Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Nawigacja Nawigacja

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

MŁODZIEŻOWE SŁOWA ROKU okiem językoznawcy

MŁODZIEŻOWE SŁOWA ROKU okiem językoznawcy

Od czterech lat Wydawnictwo Naukowe PWN organizuje plebiscyt na Młodzieżowe Słowo Roku. Laury zawsze zdobywają te wyrażenia, które – za pośrednictwem specjalnie przygotowanego formularza – zgłasza największa liczba osób. Czym tak naprawdę są najpopularniejsze młodzieżowe słowa? Jakie zjawiska społeczne odpowiadają za ich powstawanie? Jak radzi sobie z nimi język? O tegorocznym wyborze w kontekście społeczno-psychologicznym i językoznawczym opowiada dr Małgorzata Majewska z Instytutu Dziennikarstwa, Mediów i Komunikacji Społecznej UJ.

Werdykt PWN-u nieodłącznie budzi zadziwienie. „Sztos”, „XD”, „dzban”. A w 2019 „alternatywka”, „jesieniara” i „eluwina”. Nikt nie zna. Nikt tak nie mówi. Nikt nie słyszał. Moja czternastoletnia córka znała tylko eluwinę. Moi dwudziestoletni studenci w pojedynczych przypadkach słyszeli jedno z trzech zwycięskich słów. Prawie nikt nie używa. Nie spotkałam też ani jednej osoby w grupy docelowej, która by wszystkie określenia miała w swoim słowniku. Więc jak to jest z tym plebiscytem? Jak podaje strona PWN, „przez cały listopad za pośrednictwem specjalnego formularza na stronie sjp.pwn.pl wpłynęło ponad 41 tysięcy zgłoszeń”. 

Język jest żywym i niezwykle czułym organizmem, który natychmiast reaguje na to, co się wydarza na społecznej scenie zdarzeń. Jeśli więc jakaś grupa ma potrzebę nazwania czegoś, co się wydarza, a jeszcze nie ma nazwy czy stworzenia neologizmu w innym celu, na przykład identyfikacji z własną grupą, to język wcześniej czy później to słowo zaproponuje. I pokaże nim, co nowego się wytworzyło, czego do tej pory albo nie było albo było za słabe, by domagać się własnej nazwy. A teraz walczy o to, aby zaistnieć. 

W tym roku potrzebowały zaistnieć trzy zjawiska społeczne, związane z obecnością kobiet w przestrzeni publicznej. Pierwsze odnosiło się do opozycyjnie zdefiniowanej kobiecości. Opozycyjnie wobec modelu estetycznego, grzecznego i spełniającego oczekiwania tradycyjnie zdefiniowanej kobiecości. Drugie, naigrywające się do bólu z pewnego typu wyidealizowanej estetyzacji natrętnie obowiązującej w mediach społecznościowych. Trzecie zaś jest hasłem-kodem, współczesnym: „sezamie otwórz się” do młodzieżowego świata. A może raczej jednego z młodzieżowych światów. 

 

Pies w kocu, blada cera i „cześć” dla wybrańców

Dla jasności, „alternatywka” to dziewczyna, której prototypem jest amerykańska wokalistka Billie Eilish. Słucha innej muzyki. Wygląda alternatywnie do głównego nurtu estetyki ulicy. Nosi łańcuch na spodniach, rajstopy typu kabaretki, bluzę marki Trasher, kolorowe włosy, kreski na oku oraz ma piercing i tatuaże. Nie ubierze spódniczki na imieniny cioci Zosi, nie stara się miło uśmiechać na zdjęciach i na pewno nie wpisuje się w patriarchalnie zdefiniowany model dziewczęcości. Momentami jest aestetyczna z bladą cerą, mocnym makijażem i ubiorem eksponującym odmienność. Chociaż gdyby przyjrzeć się alternatywkom, to ta odmienność wydaje się być identyczna w wyrazie.  

„Jesieniara” z kolei  to polski odpowiednik modnego na świecie stylu hyggie. Objawia się głównie w wirtualnej przestrzeni w postaci zdjęć zawierających trzy niezbędne elementy: ogromny przytulny sweter, koc i kubek ciepłego napoju w wypielęgnowanych dłoniach. Często mimo pozoru przypadkowego pozostania w domu pod kocykiem, jesieniara prezentuje na zdjęciu pełny makijaż i starannie ułożone włosy. W scenerii pojawiają się obowiązkowo świeczki i tęskne spojrzenia w okno, za którym jesień prezentuje swój najlepszy image. Raczej nie będzie więc to chlupa na zewnątrz i polar po starszym bracie. Wszystko jest piękne i tak przytulne, że na sam widok oksytocyna, zwana „hormonem przytulania”, zalewać powinna każdego, kto jedynie rzuci okiem na zaspanego na wystylizowanym kocu kota czy psa. Wszystko w pachnącej estetyce, chociaż każdy, kto posiada wychodzącego czworonoga wie, że w listopadzie psie łapy po deszczowym spacerze raczej czułości u właściciela nie uruchamiają. 

„Eluwina” krzyczy Kacper Blonsky w swoim utworze odtworzonym na Youtube ponad 16 milionów razy. Jest to zwrot grzecznościowy powstały z przekształcenia słowa halo/elo. 

Była też mowa o „boomerach”, „madkach”, „alternatorach”. Język reaguje na zmieniający się świat. Równocześnie nazywanie różnych przedmiotów czy zjawisk jest równoznaczne ze zgodą społeczną na ich zaistnienie. Zatem skoro mamy „alternatywkę”, „jesieniarę” i „eluwinę” to znaczy, że jakaś wspólnota potrzebuje nazwać coś dla siebie ważnego. Inność w wyglądzie i zachowaniu. Tęsknotę za czułością. Przywitanie zrozumiałe tylko dla nielicznych. Dla mnie znamienne jest, że dwa pierwsze określenia są feminatywami, ale nie takimi, które powstały w odniesieniu do swojego męskiego pierwowzoru, ale samoistnie. Przynajmniej ja nie znalazłam “jesieniarza” a i “alternator” w swoim prototypie ma kobiecą postać pop-kultury. 

Wieża Babel XXI wieku

Bo z językiem właśnie tak jest, że wyłapuje to, co najbardziej domaga się wyrażenia, a może raczej bycia wyrażonym. Rok 2019 to Rok Feminatywów. Ich obecności na scenie zdarzeń, toczonych walk i odpierania argumentów o zaśmiecaniu tradycyjnej polszczyzny i niepotrzebnym mnożeniu bytów. 

To też kolejny rok budowania światów równoległych. Internety, a może interneta, bo to słowo jeszcze nie osadziło się w systemie językowym, budują przestrzeń na dowolne wspólnoty z dowolnymi językami. Na narracje, które się nie stykają i nie spotykają w jednym świecie. To smutny signum temporis, że mamy coraz mniej wspólnych punktów odniesienia. Gdy ja miałam piętnaście, osiemnaście lat, oglądało się, słuchało i czytało plus minus to samo. Wczoraj studentka powiedziała, że z racji tego że nie ogląda seriali, przestała chodzić na imprezy. Bo czuła się wykluczona. Konteksty tworzą wspólnotę. A słowa, które wygrały, pokazują, że tych wspólnot jest teraz wiele. 

Olga Tokarczuk tak pięknie mówiła o tym, że potrzebujemy nowego sposobu opowiadania, bo stary jest zardzewiały. „Nie mamy jeszcze gotowych narracji nie tylko na przyszłość, ale nawet na konkretne „teraz”, na ultraszybkie przemiany dzisiejszego świata. Brakuje nam języka, brakuje punktów widzenia, metafor, mitów i nowych baśni. Jesteśmy za to świadkami, jak te nieprzystające, zardzewiałe i anachroniczne stare narracje próbuje się wprzęgnąć do wizji przyszłości, może wychodząc z założenia, że lepsze stare coś niż nowe nic, albo próbując w ten sposób poradzić sobie z ograniczeniem własnych horyzontów. Jednym słowem – brakuje nam nowych sposobów opowiadania o świecie”.

Ja sobie myślę, że te nowe narracje coraz bardziej do siebie nie przystają. Wieża Babel dzieje się na moim podwórku. Słucham z córką jej muzyki. Oglądamy razem „Grę o tron”. Ona próbuje nie kojarzyć Szczygła, mojego ukochanego pisarza, jedynie z ptakiem i lekcją biologii. Szukamy kotwic do naszej wspólnej narracji. Bo w XXI ta wspólnota nie jest taka oczywista.

Cieszy mnie ten konkurs, bo wprowadza i sankcjonuje nowe słowa w polszczyźnie. Potrzebne słowa na coś, co do tej pory nazwy nie miało. Martwi mnie ten konkurs, bo uświadamia, że mimo bliskości fizycznej, zaczynamy coraz bardziej mówić różnymi językami.  

 

 

dr Małgorzata Majewska

Instytut Dziennikarstwa, Mediów i Komunikacji Społecznej

Wydział Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ

-------------

Grafika na górze: PWN

-------------

Ciekawe? Przeczytaj także:

Polecamy również
Gospodarcze koszty epidemii koronawirusa
Mózg w słoiku – wywiad z prof. Piotrem Winkielmanem
Gdzie kończy się ciało, a zaczyna umysł?
Disneyland dla turystów, czyli jak ocalić dziedzictwo kulturowe