Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nauki przyrodnicze

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Przyroda jako ściek – refleksje nad katastrofą ekologiczną Odry

Przyroda jako ściek – refleksje nad katastrofą ekologiczną Odry

W jaki sposób zmiany klimatyczne wpłynęły i wpływają na katastrofę ekologiczną Odry? Z czym wiąże się obecność martwego materiału biologicznego na jej dnie? Jak wyglądają przyszłe rokowania dla tej rzeki? Na te, a także na inne pytania odpowiada prof. Paulina Kramarz z Instytutu Nauk o Środowisku Wydziału Biologii UJ.

Tego lata trudno o dobre wiadomości. W Europie, także w Polsce, trwa susza, płoną lasy nie tylko na naszym kontynencie, ale choćby na Syberii. Również nasz kraj dotykają kolejne fale ekstremalnie wysokich temperatur, kiedy to w dzień temperatura przekracza 30°C, nocami zaś, zamiast ochłody, można się poczuć prawie jak w tropikach (temperatury około 20°C). Dokłada się do tego bardzo trudna sytuacja polityczna – trwający kryzys humanitarny na polsko-białoruskiej granicy, czy wojna w Ukrainie.

Wspominana susza spowodowała wyschnięcie największych rzek naszego kontynentu – jak choćby Loary, Padu i Renu. Kurczą się zasoby słodkiej wody, bez której i nasze życie będzie zagrożone. Trudno się więc dziwić, że katastrofa ekologiczna, która dzieje się na drugiej co do wielkości polskiej rzece, Odrze, od kilku tygodni nie schodzi z nagłówków gazet. Mimo że pierwsze doniesienia o tysiącach martwych ryb pojawiły się pod koniec lipca, do tej pory, czyli po miesiącu, ciągle nie ustalono dokładnych przyczyn zanieczyszczenia Odry i zatrucia jej ekosystemów. Ale to, co jest pewne, to że główną przyczyną jest traktowanie przyrody jako odbiornika wszelkiego rodzaju antropogenicznych zanieczyszczeń oraz próby podporządkowania środowiska naturalnego krótkoterminowym korzyściom ekonomicznym.

Od wielu lat środowisko naukowe apeluje, by przestać traktować atmosferę naszej planety jak śmietnik, bezrefleksyjnie usuwając do niej zanieczyszczenia. W tym te, które prowadzą do nasilenia się efektu cieplarnianego, czyli np. dwutlenek węgla pochodzący ze spalania paliw kopalnych, czy też pochodzące zarówno z działalności przemysłowej, jak i rolniczej metan oraz podtlenek azotu. Skutkuje to podwyższeniem średniej temperatury Ziemi już o 1.2°C, w naszym kraju o 2.5°C, w porównaniu do okresu przedprzemysłowego (jakieś 200 lat temu). Ten wzrost temperatury ma niebagatelne znaczenie dla dramatycznej sytuacji na Odrze. Raz, że nasila susze, prowadząc między innymi do obniżenia poziomu wód w rzekach, co może skutkować szybszym podgrzewaniem wody, czy też po prostu zanikiem siedlisk organizmów żywych. A dwa, że przyspiesza niekorzystne procesy, na przykład związane z obecnością substancji toksycznych. Twarde dane naukowe jasno wskazują na interakcje pomiędzy toksycznością substancji a właśnie temperaturą. Jej wzrost przyspiesza procesy chemiczne i biochemiczne, prowadząc np. do szybszego wchłaniania toksyn oraz szybciej następujących reakcji biochemicznych, uszkadzających tkanki i organy organizmów żywych. Kolejnym skutkiem wzrostu temperatury, również wód, jest szybszy rozwój organizmów, które do tej pory były nieliczne w danym środowisku – w środowisku wodnym należą do nich na przykład sinice (których zakwity coraz częściej obserwujemy w Bałtyku), czy też glony. W Odrze zaobserwowano właśnie nadmierny rozwój „złotej algi”, czy też bardziej po polsku „złotego glonu”, z gatunku Prymnesium parvum. Jest to organizm miksotroficzny, co oznacza, że w zależności od warunków środowiskowych, może albo korzystać z energii słonecznej jako źródła energii, prowadząc proces fotosyntezy, albo z energii pochodzącej z materii organicznej, również martwej. Wzrost populacji P. parvum jest obserwowany przy wzroście zasolenia wód, co oznacza jednocześnie wzrost stężenia toksyn produkowanych przez ten gatunek glona – zabójczych przede wszystkim dla zwierząt oddychających skrzelami, a więc nie tylko ryb, ale małż, raków, skrzelodysznych ślimaków, larwy płazów.  Przy czym o wzrost zasolenia górnych odcinków rzek trudno podejrzewać zjawiska naturalne, szczególnie w przypadku rzeki takiej jak Odra, płynącej przez tereny silnie uprzemysłowione. Tym bardziej, że zrzuty, często nielegalne, zanieczyszczeń przemysłowych i bytowych, były wcześniej wielokrotnie notowane na tej rzece. Dodać też można będące często poza kontrolą spływy zanieczyszczeń z terenów rolnych (np. nawozów sztucznych, czy też odchodów i moczu zwierząt) i otrzymujemy obraz rzeki, która podobnie jak opisywana wcześniej przeze mnie atmosfera, jest traktowana jak ściek. Sytuację pogarsza fakt, że podobnie jak większość (około 70%) rzek na świecie, Odrę się prostuje, bo ma przede wszystkim „służyć”, np. celom transportowym, czy też, stawiając na niej zapory, produkcji energii. To właśnie takie rzeki na całym świecie najszybciej wysychają, bo woda pochodząca z opadów i ze zlewni danej rzeki, zamiast powoli się rozlewać po okolicznych terenach, jak się to dzieje w przypadku rzek meandrujących, szybko spływa do najbliższego morza. Co gorsza, regulacje rzek i stawianie na nich zapór obniża ich potencjał do samooczyszczania, bo woda płynie w nich za szybko, by procesy takie mogły być wydajne. Odra jeszcze nie wyschła, ale dramatycznie niski stan jej wód notowano właśnie tuż przed katastrofą.

Nie jest moją rolą szukać sprawców, mogę jedynie napisać, jak w tytule – traktujemy przyrodę jak ściek. I to właściwie na każdym poziomie, od jednostek po decydentów, polityków. Pozornie bezkarnie wyrzucamy śmieci do lasów, ale i do jezior i rzek, spuszczamy szamba do rzek, potoków - lista jest długa. Do tego przyroda ma przede wszystkim „służyć”, ma podlegać prawom ekonomii. Tylko jak pokazuje katastrofa ekologiczna Odry, to po prostu nie działa. Z przyrodniczej strony oznacza ona śmierć i cierpienie setek tysięcy ryb, milionów innych organizmów (wspominane raki, ślimaki, małże, płazy), które tworzą bogaty ekosystem tej rzeki. Ich rozkładające ciała, ciągle obecne w rzece, jeszcze przez długi czas będą katastrofę przedłużać – bo procesy rozkładu prowadzą choćby do zużywania tlenu w wodzie. Katastrofa ta może dotknąć też ekosystemy lądowe, dla zwierząt w nich żyjących woda z Odry może nie nadawać się do picia. Z ludzkiego punktu widzenia na długi czas straciliśmy, podobnie jak inne gatunki zwierząt lądowych, źródło słodkiej wody. Ale i miejsce do odpoczynku, połowu ryb, co będzie miało także bardzo poważne skutki ekonomiczne, owe prawa ekonomii, tak dla nas ważne, pokażą swoją słabość przy zaniedbywaniu praw przyrody i fizyki.

Padają też pytania, coraz więcej jest prognoz czy i kiedy Odra się odrodzi. Uważam, nie tylko ja, że musimy przestać pytać, a zacząć słuchać środowiska naukowego, które swoją wiedzę opiera na badaniach i obserwacjach przyrody. Czyli właśnie posłuchać przyrody. Przede wszystkim zaprzestać zanieczyszczania Odry, ale i innych rzek. Zaprzestać ich regulacji i stawiania stopni, zapór wodnych, jeżeli już ingerować, to w przywrócenie rzekom, również Odrze, naturalności, zaczynając od zburzenia już istniejących zapór i stopni, betowych brzegów. Mogę mieć tylko nadzieję, że jesteśmy właśnie w trakcie wielkiej, bolesnej nauki o tym, że troska o przyrodę to troska o nas samych, nie tylko o nasze tu i teraz, ale i o przyszłość naszego gatunku. Że z myślenia „nie opłaca się chronić przyrody, są inne priorytety” przejdziemy do „priorytetem jest ochrona przyrody, bo jesteśmy jej częścią”.   

 

Prof. Paulina Kramarz
Instytut Nauk o Środowisku
Wydział Biologii UJ

 

Grafika w tekście: Elaine Lopez

 

Polecamy również
Tydzień Noblowski 2022 - komentarze
Tydzień Noblowski 2022 - komentarze
Jak światło w nocy wpływa na dzikie zwierzęta?
Jak światło w nocy wpływa na dzikie zwierzęta?
Co kryje się w wodzie?
Co kryje się w wodzie?
Czym jest chrust w lesie i czy można go bezkarnie spalać? [Komentarz]
Czym jest chrust w lesie i czy można go bezkarnie spalać? [Komentarz]