Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Nawigacja Nawigacja

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Popkultura w otoczeniu nauki

Popkultura w otoczeniu nauki

Celem tego tekstu jest zwrócenie uwagi na fakt dość oczywisty, choć często niedostrzegalny – komunikacja naukowa podlega rozmaitym wpływom. Jeżeli kieruje się ona na zewnątrz świata nauki, wówczas czerpie i realizuje się w ramach fenomenu, nazywanego kulturą masową, popkulturą i/lub kulturą konsumpcyjną.

Więcej o nauce?! Dołącz do profilu strony. www NAUKA.uj.edu.pl na Facebooku 

 

Piotr Żabicki

Socjolog, doktor nauk humanistycznych, odpowiedzialny na UJ za promocję nauki, inicjator i współorganizator Forum Nowej Nauki (2012), Szkoły Promocji Nauki i innych inicjatyw związanych z komunikacją w nauce. Członek Polskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Naukowych – naukowi.pl. piotr.zabicki@uj.edu.pl


Na wstępie pragnę rozstrzygnąć ewentualne wątpliwości: to nie jest naukowy tekst kulturoznawczy, którego przedmiotem badań są relacje między nauką a popkulturą. Czytelnik nie znajdzie w nim krytycznego spojrzenia na rozliczne teorie kultury masowej ani rozbudowanej analizy danych empirycznych. Nie wdaję się też w terminologiczne rozróżnienia między popkulturą, konsumpcją i kulturą masową. Dla tego artykułu nie mają one zasadniczego znaczenia. Moim zamierzeniem jest stworzenie tekstu narzędziowego, w którym zaznaczę różne wątki i motywy przydatne do konstruowania własnej strategii promocji nauki.

Nauka wspiera się na dwóch filarach: badaniach i nauczaniu. Fundamenty te nie istnieją jednak w próżni. Rozliczne są relacje między sferą nauki a pozostałymi częściami świata społecznego. Obszar, na którym dochodzi do tych kontaktów, nazywamy otoczeniem nauki. To metaforycznie widziana przestrzeń, gdzie m.in. ma miejsce spotkanie naukowca z biznesem (np. w przypadku sprzedaży patentu), wywiad, którego badacz udziela dziennikarzowi lub pokaz popularnonaukowy, w którym eksperymentatorzy z uczelni zachęcają widzów do zainteresowania pięknem wiedzy. Na wiele z tych działań przemożny wpływ ma popkultura – to istniejące w jej ramach wyobrażenia o nauce nakładają się na sposób prowadzenia wspomnianego wywiadu i przebieg popularnonaukowego spektaklu, są też obecne, choć może w bardziej subtelnej formie, w relacji naukowiec – biznes.

Popkultura (tak jak i cała sfera kultury) doczekała się również – wzorem nauk biologicznych – swej teorii doboru. Tak jak w ewolucji biologicznej nośnikiem informacji jest GEN, tak w ewolucji kulturowej rolę tę spełnia MEM, stąd nauka zajmujaca się przekazywaniem informacji kulturowej nazywa się MEMETYKĄ.

Zobacz np.:

  • Richard Brodie (1997) „Wirus umysłu", TeTa Publishing;
  • Susan Blackmore (2002) „Maszyna memowa", REBIS.

Popkultura: atrybuty

Czym więc jest popkultura, że należy ją brać pod uwagę, opowiadając ludziom o apoptozie komórki lub „dwuwymiarowej powierzchni obrotowej zanurzalnej w przestrzeni trójwymiarowej, powstałej przez obrót okręgu wokół prostej leżącej w tej samej płaszczyźnie i nieprzecinającej go"? (hasło "Torus" - Wikipedia)

Popkultura to zestaw tych produktów, które adresowane są i używane przez masowego odbiorcę. Przez produkty rozumiemy nie tylko towary, które można nabyć w sklepie, ale i całą gamę innych „dóbr", które do nas trafiają: seriale i programy telewizyjne, utwory muzyczne, audycje radiowe, gry i strony internetowe, ogłoszenia na tablicach reklamowych itd. Jeśli więc któreś z tych dóbr cieszy się znaczną popularnością (oglądalnością, słuchalnością, ilością wejść na stronę) to, z nielicznymi wyjątkami, można uznać je za element popkultury.

Innym atrybutem popkultury jest standaryzacja produktów – to, na co często narzekamy, mówiąc: „w każdym sklepie to samo" lub „sto programów, a nie ma czego oglądać w telewizji". A jednak ludzie masowo chodzą do sklepów i nie mniej licznie oglądają telewizję – ludzie widziani nie w skali pojedynczego odbiorcy, ale mas, które spędzają dzień w hipermarkecie (niekoniecznie dzień wolny od pracy – zobaczcie, ile osób snuje się po centrach handlowych około południa, w jakikolwiek ze zwykłych dni tygodnia), a wieczorem pstrykają pilotem, patrząc w zmieniające się obrazy telewizyjnego spektaklu.

Masowo wykorzystywane i ujednolicone dobra muszą się jednak charakteryzować czymś więcej niż tylko praktyczną użytecznością. Dostrzegając je, ludzie powinni zauważać ów kulturowy dodatek, który ze zwykłego przedmiotu czyni rzecz godną prezentacji, zazdrości, symbol prestiżu. Nie będzie więc elementem popkultury zwykła łopata, ale jeśli do łopaty zostanie przypisane (bo czemu nie?) miano produktu dekoracyjnego, który będziemy wystawiać w salonie swego domu, a jeszcze dodatkowo, jeśli owa łopata zostanie pokazana w rękach celebryty, który na ekranie popularnego telewizyjnego show mości dla niej miejsce w bajecznym apartamencie, wówczas możemy być pewni, że stanie się ona dobrem popkultury.

Centrum handlowe i związane z nim pojęcie „konsumpcji" jest, generalnie rzecz ujmując, charakterystyczne dla definiowania popkultury. Pomaga zrozumieć, czym ona jest w rzeczywistości. To właśnie dobra kultury popularnej konsumujemy, pałaszując je, jak zestaw śniadaniowy w barze. Trochę nienachalnej muzyki, jakiś komediowy spektakl w teatrze (o ile w ogóle teatr wchodzi w grę), frywolny kryminał do poduszki, bogato ilustrowany artykuł w sieci (w kulturze popularnej przewaga obrazu nad tekstem jest bardzo wyraźna). Z powodu braku czasu, w pędzie życia codziennego, ale i często w wyniku poddania się trendom wybieramy w sklepie kurtkę w „jedynym modnym w tym sezonie kolorze" (choć dotąd kolor ten absolutnie nie mieścił się w palecie naszych ulubionych barw), a zastanawiając się nad filmem w telewizji, decydujemy się na dwudziestominutowy odcinek sitcomu kosztem trzygodzinnego filmu o trudnych relacjach żydowsko-palestyńskich.

W jednym z numerów magazynu „Wired" Nancy Miller pisze: „Muzyka, telewizja, gry, filmy, moda: pochłaniamy dziś popkulturę w ten sam sposób, w jaki czerpaliśmy przyjemność z cukierków i chipsów – w wygodnie zapakowanych kawałkach o wielkości kęsa, wyprodukowanych w celu wygodnego schrupania, z rosnącą częstotliwością i w maksymalnym tempie".

Nauka w PopLabie

Dla wielu badaczy (i rzecz jasna nie tylko dla nich) wizja przedstawiona w ostatnich akapitach jest traumatyczna i odległa o tysiące lat świetlnych od ich postrzegania świata nauki (często wyidealizowanego – przyznajmy to!). Z jednej strony kulturalna pustka, z drugiej krajobraz pełen pasji, wyzwań, chęci odkrywania i poznawania. Z jednej strony kult przeciętności i „niemyślenia", z drugiej apoteoza umysłu i wyjątkowości wielu pokoleń naukowców. Czy te galaktyki mogą się spotkać?

Oczywiście! Bo popkultura to nie demon o nadludzkich mocach (a już szczególnie nie taki, który może wygrać w zetknięciu z racjonalnością nauki). Więcej, komunikacja naukowa może z powodzeniem (i powinna) popkulturowe elementy, trendy i strategie wykorzystywać. Jak? Przyjrzyjmy się przykładom.

Przykład 1: „Symphony of Science"

W 2009 roku muzyk i kompozytor John Boswell opublikował pierwsze nagranie z serii „Symphony of Science". Do 2013 roku ukazało się siedemnaście utworów, które są połączeniem muzyki elektronicznej ze zmiksowanymi wypowiedziami światowej sławy naukowców. Z wypowiedziami tak elektronicznie przetworzonymi, że tworzą spójną całość. W jego utworach fragmenty wykładów, prezentacji, komentarzy np. Isaaca Asimova, Richarda Dawkinsa, Stephena Hawkinga, Davida Attenborougha i wielu innych ludzi świata nauki – dzięki zaawansowanej audiotechnologii – tworzą teksty nowoczesnych utworów. Słuchamy w nich o genezie homo sapiens, początkach Wszechświata, pięknie biologicznej ewolucji, globalnym ociepleniu i wielu innych fascynujących, naukowych zagadnieniach.

Boswell użył nieoczekiwanego połączenia muzyki z nauką, aby trafić z tym przekazem do generacji mediów cyfrowych, do „ludzi Internetu". Jak pokazuje oglądalność naukowej symfonii na portalu YouTube (każdy z utworów jest prezentowany jako wideoklip, a utwór „A Glorious Dawn" odtworzono ponad 8 mln razy), udało się to nad wyraz dobrze.

Oprócz talentu muzycznego Boswella, oprócz niewątpliwego czaru nauki, przyczyną powszechnego sukcesu tych brzmień było odwołanie się do wzorców i narzędzi popkultury. Nowoczesne dźwięki, szybko zmieniające się kadry wideo, wykorzystanie potencjału mediów społecznościowych (YouTube), w których informacja rozchodzi się z efektem śnieżnej kuli, to podstawowe atrybuty, które zamieniły, być może ciekawy, ale jednak tylko wykład uczonych, w pulsujące słowa piosenki, wpadające w ucho, łatwe do zapamiętania i nucenia w każdych warunkach. Wraz z „Symphony of Science" nauka wyszła ze swej wieży, by pokazać ekscytujący świat wiedzy ludziom, słuchającym muzyki w samochodach, w kąpieli, w przerwie na lunch. W ten sposób wykorzystany został jeden z głównych motywów popkultury – świętowanie codzienności. Tak jak współczesna telewizja zamieniła nudne studio, w którym prezenter monotonnie odczytywał wiadomości, na pełen kolorów, przewijających się ludzi i nieustannych błyskotliwych rozmów niemalże domowy salon (zobaczcie np. programy telewizji śniadaniowych), tak „Symphony of Science" wcisnęła się do słuchawek osób uprawiających jogging, odpoczywających i czytających. Przy tym, nauka w takim wydaniu nie straciła nic ze swej rzetelności i estymy. Po prostu została inaczej opakowana.

Foto od góry:

  • „Dobra kultury popularnej właśnie konsumujemy, pałaszując je, jak zestaw śniadaniowy w barze lub... wcierając je w swe ciało, jak balsamiczny krem o konsystencji spełnionych marzeń". Ilustracja pochodzi z czasopisma NIMB nr 13 [CC-BY-NC-SA].
  • Inny przykład „muzyki naukowej". Płyta Biophilia (2011) islandzkiej artystki Björk. Głównymi bohaterami tekstów są wirusy, komórki, grawitacja, ciemna materia, DNA. Okładka: © www.bjork.com

 

 

Strony: 1  2