Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Nawigacja Nawigacja

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Wiedźmin nie żyje?

Wiedźmin nie żyje?

W piątek, 20 grudnia, miała miejsce premiera serialu „Wiedźmin” opartego na twórczości polskiego pisarza Andrzeja Sapkowskiego. Historia płatnego zabójcy potworów święci triumf zarówno dzięki twórczości polskiego pisarza, jak również grom komputerowym. Z tej okazji przypominamy o początkach bodaj najpopularniejszej fantastycznej historii wiedźmina Geralta. W świat Sapkowskiego wprowadzi nas Piotr Żołądź - doktorant w Katedrze Teorii Literatury Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz autor książki „Potworność i krytyka. Studia o cyklu wiedźmińskim Andrzeja Sapkowskiego”.

W bieżącym roku przypada 20. rocznica śmierci Geralta z Rivii – wiedźmina, zasłużonego pogromcy potworów, nieustraszonego obrońcy uciśnionych. W związku z tym pragniemy uczcić pamięć bohatera, który w czasie rivskiego pogromu, nie wahając się ani chwili, otwarcie wystąpił przeciwko rozszalałemu z nienawiści tłumowi. Za ten heroiczny akt przyszło mu zapłacić cenę najwyższą.

Ten, poniekąd, ironiczny wstęp miał na celu zwrócenie Państwa uwagi na fakt, iż właśnie 20 lat temu w ręce czytelników trafił ostatni tom cyklu wiedźmińskiego Andrzeja Sapkowskiego – Pani Jeziora. Oczywiście nie można zapominać, iż pisarz próbował „wskrzesić” swojego bohatera w Sezonie burz (2013), powieść ta była jednakowoż prequelem, i jako taka, umieszczała akcję dzieła przed wydarzeniami znanymi z siedmioksięgu wiedźmińskiego.

Powróćmy jednak do meritum, 20 lat temu czytelnicy dowiedzieli się, że Geralt i Yennefer zostali przeniesieni na wyspę Avalon, kolejną z hipostaz Wysp Szczęśliwych, a Ciri, odpowiedzialna za ich „przemycenie” poza granice znanej im rzeczywistości, musiała uciekać do jednego z równoległych światów. Minęły dwie dekady i po raz kolejny będziemy mieli możliwość prześledzenia losów wiedźmina, czarodziejki i wiedźminki, dlatego warto przypomnieć, jak wszystko się zaczęło.

Z wiedźmińskiej genealogii

Historia cyklu sięga roku 1985, wtedy to właśnie redaktorzy czasopisma „Fantastyka”, cieszącego się podówczas całkiem sporą popularnością, ogłosili Drugi Konkurs „Fantastyki” na opowiadanie SF. Konkursowicze mogli przesyłać swoje krótkie formy narracyjne do 31 grudnia tamtego roku. Nietrudno się więc domyślić, że „Wiedźmin” – debiutanckie opowiadanie Sapkowskiego – powstał prawdopodobnie pomiędzy marcem a grudniem 1985 roku. Po ukończeniu pracy pisarz musiał wykazać się jednak pewną dozą cierpliwości, gdyż na publikację tekstu przyszło mu chwilę zaczekać. „Wiedźmin” ukazał się bowiem w grudniowym numerze „Fantastyki” z roku 1986.

Czas i miejsce publikacji można w tym przypadku uznać za symboliczne i to nie tylko ze względu na fakt, iż właśnie w grudniu (33 lata po publikacji opowiadania) będziemy mogli śledzić losy kolejnej, tym razem zaproponowanej przez platformę Netflix, reinkarnacji wiedźmina Geralta. O symboliczności owej publikacji przesądza również to, iż dwunasty numer „Fantastyki” z roku 1986 opatrzony został podtytułem „Egzorcyzmy nad polską SF”. Redakcja czasopisma, w której skład wchodził jeden z najważniejszych późniejszych promotorów cyklu - Maciej Parowski - prawdopodobnie nie zdawała sobie sprawy z tego, że demon, którego podówczas uwolniła, nie tylko zniweczy ich nadzieje na ponowny, po-Lemowski sukces polskiej science fiction, lecz również trafi (z PRL-owskiego, borykającego się z różnymi problemami magazynu) na listę bestsellerów „New York Timesa”.

Okres, który nastąpił po publikacji debiutanckiego tekstu, był dla Sapkowskiego kolejnym stadium oczekiwania, tym razem jednak cierpliwość autora „Wiedźmina” musiała wytrzymać tylko 9 miesięcy. To bowiem we wrześniowym numerze „Fantastyki” ogłoszono wyniki wspomnianego wcześniej konkursu. Redaktorzy podeszli do opowiadania Sapkowskiego raczej bez emocji, o czym świadczą nie tylko fakt przyznania prozaikowi (ex aequo z dwoma innymi autorami) trzeciego miejsca, lecz również dosyć zdawkowe wzmianki na temat „Wiedźmina” w tekstach podsumowujących wyniki konkursu, pióra Parowskiego, Jęczmyka czy Niewiadomskiego.

W tym, zdawać by się mogło, mało korzystnym dla Sapkowskiego układzie sił trafiamy po raz kolejny do grudnia, tym razem roku 1987. Wtedy to sytuacja pisarz, jak również jego pozycja na fantastycznej scenie literackiej, znacząco się zmieniły. W opublikowanych przez „Fantastykę” wynikach sondażu przeprowadzonego wśród czytelników przez redakcję „Wiedźmin”, zresztą całkowicie deklasując konkurencję, zajął pierwsze miejsce w kategorii najlepsze opowiadanie polskie.

Coś się kończy, coś zaczyna

Od tamtego momentu czasopismo coraz bardziej zacieśniało swoją współpracę z pisarzem. Kolejne opowiadania prozaika były opatrywane komentarzami odautorskimi, a do „Drogi, z której się nie wraca” – drugiego publikowanego na ramach „Fantastyki” tekstu Sapkowskiego – dołączono pierwszy wywiad przeprowadzony z autorem. Fragment tej rozmowy warto przytoczyć, gdyż potwierdza on, iż koncepcje krótkich form narracyjny (w tym wypadku Granicy możliwości opublikowanej w 1991 roku) rodziły się w głowie pisarza na długo przed ich publikacją: nasze baśnie, nasza demonologia to naprawdę wspaniały materiał na fantasy. Wyobraża pan sobie, jakie ciekawe opowiadanie można by zrobić choćby z bajki o smoku wawelskim? O tym, z jaką pogardą musiałby się w czasach kultu świętego Jerzego i ideałów rycerskich spotkać szewczyk, który sobie tak niehonorowo postąpił ze smokiem? Taki truciciel, kłusownik [1]. 

Gdy pisarz miał już na swoim koncie kilka opublikowanych na łamach „Fantastyki” opowiadań i ugruntowaną pozycję w świecie literatury fantastycznej, zaczęły ukazywać się zbiory jego krótkich form narracyjnych. Jako pierwszy na rynek wydawniczy trafił „Wiedźmin” (1990), po nim zaś przyszły „Miecz przeznaczenia” (1992) oraz „Ostatnie życzenie” (1993). Drugi z wymienionych wyżej tomów opowiadań stanowił właściwie zapowiedź historii kontynuowanej przez Sapkowskiego do końca lat 90. ubiegłego stulecia w pięcioksięgu powieściowym, na który złożyły się „Krew elfów” (1994), „Czas pogardy” (1995), „Chrzest ognia” (1996) „Wieża jaskółki” (1997) i „Pani Jeziora” (1999).

Koniec opowieści bywa także początkiem czegoś nowego. Wiedźmin nie umarł w Rivii, ani tym bardziej nie dokonał żywota na mitycznym Avalonie, żyje wśród nas i, jak można sądzić, z roku na rok ma się coraz lepiej, znajdując coraz większą grupę odbiorców.

Piotr Żołądź

Katedra Teorii Literatury Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego

1. „Fantastyka” 1988, nr 2, s. 52.

Zdjęcie wykorzystane w tekście: Netflix. 

-------------------------------------

Ciekawe? Przeczytaj także: