnie jednym z najważniejszych problemów Antropocenu, czyli obecnej epoki zdominowanej działalnością człowieka [2,3]. Istotnym czynnikiem stwarzającym zagrożenie dla jej uszczerbku jest rozrost aglomeracji miejskich powodujących zanik i fragmentację siedlisk flory i fauny. Niestety, obecne szacunki nie prognozują poprawy tego zjawiska. Według kalkulacji Organizacji Narodów Zjednoczonych, w 2025 roku już ponad 60% mieszkańców świata osiedli się w miastach. Należy dodać do tego konieczną rozbudowę tzw. struktur liniowych (dróg i linii kolejowych) bardzo negatywnie wpływających na śmiertelność zwierząt, w tym niezwykle ważnego elementu ekosystemów – owadów [4,5].
W celu uniknięcia następstw prowadzących do destrukcji bioróżnorodności (która zagraża również gatunkowi ludzkiemu) rozpoczęto propagowanie oraz sprzyjanie zasiewaniu „kwietnych łąk”. Głównym założeniem tego typu przedsięwzięcia było stworzenie potencjalnego źródła pokarmu dla owadów w zabetonowanej przestrzeni siedlisk ludzkich. W perspektywie nieustannie zagęszczającej się tkanki miejskiej mają one również stać się ważnym ośrodkiem wspomagającym dzielenie wspólnej przestrzeni owadów z człowiekiem. Najczęściej tworzone są w formie ciągów bezpośrednio sąsiadujących z pasami drogowymi. Brzmi obiecująco, jednak i w tym przypadku medal ma drugą stronę.

Niebezpieczne związki

Niestety, jak się okazuje, tego typu rozwiązanie przyczyniło się do powstania kilku problemów. Po pierwsze, owady przyciągane przez rośliny, przyzwyczajone do swoich naturalnych wysokości lotu, mogą ginąć w zderzeniach z samochodami. Po drugie, ich obecność w obrębie „kwietnych łąk” mogłaby przyciągać organizmy z wyższych poziomów troficznych, czyli tych, dla których są one pożywieniem. Taka sytuacja może stanowić w istocie bardzo poważną pułapkę antropogeniczną, tworząc siedlisko charakteryzujące się obniżoną zdolnością do przeżycia osobników, które je zasiedlają.

Sukces „murowany”?

Aby poprawnie zidentyfikować i zrozumieć wszelkie kwestie związane z zakładaniem „kwietnych łąk” w ścisłych strefach urbanistycznych, w szczególności w bezpośrednim sąsiedztwie dróg, niezbędne są odpowiednio przeprowadzone badania w warunkach miejskich. Dr Joanna Kajzer-Bonk z Instytutu Zoologii i Badań Biomedycznych UJ właśnie rozpoczyna projekt dotyczący wpływu lokalizacji łąk kwietnych na zapylacze. W celu jego realizacji w różnych miejscach Krakowa rozstawiono 26 domków dla pszczoły samotnej z gatunku Osmia bicornis, czyli murarki ogrodowej. Dlaczego akurat murarka? Z uwagi na dobrze poznany cykl rozwojowy i wymagania środowiskowe, a także łatwość hodowli oraz brak agresji przy gnieździe, gatunek ten jest powszechnie stosowany w badaniach nad ekologią zapylaczy. W każdym domku badawczym umieszczono 100 kokonów tej pszczoły. 
Badania dr Kajzer-Bonk pozwolą uzyskać jednoznaczną odpowiedź na pytanie, czy lokalizacja „kwietnych łąk” ma znaczenie dla owadów oraz czy przyczynia się do podwyższenia śmiertelności zapylaczy, czy też – poprzez zwiększenie bazy pokarmowej – pozytywnie wpływa na współistnienie człowieka i owadów w obszarach miejskich. Rozwiązanie tego zagadnienia jest ważną kwestią, która w obliczu gigantycznych problemów związanych ze zmianami klimatycznymi [8], może pozwolić na efektywną ochronę tych pożytecznych stworzeń.
-------
Badania (zakup i montaż budek) zostały sfinansowane ze środków DS Instytutu Zoologii i Badań Biomedycznych UJ N18/DBS/000004.

 

 

Murarka ogrodowa (Osmia bicornis L.) jest jedną z ponad 450 gatunków pszczół samotnych żyjących w Polsce [6,7]. Owad ten ma niezwykle ciekawą biologię, wyrażoną częściowo już w samej nazwie gatunkowej: murarki ogrodowe w pustych łodygach roślin murują dla potomstwa ścianki „pokoików” (komórek) z gliny. Niegdyś powszechna pod strzechami domostw, dziś znów wraca w pobliże człowieka, zasiedlając specjalnie dla niej wystawiane domki. Popularność w sadownictwie zapewniły jej wysoka efektywność zapylania wielu gatunków roślin, łatwość hodowli oraz łagodna natura (posiada żądło lecz prawie nigdy go nie używa).
Swoje gniazda zakłada w zamkniętych z jednej strony, pustych łodygach roślin np. rurkach trzcinowych. Gromadzi w nich zapasy pokarmu dla potomstwa, przy okazji bardzo skutecznie zapylając nasze ulubione jabłonie, grusze, śliwy… Co ciekawe, murarka jest brzuchozbieraczką – zgarnia pyłek za pomocą szczoteczki z włosków umieszczonych po brzusznej stronie ciała. W łodydze gromadzi i ubija pyłek z domieszką nektaru, po czym składa jajo, a następnie zamurowuje komórkę ścianką z gliny. W komórkach rozwijają się larwy, które zjadają zapasy zgromadzone przez samicę i przędą kokon, w którym przeobrażają się pod koniec lata, spędzając w nim zimę. Wraz z nadejściem wiosny, nowe pokolenie opuszcza rurki gniazdowe.

Grafika w tekście: Budka dla murarki postawiona w Parku Decjusza w Krakowie.

--------

Literatura:

[1] ZZM (2017)  

[2] Tollefson, J (2019) Humans are driving one million species to extinction. Nature 569, 171.

[3] Ripple WJ et al. (2017) World Scientists’ Warning to Humanity: A Second Notice. BioScience 67, 1026–1028.  

[4] Forman RTT et al. (2003) Road Ecology: Science and Solutions. Island Press.

[5] Skórka P, Lenda M, Moroń D, Kalarus K, Tryjanowski P (2013) Factors affecting road mortality and the suitability of road verges for butterflies. Biological Conservation 159 148–157.

[6] Pawlikowski (2001)

[7] Kierat (2019)

[8] IPCC

----------

Ciekawe? Przeczytaj także:

Polecamy również
Jak ze stresem radzą sobie rośliny?
Mikroplastik w powietrzu - konkurent dla smogu?
Diety roślinne – co jest prawdą, a co mitem?
Alicja po drugiej stronie lustra