Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

 

Mową

Wydawałoby się, że ten aspekt popularyzacji matematyki jest zdecydowanie mniej istotny, słowo mówione jest ulotne. Tymczasem jest to nad wyraz ważny sposób przekazywania wiedzy o nauce i całkiem dobrze u nas realizowany. Z jednej strony znakomicie działają uniwersytety i towarzystwa naukowe. Organizowane są wykłady oraz warsztaty – zarówno jednorazowe, jak i cykliczne. Świetnie działają uniwersyteckie kółka matematyczne. Mamy w Polsce spore grono znakomitych nauczycieli-pasjonatów, którym bardzo zależy na matematycznym rozwoju swoich uczniów. Częste są wykłady nauczycieli akademickich w różnych szkołach i miastach. W ten sposób matematyka „trafia pod strzechy". Zainteresowanie słuchaczy pokazuje, że z sympatią młodzieży do „królowej nauk" wcale nie jest tak źle.

Można zadać pytania o styl wykładania i o szczegóły związane z prezentacjami. Jak jednak sensownie streścić popularne matematyczne wykłady? Najlepiej po prostu w nich uczestniczyć i zobaczyć. Ale, uwaga! „Zobaczyć" nie znaczy „zrobić tak samo". Trzeba pamiętać o kilku ważnych rzeczach. Każdy wykładowca ma swój prywatny styl mówienia, swój charakter. Wykładać należy zgodnie ze swoją osobowością – może się okazać, że próba naśladowania świetnego sposobu wykładania, ale nie pasującego do osoby naśladującej, nie wyjdzie dobrze. Oglądając inne prelekcje, należy dostrzegać nie tylko ich zalety, ale także i wady, co może pomóc w przygotowaniu własnych wystąpień. Musimy też zdawać sobie sprawę z tego, że gusty bywają różne i niekoniecznie to, co budzi zachwyt jednego, spodoba się drugiemu.

Parę lat temu w TV4 nadawany był program „MAT+MA – zobacz, jakie to proste", złożony z 75 trzyipółminutowych filmów edukacyjnych. Nie podobał mi się – zapewne dlatego, że – jak się potem dowiedziałem – materiał przedstawiali aktorzy. Mówiąc o matematyce, trzeba znakomicie rozumieć o co chodzi, w odpowiednim miejscu podnieść głos, zawiesić go, coś pokazać. Aktor, który nie rozumie o co chodzi, nie wie, w czym tkwią trudności, w konsekwencji nie przekaże treści matematycznych właściwie. Ponadto kilka minut to nie jest odpowiedni czas na wytłumaczenie problemów matematycznych, ja, zawodowy matematyk, nieraz gdybym sam nie wiedział, o co chodzi, to w oparciu o ten program wiele bym nie zrozumiał. A podobno produkcja kosztowała 113 milionów złotych.

Ongiś wspólnie ze Zdzisławem Pogodą opracowaliśmy dziesięć reguł, których staramy się przestrzegać, gdy mówimy o matematyce [Zob. Krzysztof Ciesielski, Zdzisław Pogoda (2012), „Some remarks on popularizing mathematics or a magic room", w: E.Behrends, N.Crato, J.F.Rodrigues (red.), „Raising public awareness of mathematics", Springer]. Wydawały się one nam dość naturalne, choć warte wyróżnienia. Wyszczególniliśmy między innymi to, że zawsze należy o tematyce, o której się mówi, wiedzieć znacznie więcej, niż się powie, ale też absolutnie nie próbować mówić wszystkiego, co się wie. Inne uwagi dotyczyły tego, żeby mówić zawsze do sali, nie zaś do tablicy czy do ekranu, ponadto by śledzić, jak słuchacze odbierają wykład i, w zależności od tego, ewentualnie modyfikować przygotowany plan.

Siecią

Dziś jednym z najważniejszych źródeł informacji jest internet, praktycznie każdy może założyć stronę internetową. W sieci są też liczne strony matematyczne – ale popularyzacja matematyki poprzez to medium nie może być oceniona jednoznacznie. Z jednej strony to wspaniale, że matematyka jest w ogóle reklamowana. Z drugiej, niejednokrotnie na takich stronach, tworzonych nawet przez entuzjastów, w podanych informacjach jest masa niedokładności, pomyłek albo wręcz istotnych błędów. Co w takiej sytuacji robić? Po prostu należy zdawać sobie sprawę z „ograniczonej wiarygodności" stron internetowych. Obok stron nad wyraz profesjonalnych znaleźć można takie, z których czerpanie wiedzy może zaszkodzić. 

Należy pamiętać, że materiały umieszczane w internecie rzadko są sprawdzane przez ekspertów. Dlatego lepiej na początku traktować je z pewną rezerwą, sprawdzając dane w wiarygodnych źródłach (w tym internetowych). Jeśli strona jest firmowana przez renomowaną uczelnię wyższą, towarzystwo naukowe, to zazwyczaj można jej ufać. Bezdyskusyjnie jednak, w internecie można znaleźć całą masę pasjonujących materiałów, i nieraz aż szkoda, że brakuje czasu na śledzenie ich tak dokładnie, jakby się chciało. Uwaga – nie wszystkie ciekawe materiały, w tym teksty i zdjęcia, są zamieszczane na ogólnie dostępnych stronach internetowych. Wiele osób nie chce pewnych rzeczy udostępniać w sieci. Czemu? Po prostu, użytkownicy internetu nazbyt często korzystają z opcji „kopiuj – wklej". Niejednokrotnie zetknąłem się z wykorzystaniem ciekawych materiałów czy wręcz niemal dosłownych fragmentów tekstu bez podania danych prawdziwego autora. Oczywiście, nie dotyczy to wyłącznie sieci, lecz kopiowanie z niej jest znacznie łatwiejsze.

Dobrych stron popularyzujących matematykę jest wiele. Bardzo ciekawą jest strona „Mathematics in Europe" pod patronatem Raising Public Awareness Committee of the European Mathematical Society; jest ona częściowo dostępna w języku polskim. Ze stron redagowanych w Polsce na uwagę zasługuje Wrocławski Portal Matematyczny.

Demonstracją

Wiele rzeczy związanych z nauką można pokazać „praktycznie". Okazuje się, że dotyczy to również matematyki. Wystawę związaną z historią, biologią, geologią można sobie wyobrazić bez trudu, ale z matematyką? Co tu pokazać? Tymczasem okazuje się, że można. Wykonanie tego nie jest rzeczą banalną, co nie znaczy, że niemożliwą. Oto kilka przykładów. W grudniu 2012 roku w Collegium Maius UJ została otwarta bardzo ciekawa ekspozycja „Wszystko jest liczbą" przygotowana przez Macieja Kluzę z muzeum uniwersyteckiego UJ.

Wystawa jest interaktywna – widzowie zapoznają się z wybranymi zagadnieniami matematycznymi za pomocą eksperymentów i zabawy. Umieszczając odpowiednio sznurek, układając bryły, przesuwając klocki, obserwując cienie czy grając na cymbałkach, można – w oparciu o opisy umieszczone obok – zrozumieć liczne fakty matematyczne, zarówno odkryte dawno, jak i związane ze współczesnymi wynikami. W roku 2011 w kilku miastach pokazano polską wersję niemieckiej wystawy „Imaginary", przygotowanej w Instytucie Matematycznym w Oberwolfach. Tu zasada prezentacji była inna. Na plakatach pięknym kolorowym powierzchniom w przestrzeni trójwymiarowej towarzyszyły wzory opisujące te powierzchnie oraz wytłumaczenie, co one przedstawiają. Symbolem wystawy jest owoc cytrusowy, opisany wzorem x2 + z2 = y3(1–y)3.

Matematykę można też pokazywać „na ulicy". Od pewnego czasu w różnych miastach organizowane są co roku (pod rozmaitymi nazwami, w Krakowie jest to Festiwal Nauki, w stolicy Warszawski Piknik Naukowy) niestandardowe imprezy upowszechniające naukę – w tym matematykę. Na specjalnych stoiskach czy w namiotach prezentowane są (zazwyczaj przez studentów) rozmaite atrakcje. Można zarówno pobawić się układanką logiczną, jak i dowiedzieć się o rezultatach współczesnych prac naukowych. Podobnego rodzaju inicjatywą, tyle że zagraniczną, są matematyczne prezentacje („maths busking"), które w lipcu 2012 roku mieliśmy okazję oglądać w Krakowie, z okazji 6 Europejskiego Kongresu Matematyki. Prowadzone one były przez matematyków z Anglii i Chorwacji, wspieranych przez krakowskich studentów. Pokazy te polegały na tym, że kilkuosobowa grupa próbowała zainteresować przechodniów matematyką. Na przykład, odpowiednio wiązano ochotnikowi ręce i kazano się wyplątać ze sznurka (co można zrobić stosując odpowiednie reguły), tworzono figury geometryczne z pasków papieru, spacerowano po wielkich kartach do gry ułożonych na chodniku.

Poprawnie i zrozumiale

Gdybym miał udzielić krótkiej odpowiedzi na pytanie, jak popularyzować matematykę, nawiązałbym do starego dowcipu. Malarz Jan Styka tworzył na płótnie obraz Pana Boga. I jednej nocy ukazał się Styce we śnie Pan Bóg i powiedział: „Styka! Ty mnie nie maluj na klęczkach! Ty mnie maluj dobrze!" W tym dowcipie tkwi sedno sprawy. Mogą istnieć różne style popularyzacji matematyki, różne metody. Ale na pytanie „jak?" odpowiedziałbym krótko: „przede wszystkim poprawnie" oraz dodałbym „i zrozumiale".

Tymczasem w popularyzowanej matematyce niejednokrotnie pojawiają się błędy. Kompetentnym matematykom nieścisłości zdarzają się raczej rzadko. Jeśli jednak zaczniemy się dokładniej przyglądać matematyce prezentowanej w różnych źródłach to, jak w słynnym cytacie z „Kubusia Puchatka", im bardziej będziemy się przyglądać, tym więcej usterek czy błędów znajdziemy. Oto aktualny przykład. W matematyce przyznawana jest niezwykle prestiżowa Nagroda Abela. Tytuł ze strony internetowej: „Pierre Deligne rozwiązał zagadkę matematyczną, otrzyma milion dolarów". W treści notki czytamy: „68-letni profesor otrzymał tegoroczną najbardziej prestiżową nagrodę w dziedzinie matematyki – Prix Abel – odpowiednik Nagrody Nobla. Pierre Deligne z Instytutu Badań Zaawansowanych w Princeton w stanie New Jersey (USA) wzbogacił się o milion dolarów. Odegrał on kluczową rolę w łączeniu geometrii algebraicznej z innymi dziedzinami matematyki. To właśnie za rozwiązanie skomplikowanej matematycznej zagadki został tak hojnie wynagrodzony." Radość z tego, że matematyka pojawiła się na głównej stronie mąci fakt, że w tak krótkim tekście znajdziemy kilka błędów, a razi od razu sam tytuł. Matematyka zirytuje słowo „zagadka". Zagadki mogą stanowić preludium do matematyki, zagadką jest na przykład pytanie: „jak to możliwe, że kierowca ma brata, a brat kierowcy nie ma brata?" W tym przypadku, jeśli coś zostało rozstrzygnięte, to naukowy problem. Jednakże Nagrody Abela nie przyznaje się za rozstrzygnięcie konkretnego problemu (o zagadkach już nie mówiąc), ale za olbrzymi wkład w pewną teorię, a nieraz wręcz jej utworzenie. Deligne zaś otrzymał nagrodę za (cytat z protokołu jury) „doniosły wkład w geometrię algebraiczną i jej wpływ na przeobrażenie teorii liczb, teorii reprezentacji i działów pokrewnych". Poza tym osobom wiedzącym to i owo o matematyce tytuł skojarzy się od razu z tzw. problemami milenijnymi; za rozwiązanie każdego z nich Clay Mathematics Institute ufundował nagrodę w wysokości miliona dolarów. Pierwszą myślą czytelnika jest więc, że Deligne rozstrzygnął któryś z tych problemów, co nie jest prawdą. Drobiazgiem przy tym jest, że w całym tekście nie pada nazwa „Nagroda Abela", przyjęta w języku polskim. Oczywiście, dziennikarz nie może wiedzieć wszystkiego. W sytuacji jednak, gdy chce napisać o matematyce, i pewne rzeczy nie są dla niego jednoznaczne, powinien skonsultować materiał z ekspertem, po to właśnie, by uniknąć (nawet przypadkowo popełnionych) błędów i usterek.

Obok poprawności niezwykle ważne jest, by odbiorcy zrozumieli przekazywane im treści. Rzecz jasna, nie należy wymagać, by każdy zrozumiał wszystko. Jednak sama poprawność nic nie da, jeśli ci, którym tę wiedzę przekazujemy, niczego z tego nie będą wiedzieli. A w matematyce zrozumienie to podstawa. Oczywiście, najpierw ten, który dane fakty matematyczne popularyzuje, sam je musi rozumieć. Nie może być tak jak w innym dowcipie: „Tłumaczę im – nikt nie rozumie. Tłumaczę drugi raz – nikt nie rozumie. Tłumaczę trzeci raz, czwarty... Już sam zaczynam rozumieć, a na sali dalej nikt nie rozumie!"

Matematyka powinna być popularyzowana dobrze i merytorycznie poprawnie. Zacytuję Marka Kordosa, długoletniego redaktora naczelnego „Delty": „Mój ideał to coś, co się nazywa mówiąca nauka: jestem zdania, że ludzie nauki powinni się nauczyć tak mówić, żeby ludzie «nienauki» chcieli ich słuchać. To jest jedyna metoda, aby nauka uzyskała społeczną akceptację. Uważam, że ludzie nauki powinni informować, co robią, i umieć to wytłumaczyć" [Krzysztof Ciesielski, Zdzisław Pogoda (2002), „Z Markiem Kordosem o Delcie", w: D.Ciesielska, K.Ciesielski, Z.Pogoda, Epsilon, Wydawnictwo Szkolne Omega]. Popularyzować należy zatem przy czynnym udziale fachowców, a najlepiej po prostu, by robili to ludzie nauki: matematykę – matematycy. I takie działanie powinno być odpowiednio doceniane i honorowane, ale to już inny element sprawy.

Foto od góry:

  • Niby to oczywiste, ale wciąż wielu mówców zapomina, że należy mówić do słuchaczy, nie zaś do tablicy lub ekranu. Foto: © Blueximages | Dreamstime.com
  • Zobacz: imaginary.org
  • „Maths busking" przed Collegium Novum UJ. Foto: Krzysztof Ciesielski
Polecamy również
Strona internetowa: którędy do badań?
Science market. Czy komercyjny marketing może inspirować promocję nauki?
Popkultura w otoczeniu nauki
Dlaczego popularyzacja nauki jest dla mnie tak ważna?
Strony: 1  2