Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Nawigacja Nawigacja

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Brexit–bomba z opóźnionym zapłonem czy rozwód z UE?

Brexit–bomba z opóźnionym zapłonem czy rozwód z UE?

29 marca mija ostateczny termin opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię. Sytuacja jest na tyle ciekawa, że postanowiliśmy się jej przyjrzeć tym razem z politologicznego punktu widzenia. Co brexit oznacza dla Wielkiej Brytanii, Unii Europejskiej i Polski? Przewodnikami po meandrach polityki brytyjskiej będą doktorantka Marta Cimke oraz dr Michał Dulak z Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych UJ.

Brexit (z ang. British exit), to słowo odmieniane przez wszystkie przypadki w ostatnich tygodniach. Zgodnie z artykułem 50 Traktatu o Unii Europejskiej każde Państwo Członkowskie może, zgodnie ze swoimi wymogami konstytucyjnymi, podjąć decyzję o wystąpieniu z niej. 23 czerwca 2016 roku odbyło się ogólnonarodowe referendum, w trakcie którego obywatele Wielkiej Brytanii odpowiedzieli na pytanie: Czy uważasz, że Wielka Brytania powinna być członkiem Unii Europejskiej? (ang. Should the United Kingdom remain a member of the European Union or leave the European Union?)

Przy frekwencji na poziomie 72,2% ponad połowa głosujących opowiedziała się za wyjściem ze struktur UE. I chociaż głosowanie miało niewiążący charakter, to gabinet premier Theresy May na wieść o wynikach głosowania, uznał, iż należy uszanować głos obywateli i rozpoczął formalności związane z opuszczeniem Unii Europejskiej. 29 marca 2017 r. oficjalnie rozpoczęto procedurę – szefowa angielskiego rządu wystosowała w tej sprawie list do Donalda Tuska, przewodniczącego Rady Europejskiej.

Tutaj sytuacja zaczyna się robić ciekawsza, ponieważ politykom i przedstawicielom unijnym zostały niecałe dwa miesiące na wynegocjowanie warunków brexitu. W najgorszym wypadku państwo opuści struktury UE bez żadnego porozumienia, a to sprawiłoby, że z dnia na dzień bylibyśmy świadkami ogromnego chaosu komunikacyjnego, gospodarczego, finansowego i migracyjnego. Nim jednak przejdziemy do opcji, jakie pozostały brytyjskiemu parlamentowi, warto zadać sobie pytanie, skąd w ogóle wziął się pomysł na takie zmiany?

„I want my money back!”

Naszą podróż po Anglii warto rozpocząć, cofając się o kilkadziesiąt lat. Mieszkańcy Wysp nigdy nie byli wielkimi euroentuzjastami – podchodzili do tej kwestii bardziej instrumentalnie, dopatrując się w konkretnych rozwiązaniach i mechanizmach efektów, które sprawią, że obecność w strukturach unijnych zwyczajnie będzie opłacalna. W procesie przekonywania niebagatelną rolę odegrały czynniki ekonomiczne (wzrost ekonomiczny Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej w 1965 r. był o 4,5 punktu procentowego większy niż na Wyspach), w związku z tym ostatecznie dołączenie do Wspólnoty nastąpiło w 1973 r.

Szybko okazało się, że z Wielka Brytania nie będzie łatwym partnerem do rozmów. Dość powiedzieć, że w latach 80. XX wieku, premier Margaret Thatcher udało się wynegocjować tzw. rabat brytyjski, czyli nic innego jak finansową rekompensatę za to, że mieszkańcy Wysp więcej oddają do budżetu UE, niż z niego dostają. Ogromna część unijnych pieniędzy przeznaczana była i jest w dalszym ciągu na rolnictwo (obecnie to ok. 40%, w latach 70. XX wieku 70%), które na Wyspach stanowi niewielką część gospodarki. Do historii przeszły słowa premier Thatcher, która w trakcie negocjacji z przedstawicielami Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, miała powiedzieć: I want my money back!, co wyrażało jej niezgodę na niesprawiedliwie traktowanie jej kraju w relacjach z Wspólnotą.

Dlaczego brexit i dlaczego teraz?

Marta Cimke, doktorantka z INPiSM UJ zaznacza, że przyczyny brexitu są złożone i wielowymiarowe. Do najważniejszych z nich możemy zaliczyć zachowawczą i eurosceptyczną postawę zarówno wśród społeczeństwa, jak również wśród polityków Partii Konserwatywnej, co pociągnęło za sobą reorientację polityki względem Unii Europejskiej w ówczesnym rządzie Davida Camerona (obietnica przeprowadzenia referendum).

Nie bez przyczyny podaje się również kwestie związane z kryzysem migracyjnym, a co za tym idzie mniejszościami narodowymi zamieszkującymi Wyspy (tamtejszy urząd statystyczny ONS podał, że w 2017 r. w Wielkiej Brytanii przebywało 1,021 mln Polaków). Wyjście z UE pozwoliłoby więc na uregulowanie tej kwestii samodzielnie przez rząd w Londynie. W końcu, jak wskazuje Cimke, zarówno z punktu widzenia społeczeństwa, gospodarki krajowej oraz budżetu krajowego, istotą rolę odgrywają również czynniki ekonomiczne. Wielka Brytania pozostaje jednym z Państw Członkowskich, które ponosi największe koszty wpłat do budżetu unijnego (dla Wysp to ok. 12,75 mld euro, porównując dla Polski to 3,55 mld euro – przyp. red.). Należy także wspomnieć o kwestiach tożsamościowych. Charakterystyczne dla mieszkańców Zjednoczonego Królestwa podejścia izolacjonizmu, instrumentalizmu oraz pragmatyzmu odegrały istotną rolę w budowie tożsamości brytyjskiej, dlatego też czują się oni mniej Europejczykami niż inni obywatele kontynentu – wskazuje Cimke. Wyjście z brexitu, według jego zwolenników, ma pociągnąć za sobą szereg korzyści politycznych i ekonomicznych dla Wielkiej Brytanii, aczkolwiek rachunek wbrew pozorom nie musi wyjść na plus, jak chcieliby tego zwolennicy opuszczenia UE.

 

System naczyń połączonych

Impas trwający w parlamencie nie wróży niczego dobrego. Do historii przeszły debata i głosowanie w Izbie Gmin nad umową brexitową, które gabinet Theresy May przegrał znacząco (aż 230 głosów przeciwnych). Kością niezgody w samej Partii Konserwatywnej jest również kwestia granicy Irlandii z Irlandią Północą tzw. backstop – powstrzymujący jej utworzenie między tymi krajami po brexicie. Na ten moment ciężko odpowiedzieć na jakich warunkach, zaakceptowanych przez polityków, Wielka Brytania opuści Unię Europejską. Dr Michał Dulak przewiduje, że konsekwencje dla zwykłych obywateli przy założeniu, że Brytyjczycy wybiorą opcję no-deal, mogą być istotne. Wszystko to, co gwarantują zapisy traktatowe, czyli swobodę przepływu usług, towarów, kapitału i osób, z dniem wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, zniknie – wyjaśnia naukowiec. Na poziomie podstawowym może dojść nawet do paraliżu Wysp. Powrócą kontrole celne, które sprawią, że żywność, w 30% importowana z państw UE będzie czekała na granicy, aż zostanie sprawdzona i wpuszczona do kraju. Na rynku pracy może pojawić się problem z prawami pracowniczymi obywateli innych krajów UE, gdzie w grę oprócz pozwoleń na pracę wchodzi także cały sektor świadczeń socjalnych, ubezpieczeń, rent, emerytur, etc.

W świetle prawa międzynarodowego skala wyzwania jaka stoi przed Wielką Brytanią jest ogromna. Z dnia na dzień stanie się państwem trzecim w kontaktach z Unią Europejską. Przez blisko 40 lat systemy prawne UE i brytyjski współzależały od siebie. Nagle będzie trzeba tę sieć powiązań przeciąć i zbudować nową, na zupełnie innych warunkach.

Szach i… mat?

Sytuacja jest bezprecedensowa i w zasadzie rozmowy o tym, jak będzie wyglądało życie na Wyspach po 29 marca 2019 roku, to jak wróżenie z fusów. Dla świata nauki brexit to wydarzenie ciekawe, ponieważ politologom brakuje narzędzi, które dadzą odpowiedzi pewniejsze niż te z kategorii „chyba” albo „nie wiem”. Wszystko dlatego, że choć można przewidzieć konkretne rozwiązanie, to nie sposób założyć jakie skutki zrodzi wybrana opcja, ponieważ cała procedura jest bardzo skomplikowana i wielopoziomowa. Innymi słowy, brexit i jego konsekwencje odczują najbardziej obywatele Wielkiej Brytanii.

Zegar tyka. Rozwiązań na zakończenie tej historii jest kilka, ale które z nich zostanie wybrane, dowiemy się pod koniec marca. Aktualnie istnieją cztery główne opcje: wyjście bez umowy, wyjście z porozumieniem, przeprowadzenie drugiego referendum, a w końcu przedłużenie czasu na negocjacje z Unią Europejską. Dla samej Wspólnoty utrata jednego z największych płatników, to również duży problem. Dlatego nie może dziwić twarde stanowisko negocjatorów z Brukseli, którzy teraz mogą dyktować warunki. My na pewno z wielką uwagą będziemy śledzić kolejne akty w dramacie pt. Brexit.

Polecamy również
MŁODZIEŻOWE SŁOWA ROKU okiem językoznawcy
Gdzie kończy się ciało, a zaczyna umysł?
Disneyland dla turystów, czyli jak ocalić dziedzictwo kulturowe
Co oznacza druga z rzędu Pokojowa Nagroda Nobla dla Afryki?