Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nauki humanistyczne i społeczne

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Aerodynamika Pegaza, czyli jak uczyć pisania

Aerodynamika Pegaza, czyli jak uczyć pisania

Od roku akademickiego 2022/2023 Wydział Polonistyki UJ zaprasza na nowy kierunek studiów. Twórcze pisanie to propozycja dla tych, których pociąga kreatywne posługiwanie się literackim językiem polskim, pisanie tekstów artystycznych i użytkowych o charakterze estetycznym. O tym pisze w swoim artykule dr hab. Krzysztof Zajas, prof. UJ z Katedry Kultury Literackiej Pogranicza.

Artykuł pierwotnie ukazał się w miesięczniku "Kraków i świat". Przedruk za zgodą redakcji. 

Jak pisać? Jak podnieść słowo do rangi literatury? Nad literacką ludzkością to pytanie wisi jak miecz Damoklesa, przywiązany końskim włosiem z ogona Pegaza. Tu fantazje o wielkości, zaszczytach, bogactwie i królewskim łożu zaścielonym omdlałymi wielbicielkami i wielbicielami, tam widmo miernoty, trzeciorzędności i nieudacznictwa. Tu wiekopomne dzieło i wdzięczność potomnych, tam wstyd niesprzedanego nakładu i podzwaniający kajdanami upiór grafomanii. Tu podniebny lot Pegaza, tam jałowa orka na ugorze.

A jak uczyć pisania? Co powiedzieć uczniom, którzy wpatrzeni w ciebie roziskrzonym wzrokiem oczekują praktycznej odpowiedzi? Może w żadnej innej dziedzinie twórczości pragnienie Mistrza nie jest tak rozpłomienione, jak w literaturze. Nie każdy potrafi sprawnie posługiwać się pędzlem, dłutem, smyczkiem czy batutą, ale każdy potrafi czytać i pisać. A przynajmniej wydaje mu się, że potrafi. „Też bym tak napisał, a nawet lepiej”, myśli sobie jeden z drugim, „wystarczy nauczyć się paru chwytów, ściągnąć parę pomysłów”. Na niewiele zdają się ostrzeżenia największych wodzów pisarskiego plemienia, że pisanie to praca ciężka i niewdzięczna, marnie płatna i nierokująca, a ceną jest osobiste szczęście. I tak do zawodu garną się tłumy. Aby tylko wygrać, pokonać rywali, zaistnieć, lub choćby utworzyć sobie na facebooku profesjonalną stronę „XYZ – autor”. 

No właśnie – zawód to czy hobby? Profesja uprawiana pod naporem zesłanego talentu, czy narcystyczny kaprys i słodki sen rozdętego ego? A może zwykłe rzemiosło, do którego trzeba terminować latami, jak niegdyś u szewca czy masarza? Odpowiedzi na to fundamentalne jak problem honorariów autorskich pytanie jest tyle, ilu piszących. Każdy pisarz, który doznał jakiej takiej rozpoznawalności w literackim światku, ma swoją opinię o tym, czym jest pisanie i jak się do niego zabrać (lub nie zabierać, bo takich głosów jest równie wiele). W swojej autotematycznej książeczce O pisaniu Margaret Atwood zgromadziła powody pisania, jakie podają rozmaici ludzie pióra. Jest ich tam siedemdziesiąt cztery i z pewnością nie wyczerpują listy. Ja najbardziej lubię ten: „zarobić pieniądze, by móc szydzić z tych, którzy wcześniej szydzili ze mnie”, a w wersji dosadnej: „żeby gnojom pokazać”. Słychać tu i szczerość wyznania, które nie gra fałszywej szlachetności, tylko wali prosto z mostu, i autentyczność pisarskiej troski o wyrównywanie rachunków z rzeczywistością.

Pisania nie można nauczyć – pisania można nauczyć. Rozwiązanie tego dylematu leży chyba poza zasięgiem naszych możliwości, ponieważ spieramy się o to już od dawna i bez rezultatu. Pisania nie można nauczyć, gdyż jest tajemnicą twórczej osobowości, wypadkową talentu, pracowitości i jeszcze czegoś nieuchwytnego, co nie ma nazwy, a co z bezradności nazywamy natchnieniem. Pisania można nauczyć, ponieważ od starożytności gromadzimy w podręcznikach definicje typów, stylów, poetyk, chwytów literackich, kompozycji itd. Dlatego kto chce skutecznie uprawiać określony gatunek literacki, powinien zapoznać się z jego podstawowymi wyznacznikami, przeczytać analitycznie najlepsze przykłady, zbadać, „jak to jest zrobione”. Pisanie to rzemiosło jak każde inne, i jak w każdym innym, tak i tutaj liczą się inteligencja, pracowitość i opanowanie warsztatu. Cenię opinię Adama Zagajewskiego, wielkiego praktyka w nauczaniu creative writing, który powiadał, że jak ktoś nie ma talentu, to i tak się niczego nie nauczy, ale jeśli talent posiada, można mu troszkę pomóc w dochodzeniu do pewnych nieuniknionych doświadczeń.

Rzecz w tym, że pisanie, które ma być „twórcze”, nie może ograniczać się do powtarzania tego, co znane. Tworzenie to nie odtwarzanie. Na bazie formuł znanych należy tworzyć formuły nowe, opowiadać to samo na inne sposoby, innym językiem, w innych światach przedstawionych... Brzmi pięknie, ale jak to zrealizować w praktyce? Pisać – powie praktyk literatury i będzie miał rację. Zwłaszcza jeśli zaraz po tym stwierdzeniu zabierze się do twórczej roboty. Gorzej, gdy tenże praktyk sprawdzi się już w swoim literackim rzemiośle i zostanie poproszony o podzielenie się swym profesjonalizmem z uczniami. Czy on sam wie, jak pisze? Z otchłani literackiego geniuszu wyłania się problem dydaktyki kreatywistycznej, którą można nazwać również treningiem twórczym, albo psychoterapią procesu twórczego, albo jeszcze inaczej. Kto ma uczyć i jak ma uczyć? Z doświadczeń szkół artystycznych na całym świecie wynika, że najwybitniejszy twórca niekoniecznie musi być najlepszym wykładowcą creative writing. Przeciwnie, zwykle subtelności swojej drogi do dzieła przekazać nie potrafi. Natchnienie poniosło go na grzbiecie Pegaza, ale jako pasażer nie bardzo ma pojęcie o szczegółach aerodynamiki końskiego lotu.

Piszę to wszystko, „bom smutny – i sam pełen winy”, jako twórca nowego kierunku studiów na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wkrótce rusza nabór na magisterskie studia twórczego pisania, a od jesieni tego roku zaczynamy zajęcia, których zakres z pewnością poruszy znacznie więcej zagadnień, niż te omówione powyżej. Dzisiejsza literatura obejmuje nie tylko bardzo szerokie spektrum tekstów – od poezji lirycznej, przez prozę fikcjonalną i non-fiction, esej i reportaż, aż po teksty użytkowe – ale i wchodzi w coraz śmielsze alianse z innymi dziedzinami sztuki, by wspomnieć choćby scenariusze filmowe, gry komputerowe, fanziny czy blogi i vlogi literackie. Każdy z nich operuje swoim zestawem narzędzi, swoimi specyficznymi stylami, a także wymogami warsztatów dziedzin pokrewnych. Na tym polu znaleźć można bardzo wiele elementów z zakresu roboty rzemieślniczej, jako tako skodyfikowanej i umożliwiającej symbiozę odtwórczego powtórzenia z twórczą permutacją. W tych przypadkach nauka operuje na pograniczu oryginalności i dobrze znanej konwencji, gdzieś pomiędzy przypomnieniem swojskości i niespodzianką nowości.

Jasne, koń pociągowy to nie to samo, co koń ze skrzydłami. Rozrysowywanie fabularnych drzewek, by potem mozolne zapełniać je zdaniami, w niewielkim stopniu kojarzy się z natchnieniem, bardziej ze szkolną lekcją. Cóż począć, niech będzie lekcja, byle prowadził ją ktoś sensowny. Wydział Polonistyki UJ ma to szczęście, że spora część jego pracowników naukowych to również świetni literaci i literatki: Anna Burzyńska, Agnieszka Dauksza, Jerzy Franczak, Artur Grabowski, Jakub Kornhauser, Daria Kubisiak, Piotr Oczko, Michał Rusinek, Włodzimierz Szturc, Zofia Zarębianka i inni. Ich doświadczenie w żmudnym składaniu skrzydlatych fraz powinno znaleźć zręczne przełożenie na proces dydaktyczny, cokolwiek byśmy nie sądzili o jego kreatywnej skuteczności. Literat i literaturoznawca to chyba najszczęśliwsze połączenie kompetencji w tej zasadniczo niekompetentnej dziedzinie. Nie tylko swobodnie porusza się on w przestrzeniach teorii, ale i zna z praktyki ból tworzenia tekstu. Kiedy teoretyk nadmiernie się rozpanoszy, praktyk podpowie scenicznym szeptem, że bywa też inaczej. I odwrotnie, kiedy praktyk popadnie w rytualny lament, że każde pisanie jest inne, teoretyk ma szansę interweniować: zgoda, ale poszukajmy punktów wspólnych, wyliczmy reguły, zdefiniujmy konwencje.

Jak nauczać twórczego pisania? Jak wyliczyć parametry lotu, żeby polecieć? Albo choć trochę wznieść się nad ziemię? Koń ze skrzydłami to dosyć dziwny stwór, zasadniczo niewystępujący w przyrodzie, a gdyby się taki zdarzył, byłby potworem. Wszak Pegaz zrodził się z krwi Meduzy, kiedy Perseusz odrąbał jej głowę. Koń ze skrzydłami jeśli poleci, przestanie być koniem. Jeśli natomiast pogodzi się ze swoją naturą i zajmie się pociągowym rzemiosłem, będzie miał z lataniem tyle wspólnego, co wół ze słynnego obrazu Breughla.

W dobrym warsztacie uczeń tak długo obserwuje i naśladuje robotę mistrza, aż się jej nauczy. Pierwszym krokiem do nauki twórczego pisania powinno być uważne czytanie tekstów. Jak to czy tamto jest zrobione? Jakich słów użyto (i jakich nie użyto!), by coś wyrazić dokładnie tak, jak miało być wyrażone? Z jakich elementów zbudowano świat przedstawiony i charaktery postaci? Co podkreślono, a co pominięto? Tego rodzaju kwestie mogą brzmieć trywialnie, jednak w codziennej praktyce analitycznej, wchodzącej głęboko w konstrukcję tekstu, są w stanie pomóc adeptowi sztuki słowa w wytworzeniu poręcznych narzędzi do własnej roboty. Czytanie tekstów słabych jest równie ważne, jak czytanie arcydzieł. Chodzi o to, by umieć wychwycić usterki i je nazwać.

Większość pisarzy odnoszących sukcesy literackie prędzej czy później próbuje opisać swój warsztat. Opowieści o tym, jak które z nich rozumie ars poetica, są tak powszechne, że same mogłyby ułożyć się w swoistą historię literatury. Być może należałoby kiedyś stworzyć taką Powszechną historię pisania, właśnie „pisania”, w sensie zbioru osobistych wyobrażeń autorów na temat tego, jak rozumieją proces twórczy. Czasem przemycają tam oni parę intymnych ciekawostek, dających się wykorzystać w nauce creative writing. Pamiętam świetną uwagę Stephena Kinga z książki Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika, że sztuka pisania często sprowadza się do sztuki skreślania. Mistrz horroru przytacza konkretny przykład: własny tekst oraz naniesione na niego poprawki redaktora, by stwierdzić w puencie, że te kilka skreśleń znaczyło dla jego warsztatu więcej niż setki recenzji nagryzmolonych przez ludzi, którzy sami nigdy niczego nie stworzyli. Z kolei Haruki Murakami wspomina (Zawód: powieściopisarz) pewnego redaktora, który nakazywał skreślać tam, gdzie autor akurat dopisywał i odwrotnie – nakazywał dopisywać tam, gdzie autor wykreślał całe akapity. To był dobry redaktor – konkluduje Murakami – ponieważ trafnie oznaczył miejsca, gdzie coś należy zmienić.

Jasne, problemy warsztatowe nie wyczerpują zagadnienia. Jeśli nauka twórczego pisania ma mieć sens, powinna dotknąć samego jądra twórczości, sięgnąć głębi, namacać ciemność w duszy i ubrać ją w słowa. Powiada się, że literatura nazywa te rzeczy, o których nie odważamy się mówić, i to jest jeden z przydatnych tropów dydaktycznych. Co jest w tobie przemilczane? Czego nigdy nie zrobisz, a bardzo byś chciała? Jak wyglądałby twój los, gdyby tę bramę przed tobą zatrzaśnięto, a otwarto inną? To bardzo trudny punkt uczenia, miejsce, gdzie rozstrzyga się uczciwość i szczerość tekstu, który albo stanie się literaturą z prawdziwego zdarzenia, albo pseudoliteracką pisaniną. I miejsce największego pisarskiego bólu, kiedy okazuje się, że twoja szczerość i uczciwość nie interesuje czytelników. Jest błaha i nudna. Nieciekawa.

Literatura porządkuje rzeczywistość. Układa chaos w narracyjne lub poetyckie ciągi, z początkiem, rozwinięciem i zakończeniem, jak nie przymierzając w wypracowaniu szkolnym. To najtrudniejszy element kształcenia pisarza. Nie chodzi o światopogląd, ideologię czy filozofię naprawy świata, ale o coś znacznie bardziej elementarnego – zasadę istnienia. Jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało, układanie słów jest naszym, wyłącznie ludzkim sposobem radzenia sobie w świecie i za jego pomocą ustalamy jakiś sens w miejsce bezsensu. Fikcja literacka jest ważniejsza od historycznej prawdy, powiada Arystoteles w Poetyce i ma absolutną rację. Rzecz nie w tym, że coś się raz kiedyś zdarzyło, ale że coś się ciągle wydarza, tu i teraz, i dotyczy bezpośrednio ciebie. Nazwij to. Spróbuj dotknąć słowem losu, jaki ci przypadł. Zamień fenomen życia w fenomen opowieści. W tym tylko jest ocalenie.
Może się nie udać. Prawie nigdy się nie udaje. Polecisz zbyt wysoko i spadniesz (los Ikara, ale i Bellerofonta, którego zrzucił z grzbietu Pegaz lecący na Olimp), albo zamęczysz się w ociężałym wolim zaprzęgu. Stawka jest jednak zbyt wysoka, więc pewnie i tak będziesz próbować, bo cóż ci innego zostało. I tu tkwi jeszcze jedna praktyczna przyczyna powołania na uniwersytecie kierunku studiów być może równie dziwacznego jak zwierzę pociągowe ze skrzydłami. Twórcze pisanie bierze pod opiekę literackie niespokojne duchy, które może wygrają, może przegrają w odwiecznym literackim turnieju, ale przystąpią do niego przygotowani. I bez względu na efekt będą mogli sobie powiedzieć z podniesionym czołem, że przynajmniej spróbowali. Twórcze pisanie nie będzie pisać za ciebie, ale dostaniesz do ręki porządną glinianą tabliczkę, rylec i miotełkę do usuwania wiórków. Najlepiej z końskiego włosia.

dr hab. Krzysztof Zajas, prof. UJ

Informacje o kierunku studiów dostępne są na stronach studia.uj.edu.pl oraz irk.uj.edu.pl. Pierwsza tura rekrutacji trwa do 14 lipca br. 

Polecamy również
Reakcje społeczeństwa rosyjskiego na inwazję Rosji na Ukrainę
Reakcje społeczeństwa rosyjskiego na inwazję Rosji na Ukrainę
Politolog z UJ: milczenie Grupy Wyszehradzkiej w sprawie rosyjskiej agresji źle wróży dla przyszłości organizacji
Politolog z UJ: milczenie Grupy Wyszehradzkiej w sprawie rosyjskiej agresji źle wróży dla przyszłości organizacji
Rosyjska inwazja na Ukrainę zmienia reguły gry
Rosyjska inwazja na Ukrainę zmienia reguły gry
Gala finałowa konkursu Mądra Książka Roku za nami. Znamy wszystkich zwycięzców!
Gala finałowa konkursu Mądra Książka Roku za nami. Znamy wszystkich zwycięzców!