Przejdź do głównej treści

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Nawigacja okruszkowa Nawigacja okruszkowa

Nawigacja Nawigacja

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Widok zawartości stron Widok zawartości stron

Dzik jest dziki, dzik jest zły

Dzik jest dziki, dzik jest zły

Na początku stycznia byliśmy świadkami burzy medialnej związanej z informacją o planowanym odstrzale dzików. Takie rozwiązanie miało skutecznie zahamować rozwój wirusa afrykańskiego pomoru świń w Polsce. Temat ten wzbudził ogromne kontrowersje, dlatego postanowiliśmy sprawdzić, w czym tkwi sedno tego problemu. O pomoc poprosiliśmy prof. dr hab. Henryka Okarmę z Instytutu Nauk o Środowisku UJ oraz prof. dr hab. Zygmunta Pejsaka, kierownika Zakładu Chorób Świń Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach.

Afrykański pomór świń (ASF) to zakaźna i zaraźliwa choroba wirusowa trzody chlewnej, świniodzików (mieszańców świni i dzika) oraz dzików. Jest groźna i niebezpieczna dla tych zwierząt, ponieważ w razie jej wystąpienia, śmiertelność w stadach może sięgać nawet 100%. Przez długi czas utrzymuje chorobotwórczość w środowisku: może zachować żywotność przez ponad rok we krwi w temperaturze 4° C, kilka miesięcy w nieodkostnionym mięsie i kilka lat w zamrożonych tuszach czy zwłokach – wskazuje prof. Pejsak. Prof. Okarma zauważa, że [wirus] przenoszony jest nie tylko przez kontakt bezpośredni żywych zwierząt, lecz także przez styczność z zarażonymi martwymi osobnikami, ich odchodami lub poprzez podanie skażonych pasz, czy stosowanie zainfekowanej słomy. Źródłem zakażenia niekiedy okazują się również zwierzęta domowe mające kontakt z padłymi świniami czy dzikami. Prof. Pejsak dodaje, że głównym problemem w zwalczaniu ASF wydaje się być długa przeżywalność wirusa w zanieczyszczonych nim zwłokach, które mogą pozostawać na polach uprawnych, łąkach lub w lasach przez wiele tygodni. Według danych zaprezentowanych przez zespół pod przewodnictwem dr Klausa Depnera z Friedrich-Loeffler-Institut (Niemcy) całkowity rozkład miękkich tkanek zwłok dzików, w zależności od warunków termicznych, trwać może do trzech miesięcy. Wirus skutecznie przenosi się za pośrednictwem mięsa i krwi.

Obecnie koszty walki z tą chorobą są ogromne  – za każdego zabitego dzika państwo polskie płaci 650 zł, za zgłoszenie znalezienia martwego – 200 zł. W warunkach ekstremalnych mogą to więc być koszty sięgające niemal 200 milionów złotych! Co więcej, w najgorszym wypadku dane państwo może wręcz stracić prawo do eksportu świń i wieprzowiny, a więc pozbawić się możliwości zarabiania na nich. Przypomnijmy, że w Polsce hoduje się ok. 10 mln świń, a Polacy rocznie zjadają średnio ok. 40 kg wieprzowiny. W 2018 roku walka z ASF-em to kosztowała nas blisko 30 mln zł (chodzi tu tylko o program mający na celu wczesne wykrycie wirusa; od 2014 roku to już ok. 140 mln zł).

„Afrykański” nie bez powodu

Wirus ASF pojawił się w latach 20. XX wieku w Kenii. Do Europy (na Sardynię) przywędrował przez transport tamtejszych produktów wieprzowych w 1957 roku. 17 lutego 2014 roku na Podlasiu stwierdzono pierwszy przypadek afrykańskiego pomoru świń w Polsce. Już wtedy ówczesne władze wydały stosowne rozporządzenie dotyczące biologicznej ochrony gospodarstwa przed wirusem. Jednak mimo to, z roku na rok obszar występowania wirusa jest coraz większy. Gdzie więc popełniono błąd?

Okazuje się, że sprawa jest bardziej skomplikowana i wbrew przyjętej logice, zmniejszenie - nawet radykalne - populacji dzików w Polsce, nie rozwiąże problemu występowania ASF-u. Jak wskazują naukowcy z Polskiej Akademii Nauk, zaledwie 5% odstrzelonych zwierząt ma kontakt z wirusem, natomiast ten procent wzrasta aż 16-krotnie wśród padłych osobników. Co więcej, do końca nie wiemy, ile liczy populacja tych zwierząt w Polsce. Jak pisze prof. Pejsak: pomimo 6-krotnego wzrostu liczby odstrzelonych w latach 1975—2015 w Polsce dzików, ich populacja nieprzerwanie odradza się. Według prawdopodobnie mało precyzyjnych szacunków uważa się, że aktualnie (rok 2019) ich populacja sięga w naszym kraju około 300 tysięcy sztuk; wielu ekspertów twierdzi jednak, że jest znacznie wyższa. Powodem takiego stanu rzeczy są korzystniejsze warunki do rozmnażania i przeżywalności oraz brak skutecznej kontroli nad przyrostem populacji tego gatunku.

Problem z ASF-em nie dotyczy tylko sytuacji w naszym kraju – już kilkadziesiąt lat temu państwa Europy Zachodniej musiały zmierzyć się z tym wyzwaniem. Jednakże w Polsce czynniki determinujące rozwój choroby są nieco inne – dla przykładu w Hiszpanii, którą w drugiej połowie XX wieku dotknął problem ASF-u, gęstość populacji dzików była niezwykle mała (pogłowie świń w tym kraju wynosiło w omawianym okresie nieco ponad 6 mln, czyli ponad cztery razy mniej niż wówczas w Polsce). Im więcej tych zwierząt na danym terenie, tym łatwiejsze szerzenie się choroby – z tego też względu obecna sytuacja nad Wisłą wydaje się być znacznie poważniejsza.

Prof. Pejsak twierdzi, że zwalczenie afrykańskiego pomoru świń wśród zwierząt hodowlanych jest proste, ale kosztowne. Problem rodzi się wtedy, kiedy wirus pojawia się wśród zwierząt wolno żyjących. Dzieje się tak ponieważ o wiele trudniej jest wybić wszystkie żyjące na wolności dziki, chociażby z tego względu, że do końca nie wiadomo ile ich jest; ten problem nie występuje wśród trzody hodowlanej. Z tego właśnie względu eradykcja, czyli całkowite zwalczenie choroby, jest bardzo trudnym i złożonym procesem.

Bioasekuracja, czyli co?

Alternatywnym sposobem walki z wirusem może być biologiczna ochrona gospodarstwa, tzw. bioasekuracja. Paradoksalnie, to człowiek a nie dzik jest największym problemem w walce z afrykańskim pomorem świń. Znane są przykłady karygodnego zachowania: wprowadzanie do chlewni zarażonych zwierząt poprzez kupowanie tanio świń niewiadomego pochodzenia, wypuszczanie świń na zewnątrz i karmienie ich zlewkami, sprzedaż chorych osobników do innych gospodarstw czy zakopanie padłej chorej świni w lesie – wylicza prof. Okarma. Program bioasekuracji  który wszedł w życie na mocy rozporządzenia z 15 lipca 2017 roku obejmował szereg zasad mających na celu minimalizację ryzyka przeniesienia wirusa, m.in. karmienie świń paszą zabezpieczoną przed dostępem zwierząt wolno żyjących, prowadzenie rejestru środków transportu do przewozu świń wjeżdżających na teren gospodarstwa oraz wejść osób do pomieszczeń, w których utrzymywane są świnie, zabezpieczenie budynku, przed dostępem zwierząt wolno żyjących oraz domowych, wyłożenie mat dezynfekcyjnych przed wejściami do pomieszczeń oraz wprowadzenie podwójnego ogrodzenia o określonej wysokości.


Wydawać by się mogło, że wprowadzenie programu bioasekuracji skutecznie rozwiąże problem z rozprzestrzenianiem się choroby. Jednak raport Najwyżej Izby Kontroli ze stycznia 2018 roku pokazuje, że tylko w niewielkim stopniu zasady te były wdrożone i rygorystycznie przestrzegane. Powód? Wprowadzenie całościowego programu generowało koszty wykraczające poza finansowe możliwości znakomitej większości hodowców posiadających gospodarstwa liczące mniej niż 50 sztuk (94%). Co więcej, kompleksowe kontrole gospodarstw na terenie całego kraju rozpoczęły się dopiero w kwietniu 2018 roku. Brak nadzoru ze strony lekarzy weterynarii oraz uprzednie uznawanie hodowli jako spełniających najwyższy stopień bioasekuracji było więc niezgodne ze stanem faktycznym, natomiast nieczytelność opracowanych regulacji dodatkowo potęgowała problem wprowadzenia ich w praktykę.

Skuteczna walka z pomorem

Jak postuluje prof. Okarma, efektywna walka z afrykańskim pomorem świń jest jak najbardziej możliwa. Pokazują to przykłady z Europy, gdzie poradzono sobie z wirusem (w Hiszpanii równolegle wprowadzono zasady bioasekuracji oraz prowadzono odstrzał stad hodowlanych). Kraje zachodniej Europy uporały się z pomorem, ale wystąpienie tej choroby doprowadziło do zasadniczych przekształceń w sposobie chowu świń (likwidacja hodowli przyzagrodowych czy rozwój dobrze bioasekurowanych ferm wielkotowarowych) – tłumaczy. Z kolei prof. Pejsak zauważa, że w niektórych krajach wirus doprowadził do całkowitej likwidacji produkcji trzody chlewnej. To oznacza, że sytuacji w naszym kraju nie można bagatelizować.

Po pierwsze, polowania z nagonką mogą co prawda doprowadzić do skutecznego wybicia założonej liczby, ale sposób w jaki prowadzi się łowy sprawia, że dziki, a wraz z nimi ASF, rozprzestrzeniają się na coraz większym terytorium (oblicza się, że ze średnią prędkością około 5 km na miesiąc). Po drugie, naukowcy nie są w stanie wskazać, jaki jest dolny próg zagęszczenia dzików, który jest bezpieczny. Wirus istnieje w środowisku także poprzez obecność zarażonej padliny, co – jak wskazywaliśmy wcześniej – jest ogromnym niebezpieczeństwem. Po trzecie, dziki odgrywają drugorzędną rolę w jego rozprzestrzenianiu się. Przykłady z Półwyspu Iberyjskiego pokazują, że wirus nie przetrwa długo w populacjach, jeśli nie następuje regularna transmisja (przekazywanie wirusa) od świń do dzików – konkluduje w swoim artykule prof. Okarma. W opozycji do tego stanowiska, stoi prof. Pejsak. Zauważa on, że efektywne zwalczanie ASF-u w Polsce wiąże się z maksymalnym i długofalowym ograniczeniem populacji dzików.

Naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego pokazują, że nie ma jednego rozwiązania w walce z chorobą. Działania muszą być zaplanowane i zdywersyfikowane: nie wystarczy sam odstrzał, a bioasekuracja to za mało. Tylko współpraca na wielu poziomach pozwoli na skuteczną walkę z afrykańskim pomorem świń. Można założyć, że przestrzeganie wszystkich i przez wszystkich zasad bioasekuracji byłoby wystarczające w sytuacji, gdyby wirus nie pojawił się wśród zwierząt hodowlanych. W takich warunkach bezpieczeństwo świń zagwarantowałaby bioasekuracja. Jednak z racji tego, że człowiek popełnił błędy, musi za nie teraz zapłacić regularnym, prewencyjnym odstrzałem dzików.

Tekst powstał dzięki pomocy prof. Okarmy i prof. Pejsaka oraz przesłanym przez nich materiałom.

---------------------------------------------

Ciekawe? Przeczytaj także: 

Polecamy również
Ćwiczenie mózgu na siłowni, czyli jak aktywność fizyczna wpływa na neuroplastyczność
Tydzień mózgu 2019. Dopalacze, hakowanie mózgu, jad zwierząt i wiele więcej!
Odporność – główny obrońca naszych organizmów
Dlaczego powinniśmy rozmawiać o (pseudo)teoriach „Wielkiej Lechii”?