Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Nawigacja Nawigacja

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Ewolucja i antropocen. Pytania o człowieka

Ewolucja i antropocen. Pytania o człowieka

W jakich czasach żyjemy? Kim teraz jest człowiek? Jak można go postrzegać, biorąc pod uwagę wzajemne wpływy człowieka i otoczenia biologicznego? To kwestie, które połączyły dwa pierwsze spotkania krakowskiego „Tygodnia ewolucji”.

Więcej o nauce?! Dołącz do profilu strony. www NAUKA.uj.edu.pl na Facebooku 

 

Piotr Żabicki

Żyjemy bezsprzecznie w epoce, kiedy człowiek na wielką skalę może ingerować w procesy ewolucyjne na całej planecie. „Coraz większa liczba słoni rodzi się bez ciosów, potocznie zwanych kłami. Przyczyną takiej zmiany ewolucyjnej jest kłusownictwo. Zwierzęta, od dziesięcioleci zabijane dla kości słoniowej, zmieniły swoją pulę genetyczną” – podaje strona naukowa Gazety Wyborczej.

Czy te czasy możemy nazwać nową epoką i przypisać odrębną definicję i nazewnictwo? A jak obecnie na człowieka działają mechanizmy ewolucyjne? I czy w ogóle działają?

Komiksowa wersja przebiegu procesu ewolucji. Za: Dan Piraro, www.bizarro.com

To pytania, które rozpoczęły wykłady w ramach tegorocznego „Tygodnia Ewolucji”. Pytania kluczowe, z którymi przyszło się zmagać dwóm znamienitym badaczom z Uniwersytetu Jagiellońskiego – profesorom Adamowi Łomnickiemu i Januaremu Weinerowi.

ZapiszZapisz

I nadszedł antropocen

Internet jest pełen „antropocenu” (eng. anthropocene); Google przedstawia prawie 1,5 mln wyników wyszukiwania tego słowa. Antropocenem zajmują się naukowcy, biznes i ludzie kultury. Nick Cave, jeden z wielkich bardów sceny niezależnej, w utworze „Anthrocene” (wariant słowa „anthropocene”), śpiewa swym przejmującym, apokaliptycznym głosem, że: „Odeszły wszystkie dobre wiatry / A ten słodki świat jest coraz starszy / Zwierzęta naciągają noc na swe ramiona / Kwiaty upadają na swe nagie kolana”. A w tle słychać fortepian i niepokojące industrialne dźwięki. To oczywiście artystyczna ekspresja. Daje jednak perspektywę postrzegania antropocenu.

A przecież – patrząc z innej strony – antropocen to wyłącznie naukowe określenie kolejnej w dziejach świata epoki geologicznej. „W ekologii określa on to, co się dzieje w biosferze pod wpływem człowieka” – wyjaśnia w rzeczowej definicji prof. Weiner i wymienia zjawiska, które kształtują nasze obecne otoczenie: „(…) erozję i transport osadów, zmiany cykli biogeochemicznych, zmiany środowiska, wymieranie i powstawanie nowych gatunków”. Trzeba przyznać, że brzmi to, choćby w zestawieniu z ponurą wizją Cave’a, dość niewinnie.

Antropocen
„Otrzymaliśmy do stosowania wygodne pojęcie. Ale jest to też wyraz naszej megalomanii. Przecież dla biosfery ten krótki okres, setek lub tysięcy lat, może nie mieć żadnego znaczenia”.
prof. January Weiner

Równie lakonicznie i bez emocji mówi o tym zjawisku Polska Wikipedia, informując, że to „określenie obecnej epoki geologicznej, zdominowanej działalnością człowieka”. Tym tropem idzie prof. Weiner, podkreślając, że w badaniach naukowych nie ma miejsca na wartościowanie i uczucia. W trakcie swojego wykładu przechodzi szybko od definicji do kolejnej ważnej kwestii: od kiedy trwa antropocen? Propozycji jest wiele. Może rozpoczął się w momencie, gdy człowiek ujarzmił ogień? A może związany jest z początkami rolnictwa i hodowli, albo z wcześniejszym w czasie wytępieniem megafauny (np. mamutów), które nastąpiło jeszcze przed rozwojem rolnictwa? Ale czy to nie są zbyt odległe daty? Przecież masowy wpływ człowieka na biosferę to raczej początek i kolejne lata rewolucji przemysłowej lub – jak proponują niektórzy badacze – masowe wykorzystanie betonu i materiałów polimerowych (plastik). „Przecież myśmy zabetonowali znaczną część Ziemi, a cement jest po prostu skałą” – mówi prof. Jan Zalasiewicz z Uniwersytetu w Leicester. Jest on głównym orędownikiem wpisania antropocenu do oficjalnego nazewnictwa naukowego.

Ciekawe? Przeczytaj też: W przestrzeni pytań o przyszłość [video]

My, ważniacy

Ostatecznie stanęło na roku 1950. Taką datę ustaliła Anthropocene Working Group, rekomendując ją do zatwierdzenia przez najwyższe gremia naukowe z zakresu dziejów geologicznych Ziemi. Czy coś z tego wynika? „Otrzymaliśmy do stosowania wygodne pojęcie. Ale jest to też wyraz naszej megalomanii” – twierdzi prof. Weiner. „Przecież dla biosfery ten krótki okres, setek lub tysięcy lat, może nie mieć żadnego znaczenia” – kontynuuje krakowski badacz. Wykorzystanie tego pojęcia z trzonem „człowiek” w nazwie (z greckiego: anthropo- „człowiek” i -cene „nowy”, „ostatni”) ma jednak istotną wartość informacyjną: może uświadamiać zagrożenia i inspirować do nowych badań.

Powracając do nauki sensu stricto, pojawia się pytanie: czy jesteśmy w stanie uśmiercić naturę? Czy antropocen – w obliczu globalnych przemian środowiska – to także koniec gatunku ludzkiego? A może początek historii „nowego człowieka”, innego nawet w sensie gatunkowym?

Prof. Weiner odpowiada na te wątpliwości jednoznacznie:. „Śmierć natury to bzdura. Jak mamy uśmiercić naturę, gdy nie potrafimy poprawnie wysterylizować strzykawki?”. „Człowiek nie ma takiej mocy by zniszczyć życie na Ziemi, jego siła jest znacznie mniejsza od mocy meteorytu, który przyczynił się do wielkiego wymierania (tzw. wymieranie kredowe, w wyniku którego z naszej planety zniknęły wielkie gady – red.). „My możemy przede wszystkim zniszczyć nasza cywilizację” i, co wieszczą niektórzy pisarze nurtu science‑fiction, powrócić do… szałasów.

Biosfera przetrwa, my ludzie, prędzej czy później, znikniemy.

Ciekawe? Czytaj również: Jak rozgryźć drewno? – rzecz o recyklingu

„Nigdy człowiekowi nie było tak dobrze”

Ale jacy znikniemy? Jacy jesteśmy i jacy będziemy? Czy i jak – w sensie biologicznym – zmieniamy się? To następne ważkie kwestie, które pojawiły się podczas „Tygodnia Ewolucji”. Odnosił się do nich prof. Łomnicki, zadając w trakcie swej prezentacji, kluczowe pytanie: „Czy nasza ewolucja się zatrzymała?”.

„Podstawą wszelkich zmian biologicznych jest zmienność genetyczna. Na pulę genów wpływa selekcja i mutacje” – tłumaczy prof. Łomnicki. Innymi słowy to jakie będą kolejne pokolenia wynika z mutacji, czyli błędów podczas podziału komórek rozrodczych oraz z selekcji, którą ilustrują przedstawione we wstępie obserwacje, dotyczące zanikania kłów w populacji słoni.

"Jeszcze nigdy ludziom nie było tak dobrze!"

Póki co nie mamy wpływu na powstawanie i kierunek następowania mutacji (z definicji to procesy przypadkowe, raczej trudne do kontrolowania). Warto więc bliżej przyjrzeć się procesom selekcji. W przypadku człowieka podstawową miarę określającą jej siłę jest śmiertelność. Tylko osobnik, który dożyje odpowiedniego wieku ma szansę wydać na świat potomstwo i zarazem przekazać swoje geny kolejnemu pokoleniu. Jak podaje prof. Łomnicki, w roku 1885 w Niemczech, 46% mieszkańców nie dożywało 30. roku życia. Większość z nich nie miała szans, aby się rozmnożyć. 123 lata później (2008 rok) ten odsetek spadł do 1,5% (sic!). Zmiana niebagatelna.

W społeczeństwach rozwiniętych selekcja naturalna ustaje. A wraz z nią – i to kluczowy element ewolucyjnej łamigłówki – zmniejsza się możliwość adaptacji ludzi do zmian. Efekty wynikające z selekcji naturalnej, eliminacja gorzej przystosowanych i promowanie tych, którzy najlepiej potrafią zaadaptować się do zmian, zastąpił postęp medyczny i wysoki komfort życia. „Żyjemy w najlepszych jak dotąd czasach. Nigdy, człowiekowi na Ziemi, nie było tak dobrze” – oznajmia krakowski przyrodnik. W globalnym sensie ma to jednak też negatywne konsekwencje. Spadają nasze możliwości przystosowawcze. Naturalnym są więc pytania o szybkość i powszechność tego spadku oraz o to, czy będzie on widoczny już teraz, czy może dopiero po ewentualnym pogorszeniu się warunków życiowych.

Ciekawe? Czytaj również: Płodność, hormony i zdrowie. Nie ma łatwych rozwiązań

ZapiszZapisz

Postczłowiek

Wyhamowanie selekcji naturalnej ma też inne skutki. Jedną z nich jest błędne przekonanie, że kiedyś nie było wielu niszczycielskich chorób, np. nowotworów. Jak to stwierdzenie odnosi się do selekcji naturalnej? Według prof. Łomnickiego zależność jest bardzo prosta. Kiedyś ludzie rzadko dożywali wieku, gdy są szczególnie podatni na wystąpienie nowotworów, kiedy odporność organizmu jest słabsza, a komórki naszego ciała coraz mniej żywotne. Jak podaje Krajowy Rejestr Nowotworów, w latach 2011–2013 na nowotwory złośliwe zapadało w Polsce 700 na 100 tys. osób w wieku 40–44 lata (mniej więcej co 143. Polak). Krzywa ta gwałtownie wzrasta i utrzymuje swój wysoki poziom począwszy od 50 roku życia. W wieku 50–54 lata nowotwory odnotowywano już u 2500 na 100 tys. osób (co 40. Polak).

„To jacy wspaniali jesteśmy zawdzięczamy krewnym naszych przodków, którzy byli nieudanymi projektami i odeszli bezpotomnie” – podkreśla prof. Łomnicki. Do zobrazowania obecnych sprzeczności przywołuje on koncepcję Williama D. Hamiltona, biologa znanego przede wszystkim z opracowania teorii doboru krewniaczego (ang. kin selection). Ten brytyjski ewolucjonista sformułował także ideę „planetarnego szpitala”, mówiącą, że im bardziej medycyna opiekuje się ludźmi, tym bardziej liczba chorych i potrzebujących wzrasta i rosną nakłady na rozwój medycyny. To właśnie ona zastąpiła naturalną selekcję i adaptację do zmiennych warunków życiowych.

Na kanale YouTube UJ, pojawią się nagrania wszystkich wykładów. Zostały one zarejestrowane dzięki współpracy z Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych. Zapraszamy także do śledzenia strony Tygodnia Ewolucji oraz jego profilu na Facebooku. Wkrótce zamieścimy tam podsumowującą je książkę. Jest na co czekać!

Ten nowy człowiek, człowiek rozwiniętego antropocenu, to postczłowiek – ktoś inny niż Homo Sapiens przed tysiącami a nawet setkami lat. Planetarny szpital Hamiltona z pewnością ukierunkuje nas w stronę inżynierii genetycznej. „W naszych genach mamy jeszcze dziedzictwo paleolitu, ale warunki życiowe są teraz zupełnie inne” – twierdzi badacz z UJ, wpisując się choćby w prognozy Francisa Fukuyamy, autora książki „Koniec człowieka” (2004).

*  *  *

Co wynika z zastanawiania się nad biologiczną ewolucją naszych czasów i antropocenem? Zależności jest na pewno sporo. Oba te zagadnienia zazębiają się, a poszczególne wątki się przenikają. Aż dziw, że żaden z badaczy, zajmujących się definiowaniem antropocenu, nie zaproponował jego określenia, jako epoki, w której ewolucja biologiczna człowieka wyhamowuje, a na naszych oczach rodzi się długowieczny postczłowiek, ulepiony z medycznych – i nie tylko – odkryć naukowych.

Postscriptum

"2. Tydzień Ewolucji" w Krakowie uzupełnił też wykład dr Barbary Pietrzak (Uniwersytet Warszawski), która wskazywała, że podstawowy parametr używany do opisu naszego „uwolnienia się” od ograniczeń środowiska – długowieczność – już nie rośnie tak drastycznie, jak niegdyś. Medycyna oczywiście w dalszym ciągu naszą kondycję poprawia – brakuje nam jednak cech biologii organizmów, które swoją długowiecznością już dawno przegoniły człowieka (np. rośliny – które dzięki swojej „modularności” i braku centralnego ośrodka „zarządzania” organizmem mogą bez problemu trwać tysiące lat jako jeden „organizm”).

Jeśli nie długowieczność – to co? Może nasz wzrok powinien zwrócić się w stronę ewolucji kulturowej i psychologicznej? Na grunt takich rozważań – wprowadzili dwaj ostatni goście "Tygodnia Ewolucji": dr Mateusz Hohol (Instytut Filozofii i Socjologii PAN) oraz dr Aneta Arct (Instytut Nauk o Środowisku UJ). Ich prelekcje koncentrowały się wokół ewolucyjnego pochodzenia zachowań moralnych i etycznych (dr M. Hohol) oraz ewolucji opieki rodzicielskiej (dr A. Arct).

Piotr Żabicki, redaktor www.nauka.uj.edu.pl

 

Zobacz video galerię

2. Tydzień Ewolucji w Krakowie, wykład „Antropocen - początek czy schyłek epoki?”

Polecamy również
Daniel Dennett. Jak pogodzić naukowy i potoczny obraz świata? [video]